Dzień uświnionego misia

Dzień uświnionego misia

Matka dzisiaj obudziła się jak zwykle 20 minut po budziku, ale w miarę spokojnie ogarnęła dzieciaki i nawet sobie przypomniała, że dzisiaj jest Dzień Pluszowego Misia. Poprosiła więc Córkę Pierwszą o to, by ta wyszukała jakiegoś pluszaka dla siebie i siostry. CP zanurkowała w czeluściach pudeł z zabawkami i przyniosła. Dwa misie z akcji Kup Misia. Oba od swojego wujka, szwagra mego, brata Ojca Biologicznego. Oba w ubraniach od Zienia. Najwyraźniej córki mają słabość do tego projektanta. Ponieważ Matce wraca zapalenie zatok, głowa ją boli, to się nie chciała kłócić i uznała, że co jak co, ale w przedszkolu misiowi nie grozi więcej niebezpieczeństw niż w domu.

Córki zostały ubrane, dostały misie w łapy i wybiegły na podwórko, podczas gdy ich Matka wciągała na nogi kozaki. Pech chciał, że właśnie spadł śnieg. Pierwszy śnieg tej zimy. Córki więc odgarniać zaczęły to mokre cholerstwo z maski zaparkowanej pod domem Hondy. Brudnej Hondy… Tymi misiami oczywiście…. Na wskutek ich działań miś, który jeszcze chwilę wcześniej miał białą sukienkę i białe skrzydełka wyglądał, jakby poddał się rotawirusowi. Żeby nie było, Córka Druga bardzo się przejęła. Tak się przejęła, że całą drogę do przedszkola chlipała nad losem usmarowanego misia od Zienia. Całą drogę. W tym niewielkim, zapchanym po sufit oponami zimowymi samochodzie, z kierowcą z początkami zapalenia zatok, poniedziałkowym wk**wem i śniegiem pod letnimi oponami. Ostatecznie miś wylądował w przedszkolnej szafce, a CD kompletnie zapomniała, że go ma i bawiła się misiem przedszkolnym ogólnodostępnym.

A Matka wydała 80 zł na wymianę opon. Ot tak. Po drodze do wulkanizatora wskoczyła do Tesco po prowiant i gorące napoje, przekonana, że poczeka sobie na tę wymianę z godzinkę lub dwie. A tu suprajs – od razu wjechała na kanał, a spodziewana kolejka ustawiła się dopiero za Matką.

Niestety nie był to koniec wydatków.  W środę Bita o dom – finał. Wysłałam sms’a na Mikołajczyków. Dzisiaj otrzymałam wiadomość, że prawie wygrałam mega nagrodę, wystarczy, że wyślę wiadomość o treści „Bitwa”. Za 3,69 zł. No dobra, to mniej niż kupon lotto. Wysłałam. Po chwili otrzymałam kolejną wiadomość, że gram o samochód, wycieczkę lub o 20.000 zł i mam sobie wybrać i wysłać sms’a z informacją, co też chcę. Za 3,69 zł. No dobra, niecałe 8 zyla, to jednak niewiele przy wygranej 20.000. Wysłałam więc, że kasiorę chcę i już. Zaraz dostałam kolejnego sms’a, że mam im napisać, kiedy można do mnie zadzwonić: rano, popołudniu czy wieczorem. Za 3,69 zł.

Kochany TVNie. Mam Cię w czterech literach… Pozdrowienia dla Mikołajczyków.


17 thoughts on “Dzień uświnionego misia”