Rusz tyłek, jedź na Podlasie!

Moje dzieci ciągle nabijały się z Podlasia. Znając tę czarującą krainę jedynie z memów, miały wyjątkowo niewielkie oczekiwania. Jedyną atrakcją według nich mógł być biały niedźwiedź przechadzający się ulicami opuszczonego Białegostoku. Tymczasem okazało się, że Podlasie jest super!

Zapakowałam dzieci do auta, zgadałam się z koleżanką, która wzięła swoją córkę, wynajęłam mieszkanie w centrum miasta i ruszyłyśmy na weekend na wschodzie. Po drodze zahaczając o zamek w Nidzicy. Od nas jest on dokładnie w połowie drogi. Od razu podpowiem, ze jeśli macie ochotę na coś dobrego, to w cukierni obok parkingu zamkowego są absolutnie genialne….

a właśnie!

Po wyjściu z zamku, gdzie oprowadzał nas dowcipny przewodnik, Córka Druga powiedziała, że coś by zjadła. Ja się spytałam, czy może być drożdżówka. Ona na to, że może być jagodzianka. Ja, że zobaczymy, czy gdzieś tutaj jest cukiernia. Była. Zaraz przy parkingu zamkowym. I właśnie tam są najlepsze na świecie (tak myślę) jagodzianki. Wielkie, puszyste z ogromem jagód w środku i grubą warstwą cukru pudru. Nie mam zdjęcia, gdyż zżarłyśmy je natychmiast. Jest za to fotka zamku. 

Pierwszy punkt zwiedzania Podlasia to oczywiście Białystok. Zachwycił nas uliczny gwar i ogólny porządek. Nie, żebym się spodziewała walających się śmieci i padliny, ale centrum jest wymuskane i pełne uroku.

Jest pięć kaczuszek, trzech zabrakło. I Konfederację!

Obiad w Gospodzie Podlaskiej, Białystok.

Obiad w Gospodzie Podlaskiej, Białystok.

Obiad w Gospodzie Podlaskiej, Białystok.

Trochę zdeptałyśmy centrum miasta, ale rano trzeba było wstawać i ruszyć do Supraśla. Zajrzyjcie do Muzeum Ikon. Jest wyjątkowe. 

 

Później były Kruszyniany z najstarszym meczetem w Polsce. 

Jedzonko z Tatarskiej Jurty

Jedzonko z Tatarskiej Jurty

Jedzonko z Tatarskiej Jurty

 

Bohoniki

Sokółka

i skansen niedaleko Białegostoku, w którym o mało nie zginęłyśmy. Otóż chciały nas zeżreć komary. Naszą sugestię, by do biletów dodawano spray odstraszający owady, panie w kasie przyjęły z uwagą, ale radzę Wam jednak zabrać coś ze sobą. Bo te komary były niezwykle pazerne. 

Dzień drugi to przede wszystkim malowane okiennice i kolorowe cerkwie. Bosze, jakie piękne widoki po drodze! I dziesiątki przystanków tylko po to, by cyknąć fotkę. 

Trześcianka

Narew

Narew

Puchły

Rezerwat żubrów i innych zwierząt był OKej, chociaż bez szału. Większość zwierząt, oprócz jakiejś małej zagubionej sarenki, trzymała się od ludzi z daleka. Żubry miał wszystko w nosie, a jakiś wściekły żubroń wyraźnie był nastawiony wrogo. Cóż… może był głodny tak jak my, więc ruszyłyśmy do Białowieży.

Kompletnie przegapiłyśmy połowę atrakcji, pędząc do Babuszki na wypasione żarcie w postaci kartaczy i piwa. A kiedy jesteśmy najedzone… i trzeźwiejemy po piwie, możemy jechać dalej. Od razu wyjaśnię, że w sumie tylko ja musiałam trzeźwieć. Ale tak się złożyło, że moja niepijąca koleżanka prowadziła brykę 😉

Wracając do Białegostoku zahaczyłyśmy jeszcze o Hajnówkę i Park Miniatur oraz Bielsk Podlaski.

  • Ej, może gdzieś jeszcze pojedziemy? 
  • Dokąd?
  • Do Bielska Podlaskiego?
  • A co tam jest?
  • Cerkiew i lody.
  • To jedziemy!

I tak się właśnie zwiedza Podlasie.

Ostatniego dnia, a jak zapewne policzyliście, byłyśmy tam całe 2 dni i 2 razy po pół, skoczyłyśmy do Tykocina. Była sobota, a my zaparkowałyśmy bryki pod synagogą przed 10.00 I bardzo dobrze, gdyż około 11.00 w Tykocinie naprawdę zrobiło się tłoczno! Wcale się nie dziwimy, ponieważ Tykocin jest uroczy. W skali od 1 do 10, daję mu 15, a Kazimierz Dolny ma 13, więc sami rozumiecie. Jak na malutkie miasteczko, w sumie wieś, ma wyjątkowy klimat i warto poświęcić mu więcej czasu niż my miałyśmy. 3h na Tykocin? To zdecydowanie za mało.

Przy okazji zachęcam do zajrzenia do Złotej Kawiarenki. A już na pewno musicie zajrzeć do kawiarnianej toalety.  Dlaczego? Kto był, ten wie, o co chodzi! Ćwir, ćwir. 

Czy kiedyś wrócę na Podlasie?

Zdecydowanie!

Kiedy?

Jak najszybciej!

Droga na Podlasie jest komfortowa, jedzie się przez miejscowość Jednorożec, co jest dodatkową atrakcją, żarcie na miejscu jest całkiem niezłe i nawet 40-latka w tęczowej bluzie może czuć się bezpiecznie. Żal, że nie ma tych niedźwiedzi, ale ponoć Duch Puszczy gwarantuje wystarczającą ilość wrażeń. Liczę na to, że przekonam się o tym już niedługo. 

Nie macie pomysłu na weekend? Jedźcie na Podlasie!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *