To matka dzieci na piknik wysłała

To matka dzieci na piknik wysłała

Jak to zwykle bywa, moja błyskotliwość i inteligencja oraz zmysł logistyczny wzięły dzisiaj górę. O 7 rano kazano mi ubrać dzieci i wysłać na przedszkolny piknik. A że babcia stała w korytarzu i przebierała nogami, ja zaś byłam nieprzytomna, bo do północy grzebałam w kompie ściągając nawigację offline z mapami Hiszpanii oraz (jak się później okazało) złośliwe wirusy atakujące przeglądarki, to założyłam na dzieci szorty, t-shirty z krótkim rękawkiem, dałam w łapę bluzy dresowe i wykopałam za drzwi, szczęśliwa, że mogę w ciszy wypić kawę i zacząć usuwać te wirusy (po drodze się trzy razy prawie rozpłakałam, a raz faktycznie).

I tak około 13:00, gdy zaczęłam się cieszyć, że wirus usunięty, jeszcze tylko reinstalka Windowsa i programów i będzie działać, wyszłam na chwilę na podwórko. I prawie mi łeb urwało. Orzeźwiona chłodnym podmuchem zaczęłam się zastanawiać, czy moje dzieci dostaną podczas pikniku herbatę, ciepłą zupę albo czy chociaż będą dużo biegać… no bo piździ. Ja – matka światowa, autorytet w dziedzinie kupowania szczotek do włosów i wiaderek, niczym najwyrodniejsza z wyrodnych, wypuściłam moje dzieci nieomal na mróz w krótkich spodenkach!

Tak, jest nadzieja, że nie dostaną zapalenia płuc, chociaż nawet od nauczycielki CP reprymendę dostałam, że nawet w szafce długich spodni nie było. Bo one często chodzą… za cienko ubrane. Jak inne dzieci jeszcze w śniegowcach i puchówkach, tak one  wiatrówkach i adidasach. Jak inne kąpią się w wodach termalnych, tak one w Bałtyku. Jak inne jedzą gorący rosół, to one… zimny rosół.

Myślę, że hartowanie ma przyszłość….


23 thoughts on “To matka dzieci na piknik wysłała”