Tak bez złośliwości o sportowcach

Tak bez złośliwości o sportowcach

Nasi sportowcy odnoszą sukcesy. No nie da się ukryć, że mamy świetnych siatkarzy, piłkarzy ręcznych, czasami i jakiś skoczek daleko poleci. Lekkoatleci też są niczego sobie. A to młotem rzuci, tam wzwyż podskoczy. I potem przychodzi sława. Autografy, słitfocie z kibicami, wizyty w zakładach pracy, wywiady w radiowej Trójce. I przychodzi taki medalista i mówi do mikrofonu:

– No jak myśmy tam lecieli, to tak się nastawialiśmy na trzecią dziesiątkę, bo wiadomo, że silny przeciwnik, a tutaj taaaakie zaskoczenie.

Dlaczego oni nie jadą na zawody z pieśnią na ustach nastawiając się na to, że wygrają? Że dupy wszystkim skopią? Że po prostu powalą na parkiecie przeciwnika, że kulę wypchną za rogatki stadionu? Dlaczego są zawsze zdziwieni, gdy wygrają? Wow, udało się. A miała być czwarta dziesiątka. Przecież i tak dostaniemy za to kasę. Ostatnio chyba tylko Sonik powiedział, że on jechał po zwycięstwo.

Czy ja, wypuszczając dziecko do szkoły, mam mówić mu:

– No tak, liczę na trójeczkę. Tam na więcej się nie nastawiaj, bo i po co. Pytania będą trudne, pani jest wredna.

czy raczej:

– No ej, potrafisz, dasz radę, uczyłaś się cały semestr, zagniesz wszystkich i wrócisz z tarczą. Dasz radę córo!

Bo już sama nie wiem….


23 thoughts on “Tak bez złośliwości o sportowcach”