O najlepszym z ustrojów politycznych

O najlepszym z ustrojów politycznych

Dzieciom trzeba dawać wybór. Na przykład, jak nie chce blond gadzina założyć bluzeczki niebieskiej, to się robi 10 głębokich wdechów, sra na to, że to ostatnia wyprasowana bluzka, a do pracy już jesteśmy spóźnieni i szuka różowej oraz jeszcze bardziej różowej, względnie zajebiście różowej, żeby dziecko miało wybór i czuło, że coś znaczy. Mniej cierpliwi, tacy jak ja na przykład, czasami zwolennicy reżimu, wciągają dziecku tę niebieską przez łeb (uwaga! wzburzone dziecko bardzo szybko może sprawić, że w miejscu, w którym przed sekundą był łeb, będzie śmierdzące dupsko), a potem przez godzinę drogi do przedszkola mają zapewniony masaż pleców wykonany przez kopiące wściekle w tył samochodowego fotela wkurzone potomstwo. I nawet dobrze, że dzieciak ma tę niebieską bluzką, bo czerwona wściekła paszcza by się zlała z zajebiście różową bluzeczką.

Dzisiaj Córka Druga od rana była wkurzona, chociaż akurat ciuchy sobie sama wybierała. No moje bioprądy wyczuła, a ja, wierzcie mi, dobrego dnia nie miałam. No i wieczór obfitował w słowa pełne niechęci do mnie i vice versal. Ostatecznie CD odmówiła położenia się do łóżka. Stanęła więc przed życiowym wyborem:

– Słuchaj no! Wolisz spać w łóżku, czy w domku w ogrodzie? – spytałam milusio. Dodam, że domek został 3 lata temu wykonany z europalet, ma dach kryty linoleum z rozbiórki i nie posiada ogrzewania.

Córka podjęła decyzję bardzo słuszną. I niezwykle szybko wskoczyła do łóżka. Ba! Nawet się zakryła kocykiem i tylko raz powiedziała:

– Papa mamo, kocham cię.

Ot. Demokracja.


24 thoughts on “O najlepszym z ustrojów politycznych”