3000 km w tydzień

Przed chwilą wstałam. Jest 11:41, a my przez noc wracałyśmy z Holandii. Zdrzemnęłam się więc, a gdy już się obudziłam, chciałam rozwiesić pranie, które nastawiłam przed snem. Zajrzałam do pralki, a tam pusto.

– Gdzie moje pranie? – spytałam córek.

– A rozwiesiłyśmy w ogrodzie. To był jej pomysł – CP wskazała na CD.

I faktycznie: moje dwie nowe piżamy (jedną starą zgubiłam w Holandii, więc musiałam nieco wyrównać straty..) z Primarka oraz dwa t-shirty wisiały na suszarce w ogrodzie. Rozwieszone nieporadnie… ale suche.

Ale dosyć tego miodu. Łyżka dziegciu. Otóż…ja wiem, że Wy to wiecie. Ja wiem, że napiszecie:  „ale przecież Krzyżacy….”, „rozbiory i niepodległość!”, „komuna”, „8 lat rządów PO…”, „przecież Polska jest w ruinie, to się ciesz, że w ogóle są drogi”. Że w Holandii to płasko i nawet Hitler nie był tak na Holandię zawzięty, ale to jest demotywujące… Taka sytuacja.

Podróż z punktu A do punktu B. Odległość pomiędzy – 80 km.

Holandia:

50 km/h przemierzasz miasteczko, na pierwszym rondzie zjeżdżasz w prawo, przyspieszasz do 70 km na godzinę, wjeżdżasz na autostradę (to taka bardzo szeroka, gładka droga), jedziesz 75 km prosto z prędkością 120 km/h, po czym zjeżdżasz na prawą stronę, zwalniasz do 70, na pierwszym rondzie zjeżdżasz w prawo i z prędkością 50 km na godzinę wjeżdżasz do punktu B. Trwało to 50 minut. Tak plus, minus no.

Polska:

30 km/h przemierzasz miasteczko. Na pierwszym rondzie zjeżdżasz w prawo, chociaż powinnaś była w lewo, ale oznaczenia wprowadziły Cię w błąd. Jakoś jednak trafiasz na właściwą drogę, jedziesz 50 km/h, gdy nagle zza winkla wychodzi pielgrzymka…. po godzinie udaje Ci się wyminąć tłum i wyjeżdżasz z miasta. Tutaj możesz zaszaleć – 90 km/h, dwa pasy. Znaczy jeden dla Ciebie, jeden dla tych z naprzeciwka. Nagle zwalniasz do 50, bo mijasz wioskę. Potem możesz jechać 70, znowu 50, 30, bo roboty drogowe. Roboty się kończą, możesz przyspieszyć do 90, ale przed Tobą jedzie ciężarówka. 70 km/h. Chcesz wyprzedzić. Zjeżdżasz lekko na lewo a tuż zza zakrętu wypada ukraińska naczepa od stara, którego kierowca wyprzedzał na łuku drogi na trzeciego. Jedziesz 70 km/h za ciężarówką przez kolejną godzinę. Aż się orientujesz, że trzeba było zjechać na lewo, ale tablica informacyjna zamiast przed skrzyżowaniem, znajdowała się za. A zresztą! Walić to, bo i tak żaden kierowca nie wpuściłby Cię na właściwy pas. Objeżdżasz więc kolejne miasto, 30 km/h. Rozpędzasz się do 70 i znowu 50… bo wioska. Po kolejnej godzinie dojeżdżasz do punktu B.

Jak dobrze wrócić do Polski! Tutaj codzienność jest przygodą!

17 odpowiedzi na “3000 km w tydzień”

  1. Doskonale ujęłaś…

  2. Jedź na Węgry, polskie drogi będziesz wychwalać pod niebiosa. Zresztą Słowacja też pod względem infrastruktury (auto za autem, co chwila ograniczenie do 30 km/h, roboty drogowe i inne przyjemności…) nie powala a myślę, że bardziej do tych krajów możemy się porównywać, bo Holandię jeszcze jakiś czas musimy gonić.

    • Matka Sanepid pisze:

      to gońmy, zamiast mówić,że gdzieś jest gorzej. Przecież są kraje,w których to na osiołku pokonuje się odległości…

    • Raczej chodzi mi o to, że Polska pod względem jakości i ilości dobrych dróg bardzo poszła do przodu w porównaniu do krajów, które w podobnym okresie zaczęły się rozwijać. I nadal idzie, bo dróg cały czas przybywa.

    • Osiołki to ostatnio blokowaly obwodnice Sofii i co z tego ze mozna 90 jak jechalo sie 20km/h

    • Matka Sanepid pisze:

      Anna Kijańska ależ ja wiem, że do przodu, ale jednak po jeździe przez PL drżą mi ręce 😀

      • Aga pisze:

        Mi też.Jadę wczoraj z dziećmi a tu mi koleś jedzie na czołówke,bo wyprzedzał kuź…Ja za to musiałam dać po hamulcach żeby on zdążył i nie zderzył się z nami.

    • Nerwowa jakaś jesteś ;p

    • Matka Sanepid pisze:

      mam dużą wolę przetrwania 😀

    • Kamila Irie pisze:

      W Polsce kultura jazdy innych przyprawia o drzenie rak i serce w gardle. Wszyscy sie spiesza. Droga dl 100m i 5 samochodow sie wyprzedza. Piski opon, trabienie, chamskie wpierdzielanie sie na trzeciego itd, itd.

    • Matka Sanepid pisze:

      Kamila Irie na „pocieszenie” – Belgowie jeżdżą równie tragicznie….Ledwo wjechałam do Belgii, to mnie otrąbili, za cholerę nie chcieli pomóc mi włączyć się do ruchu etc.

      • Monika pisze:

        Ja uwielbiam holenderskie pociągi,lokalne, IC i rożne akcje zniżkowe. Wielkim uczuciem darzę Thalys ( coś jak TGV) Za 2 tyg jadę z koleżanką do Paryża na 2 dni. Trasa Rotterdam Central- Paris Nord to 2 godz. 37 min, 440km :))
        A miałaś może nieprzyjemność jezdzić po Paryżu ?. To dopiero chamstwo i samowolka! Jeśli masz w planach wybrać się , to zapomnij o aucie. Metro za to jest świetne i właściwie dojedziesz wszędzie. Bilet turystyczny całodobowy jest ważny na wszystkie środki transportu publicznego w Paryżu.

    • Kamila Irie pisze:

      To moze taki „gest powitalny”? =)
      Zapraszam do Szwecji – kultura jazdy, miod malina. Ogolnie panujacy wewnetrzny spokoj z przekonaniem „Jak sie czlowiek spieszy, to sie diabel cieszy” =D

  3. ystin pisze:

    uwielbiam dywagacje na Polaków nt kultury jazdy w Polsce…. a, kto tu ku..wa jeździ? Niemcy? Włosi?, Ruscy??? nie! to my , Polacy! mieszkam na wsi, bez chodników, przy dłuuuugiej prostej….. uwierzcie mi, wszyscy: młodzi, starzy, rodzice, dziadkowie, nauczyciele, katecheci księża, przyjezdni i miejscowi… pędzą tędy aż wizga, choć wiedzą, że to droga dzieci do szkoły….że ograniczenie do 50km jest…. ale jak pięknie potrafią narzekać na zebraniu wiejskim, że ludzie jeżdżą bez wyobraźni……

  4. jadę z Gdańska do Leborka 1,5h, a nie jeżdżę jakoś wolno… droga przez mękę 80 km… masakra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *