Trzeci dzień wakacji

…. i drzwi się przestały zamykać.

Czy się zepsuły? Nie. Są absolutnie sprawne. Co więc się stało?

Córki. One nie potrafią wyjść na podwórko. Po prostu wyjść i na tym podwórku siedzieć dłużej niż kwadrans. To trzeba przyjść siku, kupę, pić. To po piłkę. Odłożyć piłkę i wyjść, by po chwili wrócić i wziąć lalki. A do lalek trzeba domek, a do domku.. torebkę czy coś. I łazi jedna z drugą, ale na zmianę. Nie że w duecie. Raz jedna, raz druga. Obie walą głównymi drzwiami tak, że dziadek niedługo wystawi nam nakaz eksmisji. I jeśli myślicie, że drzwi harmonijkowe to jest jakieś rozwiązanie, to się mylicie. Do naszego mieszkania prowadzą drzwi składane. No łamane takie na pół. Też trochę jak harmonijka. Nie trzeba nimi tłuc, żeby się zamknęły. W związku z tym córki nie zamykają ich wcale. Idzie taka mała koza, która dokładnie policzy do 100, zna wszystkie litery alfabetu, pokaże na mapie fizycznej, gdzie jest Europa, Sahara i oczywiście Himalaje, ale kuźwa, jednego prostego ruchu ręką zapamiętać nie może. Więc chodzą. Pierwszymi drzwiami trzaskają, drugie zostawiają otwarte, co mnie wkurza, bo za chwilę muszę gonić kota babci, który swoim uporem przewyższa je obie.

(O, właśnie jebnęły głównymi drzwiami…)

No i mieszkanie jest w ruinie. Po trzech dniach wszystko co wg córek nie mieści się na szafkach jest po prostu na podłodze. Szafa otwarta, komoda na buty też. Na komodzie, bluza, czapka, kucyk Pony i kawałek kanapki.  Przechodzi taka jedna z drugą przez mieszkanie i po prostu porzuca dobytek gdzie bądź. Pies to by chociaż kuźwa zakopał… Trzeba było mieć psa.

I wodę do basenu nalewały. I mówię:

– Jak krzyknę, to wyłącz wodę.

Bo nie można lać dłużej niż 10 minut, bo się pompa przegrzeje i dziadek wystawi nam nakaz eksmisji. Nagle przychodzi Córka Pierwsza pocośtam i „ostatni raz mamo, przysięgam”. Kuźwa z tą jej przysięgą nawet wybrakowana drużyna harcerska w swoje szeregi jej nie przyjmie.

No i mówię jej:

– 10 minut minęło, wyłącz wodę.

– Ale ja już wyłączyłam.

Kurde…. Liczy do 100, zna wszystkie literki, te Himalaje na mapie to w środku nocy by pokazała, a prostego przekazu słownego nie rozumie. A potem się żali:

– Bo ty tylko na nas krzyczysz!

Bo lać nie można, to krzyczę. Limit tłumaczenia się wyczerpał. Już 30 czerwca.

Wakacje z dziećmi.

Ojacieżpierdzielę.

34 odpowiedzi na “Trzeci dzień wakacji”

  1. Zastanawiam się czy nasi rodzice też tak z nami mieli?

  2. u mnie tez,tylko dzieci twarze zmieniaja

  3. Nam ostatnio młody walnął drzwiami wychodząc (jak zawsze), ale zdołał to zrobić tak, że odskoczyły i zostały otwarte. W mieszkaniu, w sporym bloku. Zauważyłam po kilku minutach. Może drzwi automatycznie rozsuwane dałyby radę… może…

  4. Anna Fiszer pisze:

    Nie lubię cie bo na mnie krzyczysz! Nie będę się z tobą bawić 🙂

  5. Anna Węcław pisze:

    Moi dzis zaczeli wakacje. Wrednie przetrzymalam ich w placowkach do ostatniego dnia czerwca, zgodnie z przepisami. I od wczoraj popoludnia mam ich dosyc. U mnie nie trzaskaja drzwiami, bo zamykam na klucz, okno otwieram. Jak sie cos dzieje to slysze i widze, a szarpanie za klamke, bo „mamoooo! On mi hulajnoge zabiera!! Aaaaaa!!!!” zaczna mnie powoli nie ruszac. Nieustannie tlumacze ze jako bracia maja sie pogodzic. Tekst ich zniecheca. Konsekwencja w wychowaniu to jest to!

  6. Ola Cisz pisze:

    A co do tego psa to powiem ci, ze sie mylisz Matko. Co wieczór zbieram rozwleczone pluszaki i piszczące kaczki/kury/kosci/cos, bo piesek nie moze sie bawic jedną zabawką, tylko milionem… Aha, mam tez koty 😉

  7. Magda Smajda pisze:

    Kurczę mam to samo, co prawda nie trzaskają i są to chłopcy, ale kuźwa nie potrafią zapamiętać,że te drugie drzwi się kuźwa zamyka, bo mi się koty pchają na chatę… a jak nasra taki kot, bo pita na górę domu to nie wiem kto mi to sprzątnie…. nosz kuźwa byle do września?

  8. Po pierwszym zdaniu myślałam, że psipadek 😉

  9. U nas jest podobnie. Godzina na dworze równa się 15 wizytom w domu 😉 Najgorszy jest ten domofon, bo córa nie może zadzwonić raz, tylko za każdym razem wygrywa sobie guziczkiem jakieś melodie i ma z tego zaciesz… Daliśmy jej nawet klucze, ale zgubiła. Dwa razy…

  10. U nas jest podobnie. Godzina na dworze równa się 15 wizytom w domu 😉 Najgorszy jest ten domofon, bo córa nie może zadzwonić raz, tylko za każdym razem wygrywa sobie guziczkiem jakieś melodie i ma z tego zaciesz… Daliśmy jej nawet klucze, ale zgubiła. Dwa razy…

  11. Zanim ja sie oswoje z tym,to skoncza sie wakacje……

  12. Susan Nah pisze:

    Ty sie ciesz ze nie masz dodatkowo chłopa który swoje „zabawki” i wszystko wszędzie zostawia xd

  13. Chyba wolałabym żeby byli zdrowi i dali japy na dworze, i żebyśmy biegali po rzeczy to do piwnicy to do mieszkania na drugie piętro, wolałabym samotniez nimi jechać pociągiem nad morze (bo przecież nikt by się nie zabrał z nami- wszyscy maja instynkt zamochchowczy) niż siedzieć z nimi w domu bo jeden ma ospę, a drugi może tez juz ma, ale narazie się nie ujawnia…. A może ja też już mam bo nigdy nie miałam

  14. Matka Sanepid pisze:

    No ja miałam kupiony bilet na Pearl Jam, a tutaj CD ze spuchniętą i bolesną, siną nogą (wdało jej się zakażenie)…

  15. Meg pisze:

    Moja czterolatka w domu od dziś plus niemowlak. Nie moglam sie z nimi wyszykowac na 10 do lekarza, w domu syf jakbym tydzień nie sprzatala . Na komodzie bluzy, czapki,picie,z szuflad wyrzucone szaliki i czapki grube,rozsypany cukier i rozlana woda ,wrzeszczacy niemowlak i wyjaca starsza bo mloda przeszkadza w zabawie. Do lekarza poszlam z mokrymi wlosami bo juz nie zdazylam wysuszyc. Na szczęście w pon idzie na dyzur do przedszkola.

  16. dzieci zwykle odkrywają istnienie klamki jak się je zamknie na klucz w pokoju 😉

  17. W bloku mieszkam nie da się z dala od ludzi jedynie balkon rano i wieczorem bo tak to cały dzień słońce.

  18. Monika pisze:

    My na wsi mieliśmy duża ” letnią kuchnię”, letni kibelek( coś jak toy-toy ) obok stodoły i właściwie był zakaz przesiadywania w domu cały dzień. Nie przyłazilismy też co chwilę po coś, bo mama zamykała dom na klucz 🙂 Lato na wsi to mnóstwo pracy. Dziadek miał też spory sad, różne owoce i gdy byliśmy starsi, musieliśmy pomagać. Dziadek potrafił nam też znalezć zajęcie, żeby głupoty nam nie przychodziły do głowy. Babcia miała oko na nas gdy rodzice byli zajęci pracą.
    A za trzaskanie drzwiami była kara. Za każde trzaśnięcie np 20-50 razy bezszelestne zamykanie drzwi i dopiero wtedy można było wejść lub wyjść. Porozrzucane zabawki po całym domu= wyrzucone przez mamę zabawki albo schowane na strych.
    Jakoś przeżyłam i tak naprawdę nie zamieniłabym mojego dzieciństwa na inne.
    Myśl pozytywnie, jeszcze tylko 2 miesiące i znów wrócą do szkoły 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *