Matka i życiowe paradoksy

1) Chodzenie na basen powoduje, że mam przewlekłe problemy z zatokami. Zaczęło się od 1 listopada zeszłego roku, a teraz choruję wyjątkowo często, chociaż już nie tak intensywnie. Ale że chodzenie na basen trzyma moją psychikę w pionie, to wolę łyknąć w skrajnej sytuacji ibuprofen z pseudoefedryną i iść na ten zakichany basen niż któregoś dnia znaleźć się na Srebrzysku. Bo to daleko i pewnie rodzinie nie chciałoby się mnie odebrać na przepustkę świąteczną. Na wszelki wypadek sprawdzę sobie za jakiś czas, jak leki na zatoki znosi moja wątroba. I dla równowagi nie piję. Wody z basenu również.

2) Po basenie, który ma służyć mojemu dobremu samopoczuciu psychicznemu oraz fizycznej krzepie chce mi się jeść. I to dużo jeść… I najlepiej węglowodany. Bułki. Czekoladki. Ciasteczka. I po godzinie basenu chodzę i jem przez następne dwa dni. O dziwo nie tyję. Ale żebym schudła, to też nie powiem…

3) Chociaż od półtora roku nie mieszkam z OB, to wychodzi na to, że częściej chodzę z nim do kina, do knajpy i częściej wyjeżdżamy gdzieś wspólnie na wycieczki po okolicy niż przez ostatnie 4 lata naszego wspólnego życia. Kłócimy się też o wiele rzadziej, ale to może dlatego, że wyłączam czat i idę sobie w cholerę… A nie, przepraszam. To on tak robi i czeka aż mi złość przejdzie.

4)  W moim 14-letnim Clio jest odbiornik radiowy i odtwarzacz kasetowy montowany fabrycznie. W skrytce zaś leżały kasety. Na przykład muzyka z serialu Ally McBeal, płyta „Kalpa Taru” Moonlight i kurs języka niemieckiego. To ostatnie to na pewno nie moje i nawet nie próbuję tej kasety włączyć, ale odwożenie dzieci do przedszkola z średniowiecznymi pieśniami katarów (taki opis znalazłam w wikipedii) z płyty Era w tle – bezcenne. Przy „Ameno” córki milczą jak grób, co jest rzadkością…. Dodam, że kaset mam jeszcze z dwa kartony. Aż żal, że autem jadę zaledwie przez kilkanaście minut dziennie.

5) Podobno Córka Druga w przedszkolu mówi niewiele, bo jak mówi, to chce powiedzieć wszystko idealnie. I ponoć uchodzi za osobę perfekcyjną (przypominam notkę o malowaniu Mikołaja). Tak… Gdy raz zauważyłam, że próbuje rysować na zawalonym zabawkami stoliku i kazałam jej posprzątać, to perfekcyjnie wszystkie rzeczy ze stolika ułożyła na podłodze w drzwiach do pokoju….

6) Córce Pierwszej w domu gęba się nie zamyka. Najczęściej wypowiadane przeze mnie zdanie to „czy możesz przestać gadać?” w różnych konfiguracjach zależnych od tempa jej gadania. Zadaje pytania, komentuje, kłóci się, wymądrza. W przedszkolu podobno milczy. I słucha pani, wykonuje wszelkie powierzone jej zadania. Serio???

7) A poza tym strasznie bywam nerwowa, a jak córki mają dzień bycia upierdliwymi (to ok. 300 dni w roku), to w ogóle krzyczę na nie i pytam się, kiedy się wreszcie wyprowadzą na swoje, z nadzieją, że nie będą, tak jak ja, mieszkać ze swoją matką nawet po trzydziestce. Dlatego muszę chodzić na ten basen i czasami zrobić sobie przyjemność. Dzisiaj poszłam do kina na poranny seans Jack Strong. No i po południu odbierałam córki z przedszkola, taka wyluzowana i gotowa na stawienie czoła perfekcyjnym gadułom i mówię:

– A ja byłam w kinie!

Na to CP przyspieszyła, zaczęła ryczeć i krzyczeć na całą ulicę:

– Nie lubię cię! Ciągle sobie chodzisz na basen albo do kina, a my wiecznie w tym przedszkolu siedzimy!

No i kurwa nastrój diabli wzięli…. (obiecałam im, że OB je weźmie na basen, gdy przyjedzie)

 

28 odpowiedzi na “Matka i życiowe paradoksy”

  1. A Twoja CP to jak moja, zawsze mi się wydaje, że o mojej czytam… Tylko, że moja starsza trochę…

  2. Martyna Kalinowska via Facebook pisze:

    a jakiej ty sie kobieto reakcji spodziewalas, jak powiedzialas dziecku 'a ja byłam w kinie!'? moja 'cp' pojechala na weekend z babcia do swojej praprababci na wies, a my z mloda w tym czasie zrobilismy w sobote w domu impreze,gdzie nocowala ich wspolna powiedzmy sobie przyjaciolka, a na domiar złego w niedziele pojechaliśmy na pizze, focha ma do dzisiaj i się do mnie nie odzywa…. 'ale jak to robiliście, tak beze mnie?!' ;D

  3. Anna Gałan via Facebook pisze:

    ciesz sie, ze po basenie masz tylko głód.. ja zazwyczaj kurzajki…

  4. MS nie jedz pseudoefedryny, psikaj Avamysem!

  5. Martyna Kalinowska – no nie wiem.. pytania „A na jakim filmie?” albo „Czy dobrze się bawiłaś?” :> Na szczęście, gdy jej uzmysłowiłam, że znowu zapłacę 40 zł za jej wyjazd do teatru, to trochę odpuściła.

  6. Mi na zatoki najlepiej pomaga brandy, najlepiej jakaś markowa. Poważnie.

  7. Cy latkiem będąc, stwierdzilam”nie będę chodzić do tej kotłowni dla dzieci”..A tu biedactwa caaaały dzień muszà siedzieć;)

  8. Mag pisze:

    A CZAPKĘ NOSISZ? ja jak chodzę z gołą głową to od razu mnie zatoki bolą… bo mam wysokie czoło 😉

  9. cotti pisze:

    Pseudoefedrynki pomagają doraźnie, bo jak widzisz po sobie – problemy wracają.
    Polecam sinupret – lek ziołowy, a skuteczny 🙂

  10. Martyna Kalinowska via Facebook pisze:

    ja zaplacilam ostatnio 46zl za 'kota w butach' i coz z tego,jak po powrocie usłyszałam: MAMO, MAJA TO SIE POCAŁOWAŁA Z MATEUSZEM W TUNELU MILOSCI…
    se myśle, w czym k..wa?
    więc drążę i pytam,co to jest ten tunel milosci…no to sie dowiedzialam,tydzien pozniej,przejezdzając,ze to trasa lazienkowska, tam są rzeczywiscie tunele, mniejsza o to…
    z przedstawienia nie zapamiętała NIC, bo 'dzieci za głośno gadały i nic nie słyszalam' …
    swoją drogą,koleżanka mojej córki wyzwolona dosc jak na 5-latke czyż nie? ;D

  11. zamiast tabletek oklady z lopianu

  12. Dziwne, że dwa razy powtórzyłam, że chodzę na basen, a ani razu, że pływam…

  13. EWA pisze:

    Bądź czujna na spotkaniach z OB. To jego „milusiństwo” może mieć głębszy plan. Moja przyjaciółka rozwiodła się ze swoim mężem i najpierw był etap wrogości,potem przyjaźni i kumplowania, aż w końcu znów biorą ślub … Oświadczył jej się cztery lata po rozwodzie i niebawem będę bawić się na ich weselu (już drugi raz :).

    • EWA pisze:

      Mój wpis dotyczy ad.3

    • Matka Sanepid pisze:

      No aż żal, żeśmy się nie rozwiedli… Marzyło mi się drugie wesele 😉

      • Ewa pisze:

        No to jak nie było rozwodu, to tym bardziej bądź czujna, bo nim się spostrzeżesz w łazience wyląduje jego szczoteczka do zębów i maszynka do golenia.
        A może czasem (dla dobra posiadanej dzieciarni oraz własnego samopoczucia) przerwa z związku dobrze robi, i wszystko się naprawi i znów będziecie wszyscy razem wesoło pląsać (ale PAMIĘTAJ !!! – na Twoich warunkach).
        Pozdrawiam … czasem do Ciebie tu zaglądam …
        Ewa.

  14. No bo Ty na dżakuzi jedziesz, przyznaj się:)

  15. do łaźni rzymskiej 😉 (i powiedzieć „cześć” ratownikowi)

  16. O to to to 🙂 🙂 wiedzialam, że o tę łaźnię chodzi 🙂

  17. Martyna Kalinowska, cudne 🙂 Od dziś Trasa Łazienkowska nawet zakorkowana będzie mi się dobrze kojarzyć 🙂

  18. piszesz o mich córkach; o moich dzieciach – jak to jest możliwe?!?!

  19. SzafaSkrajnej pisze:

    No to Matko pojechałaś… 😛

    Jak poszłam z małżem na „randkę” m.in do kina, to na drugi dzień nie wiedzieć czemu Ja miałam przechlapane u Syna (niedziela rano „Buuu, z tata poszłaś do kina, a ze mną nie pójdziesz?, Buuu” –

    Poszłam, sens 9.15…Zostałam Matką Roku :))

  20. Ewa pisze:

    Na pocieszenie powiem, że wyczytałam gdzieś kiedyś iż do godziny po wysiłku fizycznym należy zjeść jakieś węglowodany ( podobno mięśnie potrzebują składników do regeneracji). Tak spodobała mi się ta zasada, że wracając po 21 z aerobiku robię sobie taką kolację jakiej nie powstydziłby się nie jeden chłop 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *