Matka sfrustrowana

Matka sfrustrowana

„Dzisiaj w Newsweeku był Dzień Matki. Czyli mądre artykuły dotyczące macierzyństwa. Był między innymi cały artykuł o tym, jak ciężko pogodzić rolę mamy z rolą kobiety pracującej i robiącej karierę. Nawet mnie tam zacytowano w dwóch miejscach, chociaż nie do końca tak, jak sobie życzyłam, ale jako exdziennikarz dymu robić nie będę. Poza tym średnio pasowałam do artykułu, bo odkąd poszłam „na swoje”, czyli zostałam zawodową blogerką i tekściarą SEO, a dzieci oddałam na wychowanie 8 godzin dziennie do placówki ściągającej ode mnie alimenty i stówkę jeszcze za swoje usługi, jestem całkiem zadowolona…”

Oto mój wstęp z wpisu, który zaczęłam tworzyć po południu. Nastał jednak wieczór. Rację miał Mickiewicz pisząc „Nie chwal dnia przed zachodem słońca, bo na bank coś się spier….” A konkretnie, to córki wróciły z przedszkola. Z fochem niewiadomego pochodzenia. Z powietrza ten foch, z promieniowania słonecznego czy z zatrutej wody – nie wiem. Grunt, że z okazji Dnia Matki dostałam po dupie podwójnie. Proces wieczornego zapędzania do łóżek, od mojej informacji o tym, że mają się iść wykąpać, aż po ostateczne ułożenie córek w łóżkach niebezpiecznie wydłużył się do momentu, w którym powiedziałam CD, że ją sprzedam na targu w piątek. Normalnie se stół na bazarze wynajmę i jak te baby z wiejskimi kurczakami i mlekiem od kozy będę krzyczeć:

„Córka! Córka Druga na sprzedaż! Tanio oddam”

Dżizas. Za ile lat skończy się ten etap macierzyństwa, kiedy trzeba tłumaczyć, dlaczego stopy wymagają codziennego mycia, a darcie japy na całą wieś, bo „lala ma piasek we włosach” jest nie na miejscu?


29 thoughts on “Matka sfrustrowana”