Jak z Córką Pierwszą pożar ugasiłyśmy

Jak z Córką Pierwszą pożar ugasiłyśmy

Drze się. No drze japę dzieciak przebrzydły, że łeb pęka. 20:30, bajka przeczytana, maskotki ululane, a ta się drze. Jak syrena strażacka jakaś. Syrena???

– Słuchaj no! Tak się drzesz, że cię strażacy z ochotniczej usłyszą, załadują się na wóz strażacki i będą jeździć po wioskach ognia szukać – wymyśliłam na poczekaniu, a wierzcie mi, w kłamaniu za dobra nie jestem. Ale że ona się tak darła o byle „g”, to była moja ostatnia deska ratunku. Deskę podchwyciła Córka Pierwsza. Wychyliła się ze swojego łóżka i dorzuciła znacznie mądrzej ode mnie (bo w zeszłym tygodniu miała lekcję na temat strażaków):

– A jak ci strażacy będą na darmo po wsi jeździć, a w tym czasie naprawdę gdzieś się będzie paliło i ktoś będzie potrzebował pomocy, to co???

Córka Druga zamilkła. No normalnie zamknęła paszczę. Chlipnęła dwa razy, poszła spać. Babie to nie można tak wprost. Bajkę trzeba opowiedzieć, kit wcisnąć. To cisza będzie.


24 thoughts on “Jak z Córką Pierwszą pożar ugasiłyśmy”