Menu przedszkolne, czyli kucharze to leniwi idioci

Po facebookowych wallach moich dzieciatych koleżanek szaleje zdjęcie z jednego z wrocławskich przedszkoli. Na zdjęciu kawałek pszennego chleba, dwie parówki i skrawek pomidora. Że tam był pomidor, to ktoś napisał, ja nie dostrzegłam w pierwszej chwili. Podejrzewam, że nawet w polskich szpitalach pacjenci jedzą lepsze posiłki niż te dzieci z przedszkola z obsługą cateringową, za którą rodzice płacą zapewne 8 czy 10 zł/dziennie, co daje lekką ręką 160-200 zł/mies.

Dobrze mnie znacie i wiecie, że daleka jestem od potępiania rodziców za podanie dzieciom od czasu do czasu parówki, frytek, a sama wyrosłam na chlebie z masłem i cukrem. Wierzę, że mama, która dzień w dzień gotuje obiady i ma niejadka w domu, staje na głowie, by dać cokolwiek, byle zostało zjedzone, nawet jeśli jest to kolejna parówka, a brokuły trzeba przemycać na pizzy. Nie mam jednak krzty wyrozumiałości dla firmy, czy to cateringowej, czy przedszkolnej kuchni, która zarabia na przygotowywaniu posiłków. W tej firmie pracownicy mają za zadanie nakarmić dzieci. Za pieniądze! I te obowiązki powinny być wpisane w ich umowę o pracę!

Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać nad przeniesieniem Córki Drugiej do innego przedszkola. Nie, żeby mi obecne nie odpowiadało – bardzo je lubię, zwykle nie narzekam, a i wśród innych rodziców ma dobrą opinię, chętnych na miejsce CD byłoby wielu. Jednak odkąd mieszkam na wsi dowożenie jest dosyć uciążliwe i kosztowne, a od września będę jeszcze wozić Córkę Pierwszą i to w zupełnie inną stronę. W okolicy znalazłam dwa przedszkola i zamiast w pierwszej kolejności dokładnie je obejrzeć, zrobiłam to, co mogłam zrobić szybko i z domu – przejrzałam menu.

I zupełnie…. zupełnie nie rozumiem, dlaczego w przedszkolu karmi się dzieci kanapkami z czekoladowym kremem, czekoladowymi płatkami na mleku albo mlecznymi bułkami. Nie, nie mam nic przeciwko mlecznym bułkom, gdy kupuję od czasu do czasu świeże w zaprzyjaźnionej piekarni. Krzywię się jednak, gdy widzę, że dzieci karmi się bułkami mlecznymi, które kupuje się w byle dyskoncie. Kojarzycie? Są takie paczkowane, bardzo puszyste, bardzo słodkie, z dłuuuugim terminem ważności. Dlaczego w obecnym przedszkolu córek na podwieczorek może być domowa drożdżówka z owocami, a w innym musi być mleczna bułka z Biedronki? Albo gofry… a jakże – paczkowane! Ile złotówek kosztują dwie maszynki do robienia gofrów, trochę mąki, jajek, mleka i cukru pudru i ile czasu zajmuje upieczenie świeżych wafli? A nawet chrzanić te gofry! Pancakes z syropem klonowym! Pyszności!

Dlaczego na śniadanie są kanapki z serkiem znanej, reklamowanej firmy, w którym jest 1/4 rzodkiewki na 300 gramów serka, skoro 20 km od przedszkola funkcjonuje mleczarnia, która produkuje świeży, przepyszny twaróg i  UWAGA! produkty dowozi prosto pod wskazany adres za darmo, codziennie? Czy trzeba mieć łeb jak sklep, żeby wiedzieć, że krem czekoladowy to produkt wysoko przetworzony, a dżem z truskawek można zrobić w kilkadziesiąt minut? Przecież dokładnie pod jednym z tych przedszkoli siedzi baba z koszykami i sprzedaje truskawki!

Że dzieci nie zjedzą takich dziwactw? Zjedzą! Dzieci w grupie jedzą chętniej. Niejeden niejadek wcina co się nawinie.

Dzisiaj Córka Pierwsza po powrocie ze swojego przedszkola,w którym menu jest urozmaicone i jak najbardziej „domowe” radośnie spytała:

– A wiesz co dzisiaj było w przedszkolu na przekąskę???

– No co? – wiem, że zwykle mają świeże warzywa i owoce.

– Prażony słonecznik! Był PRZEPYSZNY!

Olałam te dwa przedszkola. Wolę wozić, płacić 300 za paliwo i 8 zł dziennie za zupę warzywną, gulasz z gryczaną kaszą, domową drożdżówkę, owsiankę i prażony słonecznik.

117 odpowiedzi na “Menu przedszkolne, czyli kucharze to leniwi idioci”

  1. paulaitomek pisze:

    Niestety często kucharze mają za przeproszeniem gówno do powiedzenia ale to po nich się jeździ niestety.
    Znam tą drugą stronę medalu. Po pierwsze jak jest przetarg wybiera się najtańsze żarcie ( sorry ale jedzeniem tego nie nazwę )
    Po drugie ktoś o tym decyduje co na ten obiad ma być podane. Albo jest to dyrektor albo właściciel restauracji (firmy cateringowej).
    Policz sobie ile kosztuje ugotowanie pełnowartościowych 3 posiłków od podstaw a potem postaraj się to zrobić w domu za te 6, 7 zł dziennie i jeszcze musisz na tym zarobić. Awykonalne.
    Mąż pracował w restauracji która wygrała kiedyś przetarg i odgórnie mieli wyznaczone jakich produktów mają używać i co na ten obiad ma być. A było to co ustalili RODZICE ( szkoła prywatna).
    Efekt był taki że w menu były wymiennie pizze, spaghetti, hamburgery z frytkami 🙂
    Tłumaczenie : bo przynajmniej dzieci nie są głodne.
    Jaka to była jakość za te kilka złociszy chyba nie muszę mówić.
    Obecnie córka ma przedszkole z własną kuchnią.
    Od września niestety zmieniamy na takie z cateringiem które rodzice chwalą. Pożyjemy zobaczymy ale nie skaczę z radości, wręcz przeciwnie 🙁

  2. iwona pisze:

    wszystko super o ile dziecko chce jesc te twarogi swojskie z rzodkiewka, od malego wpychalam i nic, az na wymioty sie zbieralo, a jak z desperacji kupilam serek na h ,to paluchem caly kubek wyzarla. zazdroszcze dzieci, ktore jedza wszystko. A tak na marginesie,to zastanawiam sie dlaczego pizza zaliczana jest do niezdrowych, ciasto drozdzowe, sos pomidorowy, szpinak ,olwki, ser, cebula, tunczyk czy co tam jeszcze, co tu jest niezdrowego?

    • Matka Sanepid pisze:

      Jeżeli wpychałaś, to pewnie że nie chciało. Tylko jakimś cudem, moje dziecko wychowane metodą BLW podkrada z mojego talerza suszone pomidory, szpinak w liściach, zagryza papryką czy kalafiorem. Tak jadało od dziecka, nie ma alternatywy w domu. Pewnie, że zdarza nam się iść na pizzę, frytki, lody, tylko to nie jest jedyne jedzenie jakie znają. Próbowałaś kiedyś zamiast serka na H zrobić koktajl z kefiru, truskawek i banana? Wierz mi, że moje wsuwają takie coś, aż się im uszy trzęsą. A gdy ostatnio podałam zupę szczawiową, to powiedziałam, że Shrek taką z żab w swoim lesie gotował. One nie jadły, one ją wpier..niczały!

      • symplegada pisze:

        Matko, z całą sympatią, proszę – nie generalizuj. Szczerze Ci zazdroszczę wszystkojedzących córek, ale uwierz – nie zawsze te proste i rozsądne rady działają. Pamiętasz jeszcze, jak się przechodzi z karmienia piersią na inne pokarmy? Kaszki, papki, deserki, jabłka, marchewki itp. w najróżniejszych konsystencjach? A co zrobisz, jeśli dziecko odmawia 90% tych pokarmów? (I to drugie dziecko, więc matka ma juz pewne doświadczenie). Prawdziwe niejadki (albo dzieci z zaburzeniami żywienia) istnieją, tak jak istnieją matki, które mają za mało pokarmu, choć jest to zupełnie niepoprawne politycznie i nie należy o tym głośno mówić.
        A z postem oczywiście zgadzam się w całej rozciągłości.
        Co do pizzy – wydaje mi się, że domowa jest zdrowa, może tylko tucząca (ser, ser, ser), ale to jest akurat plus tych niejadków, że na ogół chuuudzi są, więc dodatkowe kalorie im nie szkodzą. Z tym, że mój jada tylko suchy spód od pizzy…

        • Gosia Dublin pisze:

          Ha, co do przechodzenia z karmienia piersia… Jako ze przyszlo mi to robic nie w Polsce, a w Irlandii i w czasie gdy chodzilam na spotkania z La lechue Ligue (ktora dokladnie tlumaczy jak kazda matka moze produkowac wystarczajaca ilosc pokarmu itd.), nigdy by mi do glowy nie przyszlo dawac dziecku papki, deserki czy kaszki… Dawalam mu banana, jablko, mango, awokado, marchewke i dziecko wciagalo z otwartymi z luboscia oczami :)) i oprocz awokado, reszte do dzis wcina, pomimo zdeprawowania kulinarnego w miedzyczasie przez przedszkole irlandzkie, o czym pisalam wyzej…
          Mysle, ze dzieci moga mimo wszystko prefereowac produkty gotowe bo zazwyczaj maja one pelno wzmacniaczy smaku, cukru itd. Dlatego tym wazniejsze jest nie uleganie presji typu: lepiej niech zje serek H czy „paroweczke”, Kinder Bueno itd niz zeby wcale nie jadlo i pewnie umarlo z glodu 😉
          Mam kolezanki, ktore tak wlasnie myslaly i postepowaly, a teraz dziwia sie ze ich dzieci dalej nic nie chca jesc oprocz 3 niezdrowych rzeczy na krzyz, ze nie maja apetytu i wciaz choruja..
          Moje dziecko nie jada wszystkiego rowniez, ale nauczylam go jesc spory asortyment rzeczy zdrowych i swiezych i nawet na wyjazdach gdy nie moglam mu gotowac zazwyczaj nie dawalam mu badziestwa zamiast normalnego jedzenia. Frytki od czasu do czasu ok, ale gdy jest glodny lepszy jest banan czy jogurt (bio) niz slodycze…
          Pozdrawiam

        • Matka Sanepid pisze:

          A słyszałaś o BLW? Bez papek, ciapek etc.?

          • Gosia Dublin pisze:

            Tak slyszalam… niedawno, ale moj syn ma juz 12 lat 😉

          • symplegada pisze:

            Jakiś czas temu tak, ale nie w 2005, kiedy mój Mały był mały. Ale też nie dostawał wyłącznie papek, z racji posiadania niewiele starszej siostry miał możliwość próbowania różnego pożywienia (wszystko, co jadła trzylatka). Z mniej więcej jednakowym powodzeniem i entuzjazmem.
            Nie chcę tu zaśmiecać wątku, bo przecież nie o to szło, ale uczulają mnie zawsze takie uogólnienia, bo nie zawsze tego typu „aberracje” dziecięce są po prostu wynikiem złego wychowania (w tym przypadku złego podejścia do karmienia). To trochę tak, jak z ADHD czy dysleksją – przecież jeszcze niedawno jedno i drugie traktowano dokładnie tak samo: rodzice źle wychowali/niedopilnowali, to dziecko jest teraz niegrzeczne/brzydko pisze.

          • symplegada pisze:

            Jeszcze jedno: Gosiu Dublin – nie każda kobieta ma wystarczająco dużo pokarmu. Zdecydowana większość ma – tak jak zdecydowana większość słyszy, widzi oraz ma dwie nogi. Ale te z jedną nogą też istnieją i potrafią popaść w ciężką depresję poporodową, kiedy po półrocznej współpracy z doradcą laktacyjnym wciąż słyszą od wszystkowiedzących koleżanek, że druga noga, pardon, mleko powstaje w mózgu i wystarczy chcieć.
            Przepraszam, teraz już naprawdę zaśmiecam, ale już nie będę.

  3. 12zł – to koszt całodziennego wyżywienia, którego częścią jest wspominane śniadanie. Za 13zł znaleźć można catering, w którym robi się dżem i piecze pasztet. Podpiszcie petycję: http://www.petycje.pl/10552 coby udało się odgórnie coś zmienić na talerzach naszych dzieci.

  4. Emilia pisze:

    zapraszamy na http://www.aktywni-rodzice.pl i na facebooka Zdrowe Żywienie Małych Wrocławian -> to są opisane powyżej autentyczne zdjęcia. I nie tylko, również analizy faktur, przetargów, gramatur. Nie jest różowo niestety…

    • Gosia Dublin pisze:

      Bardzo dobra inicjatywa, gratuluje! Ciesze sie, ze sa rodzice, ktorym zalezy. Sama mam syna, ktory jadl zdrowo i roznorodnie, poki nie poszedl do przedszkola (w Dublinie), w ktorym takie samo menu co tydzien, malo warzyw i owocow, duzo rzeczy smazonych w glebokim tluszczu… batony itd. Oczywiscie w domu mial zdrowe jedzenie, ale wielu rzyczy nie chcial tknac, bo w przedszkolu inaczej sie „jadlo”… Oczywoscie nie dawalam za wygrana i nauczylam go jesc duzo warzyw, owocow, ciemny ryz i makaron, swieze ryby, koktajle domowe z owocow i jogurtu… Nawet ostatnio nie smakowal mu bialy ryz ugotowany przez meza, bo „brazowy jest smaczniejszy” 🙂
      Gdyby przedszkola uczyly dzieci jedzenia tego, co zdrowe i swezo przygotowane z podstawowych produktow, rodzice mieli by latwiejsze zadanie… Tu powinna byc wspolpraca i dobra wola placowek…
      Ciesze sie, ze Wasza incjatywa takze edukuje i wyjasnia. I ze wiecej jest madrych rodzicow, bo wspolnie latwiej cos zmienic Ja niestety bylam sama, bo rodzice irlandzcy tak samo dzieci karmia jak ich przedszkola… a moje proby zmiany menu w (prywatnym jak wiekszosc) przedszkolu spotykaly sie z wielkim zdziwieniem, bo przeciez jedzenie bylo „cieple”… Powodzenia!

  5. Taka sytacja. Plac zabaw i moje dziewczyny + ja wcinajace kalarepe w plastrach i slysze „zeby to moje dziecko chcialo jesc tak warzywa” – powiedziala pani, wciagajac batonik.

  6. Moje wczoraj na podwieczorek jadły kalafior, który mi został z obiadu

  7. Kati Valentin via Facebook pisze:

    Ja mieszkam w Niemczech, tu dopiero cuda-wianki.. Ostatnio zostalam ostatnio w przedszkolu poproszona o przynoszenie na podwieczorek Kinder Bueno albo Danonki, bo moje dziecko widzac, co inne dzieci przynosza, nie chce jesc kanapek 😮 Ja na to do pani stwierdzilam, ze jak bedzie glodna to zje i kanapke albo jablko a ja slodyczy zamiast posilkow nie bede dawac. Taka to wyrodka matka jestem. 😉 W Niemczech juz w przedszkolu sporo dzieci szerszych niz dluzszych, nie mowiac co dalej… Ciezko wytlumaczyc, ze reklamowana „porcja mleka” to w rzeczywistosci sam cukier.

  8. Kati Valentin siła grupy czasami jest straszna. CP kiedyś miała focha, bo na wycieczkę dałam jej batony….z orzechów i przywiozła je w stanie nienaruszonym. Inne dzieci miały czekoladowe (mimo że nauczycielki zawsze po 100 razy tłumaczą, żeby nie dawać dzieciom nic z czekolady). Batona … a jakże – orzechowego zjadła więc w domu 😉

  9. mjakmama pisze:

    Ja przedszkolom z cateringiem mówię zdecydowane nie – bo nie spotkałam się z takim gdzie jedzenie zadowalałoby mnie. W naszym przedszkolu jedzenie jest przede wszystkim zdrowe i pożywne, rzadko się zdarza jak u koleżanki w przedszkolu że jest wydzielane – jeśli dziecko jest głodne i poprosi o dokładkę zawsze dostanie – moja córka potrafi zjeść 3 schabowe nikt nic nie mówił prócz tego, że zapytali cz u niej to normalne 😉

    • Matka Sanepid pisze:

      Mnie też kiedyś pytali, czy CD brzuch nie boli, bo tyle zjada…

    • Gosia Dublin pisze:

      Nie jest taka pewna, czy dawanie dziecku 3 schabowych (zdrowe jedzenie?) , to dobry pomysl…?

      • mjakmama pisze:

        dlaczego nie ?? ma duży apetyt to je dużo, dużo się rusza jak na swój wiek więc spala więcej energii i skądś musi ją brać, a schabowy do niezdrowego jedzenia wg mnie nie należy ;p

        • Gosia Dublin pisze:

          Mysle ze jeden kotlet schabowy od czasu do czasu jest ok, ale ogolnie produkty panierowane i smazone w tluszczu choc owszem smakuja :), nie sa z tych najzdrowszych bo maja duzo niezdrowych tluszczy nasyconych; poza tym czerwone mieso tez nie nalezy do super-zdrowych…
          Jeszcze pewnie zalezy jak sie ten kotlet i z czego usmazy, bo sa tez wersje zdrowsze (indyk, mozna obtoczyc w platkach owsianych badz w sesamie itd.)
          Dzieci potrzebuja energii ale nie powinny jej czerpac glownie z tluszczy zwierzecych – moga jesc wiecej kaszy, pelnoziarnistych produktow zbozowych, straczkowych, owocow, warzyw itd.
          Poza tym jedzenie 3 kotletow na raz oprocz tego, ze dostarcza za duzo tych tluszczy itd. uczy jedzenia w niewlasciwych proporcjach i ilosciach jednego rodzaju jedzenia. Tak naprawde uczy obzarstwa… rzeczami niezdrowymi przy tym.
          Mam taki przypadek w rodzinie gdzie dziecko – kolejnego „niejadka” 😉 – wozono na obiad do McDonalda na 3 udka z kurczaka za jednym posiedzeniem.. skonczylo sie na nadwadze i wizytach po dietetykach…
          Ale to dosc rozpowszechnione myslenie w PL niestety – jak dziecko lubi to walnac mu na talerz 3 porcje… 😉 zamiast podawac regularne wywazone posilki.

          • mjakmama pisze:

            dzięki bogu moje od 3 schabowych na raz nie jest utyte i jada regularnie – tak czytam ten wątek i za każdym razem piszesz w Irlandii to w Irlandii tamto – Polska nie jest krajem 3 świata i tutaj też dzieci karmi się zdrowo.

          • Gosia Dublin pisze:

            Akurat w Irlandii ludzie sie niezbyt zdrowo odzywiaja :), pisalam, ze w przedszkolu irlandzkim wlasnie mi sie dziecko „zdeprawowalo” zywieniowo i ze rodzice irlandzcy zazwyczaj bardzo niezdrowo dzieci karmia… jedynie w szkolach propaguje sie zdrowe i swieze jedzenie i nie pozwala przynosic slodyczy, czipsow itd.
            Irlandczycy czesto kupuja gotowe jedzenie, fastfoody rulez…
            Polskie obiady przynajmniej sa swieze i zazwyczaj maja surowki :). W ogole w polskiej kuchni jest sporo zdrowych potraw, zwlaszcza tych bezmiesnych, jest wiele zdrowych zup, kasze, surowki, ciemne chleby…
            W tym co pisalam chodzi mi to, zeby dzieci nie przekarmiac, zwlaszcza tlusta, smazona czy przetworzona zywnoscia.
            A zachecanie dzieci do jedzenia czesto i nie wazne czego, byleby zjadlo, znam glownie z Polski, bo tu sie wychowalam i sama przez to przeszlam, a teraz czesto widze nadal podobne zachowania u wielu mam a zwlaszcza babc. Intencje sa oczywiscie dobre…
            Znam tez w Polsce oczywiscie osoby karmiace dzieci zdrowo i gotujace od podstaw albo dajace dziecku marchewke, jablko czy banana zamiast tego nieszczesnego Kinderbueno ;), naleza do nich glownie wegetarianie, ale nie tylko.
            I zawsze myslalam, ze mlode mamy sa bardziej swiadome zasad zdrowego odzywiania….:)

  10. U mnie w pracy rodzice proszą o wodę z niebieskim syropem, bo dzieci chętnie piją.

  11. Dlatego ja kocham moje przedszkole (znaczy przedszkole Starszej) za przekąski typu ogórek, marchewka, suszone owoce, za soki z jabłek i warzyw za domowe obiady, surówki, mleko, twarożki, ciemny chleb – i za to, że dzieciaki są zachęcane do zdrowego, ekologicznego trybu życia 🙂

  12. Kamila B. pisze:

    Czytam i czytam, i wiem że macie rację we wszystkim. Mam już starsze dzieci – technikum i gimnazjum – ale jak były w przedszkolu to byłabym przeszczęśliwa, gdyby zjadły COKOLWIEK!!! Nieważne, czy to będzie parówka, znany krem czekoladowy czy hamburger jakikolwiek. Naprawdę. U mnie było tak, że jak dzieci zobaczyły jakiekolwiek jedzenie, to zaczynało się rzyganie. Syn gimnazjalista do dzisiaj na widok jedzenia dostaje drgawek – więc jak mówi, że chce hamburgera, kebaba, parówkę czy inne świństwo, to ja jestem szczęśliwa, że w ogóle chce jeść. Na widok twarożku czy chleba razowego dostaje torsji.
    Chcieliśmy zachęcić do jedzenia surówek czy tego typu rzeczy, ale nie mam ochoty przy tym stracić swojego zdrowia;)

    • Gosia Dublin pisze:

      Pisalam juz wyzej, ze jak sie dziecku da parowke zamiast swiezego wartosciowego jedzenia, to dzieco chetnie ta parowke zje, bo ma wzmaczniacze smaku (ktore uzalezniaja), nie trzeba gryzc itd.
      Strasznie mnie irytuje to powszechne jeszcze przekonanie w Polsce, ze lepiej dziecku dac COKOLWIEK – a najlepiej parowke (!) – niz zeby nie jadlo… no bo zaraz nam umrze z glodu 😉
      Do tego dochodzi jeszcze przekonanie, ze dzieci musza jesc co godzine 😉
      Mam syna dosc kaprysnego, i po pomidorku koktajlowym tez kiedys o malo nie zwymiotowal (do tej pory nie je pomidorow ani keczupu), ale nigdy nie dalam za wygrana i nie dawalam mu jesc BADZIESTWA zamiast swiezego jedzenia – bo byl glodny…
      Sorry, ale jak sie dzieciom zawsze ulega i przyzwyczaja sie ej do jedzenia niestety BYLE CZEGO, to nie am sie co dziwic ze na widok normalego jedzenia sie krzywia…
      Nie wierze w te torsje ;), to chyba sposob na szantazowanie mamy – przeszczesliwej, ze dziecko cokolwiek zje…

      • Gosia Dublin pisze:

        Jeszcze chcialam dodac, ze z tym jedzeniem „co godzine”, ktore znam z wlasnej i nie tylko rodziny w Polsce wlasnie… tutaj, w Irlandii, dzieci w przedszkolach zazwyczaj dostaja obiad w poludnie plus deser po poludniu, w domu zas sniadanie. Wiec moje dziecko mialo zawsze dlugie przerwy w posilkach, nie umarlo z glodu ;), natomiast mialo naturalny apetyt dzieki tym przerwom i bylo glodne 🙂 i zjadalo normalne jedzenie. Zas to co widze do tej pory w Polsce, to ciagle napychanie dzieci badz pytanie: a glodny jestes, a zjedz cos… No i stad zapewne pelno „niejadkow” ;), bo kto by jadl cos co godzine… albo jedzenie tego, co „przyjemne” bo slodkie… batoniki itd. co z kolei psuje apetyt i kolo sie zamyka… bo dzieci nic nie chca jesc 🙁

        • Kamila B. pisze:

          Nie napisałam, że dzieciom zawsze ulegam – to była wieloletnia walka o jedzenie zdrowych rzeczy, a potem to już o zjedzenie czegokolwiek. Nie dawałam też dziecku jeść co godzinę.
          Była taka sytuacja, że lekarska zaproponowała nie podawanie dziecku jedzenia w wyznaczonych porach, nawet jeśli minęło kilka godzin od śniadania i jest pora uważana za obiadową, tylko oczekiwanie, aż samo przyjdzie po jedzenie. Tak zrobiłam. Moje dziecko nie przyszło po jedzenie nawet na drugi dzień. Zresztą starszy syn zaczął jeść dopiero w wieku około 8 lat.
          Zresztą sama pamiętam, również byłam niejadkiem. Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy co rano szłam z tatą lub mama do sali przedszkolnej po schodach i czułam zapach jedzenia, którego nie lubiłam. Do dzisiaj go pamiętam i do dzisiaj mi niedobrze. Do dzisiaj nie lubię większości surówek, bo są dla mnie nie do przełknięcia. Jak mi raz dali marmoladę czy dżem jakiś (domowe oczywiście) rodzice, to pożałowali, bo mieli po tym sprzątanie. Do dzisiaj nie ruszę tego świństwa, chociaż parę miesięcy temu próbowałam czegoś takiego, gdyż zostałam poczęstowana. No nie da się jeść wielu tzw. zdrowych rzeczy.

          • symplegada pisze:

            A my przeszliśmy etap: daj dziecku jedzenie (zdrowe, domowe etc) i niech wybiera, co chce. Wybierał. Suchy chleb. Obiad tylko wtedy, kiedy trafiliśmy w to, co lubił (1-2 razy na miesiąc). Zero słodyczy, zero „niezdrowej żywności” (tej zresztą też nie jada). Ciekawa jestem, jak długo wytrzymałybyście w zdrowiu psychicznym z dzieckiem, które z całego podanego przez was asortymentu zjada rosół, pieczonego kurczaka oraz chleb. Przeżyje na tym? Przeżyje, ale dostanie anemii. I owszem, dostał. I owszem, są dzieci, które potrafią doprowadzić swoje żołądki do takiego skurczu, że już potem mogą niewiele zjeść. Większość rad dla niejadków jest ok, ale są takie przypadki, które nie wynikają ze złej woli/niedouczenia/zaniedbania rodziców. Naprawdę.

      • mjakmama pisze:

        Nie jestem za dawaniem dzieciom smieciowego jedzenia, ale za zmuszaniem do jedzenia czegoś czego dziecko nie lubi też nie jestem, bo łatwo zrazić dziecko i zamiast próbować nowych smaków dziecko będzie wolało mało jeść albo nie daj bóg w starszym wieku będzie jadać te zabronione śmieciowe jedzenie.

  13. Adriana pisze:

    U nas, mała wieś, przedszkole dość liczne – 100 dzieci.
    śniadanka i podwieczorki mamy dają, a obiadki są przywożone z MOPSu (to co gotują dla ludzi, którzy są samotni, bez pieniędzy itd) Taki niby catering.. obiad jest jednodaniowy i szału nie robi. czasem przedszkolanki same mówią że tego i tego nie kazały jeść dzieciom. np jajka sadzone, zrobione ileś godzin przed podaniem są okropne. zdarza się.
    ale synek nawet barszcz zje albo ogórkową.. a w domu już nawet pomidorowa się znudziła.. nie mam co wymyślać bo na obiad nutelli mu nikt nie da 😉 czasem jakaś drożdżówka, czy jogurt jest ale to mają wkładane do plecaczków na odchodne 😉 choć nauczona poprzedniego przedszkola, czasem powymyśłam… tu opłata za obiad 2,50. tam 2,20 za obiad i podwieczorek. ale tam robione wszystko na miejscu..

  14. Adriana pisze:

    aa i dodam, że na pierwszym zebraniu przedszkolanki prosiły by dzieci dostawały coś normalnego do jedzenia na śniadanko i podwieczorek. tzn kanapki, owoce, itd nie batony ani wafelki. ewentualnie jak dziecko jest niejadkiem – parówka lub rogalik z kremem (wiecie jaki 😉 )

    • Gosia Dublin pisze:

      „Jak dziecko jest niejadkiem – parowka lub togalik… ” – no wlasnie o tym pisze wyzej… sami produkujemy tych pseudoniejadkow… 🙁

      • Kamila B. pisze:

        Siedzę i się zastanawiam: ok, trzeba zdrowo jeść. Ale gdzie przyjemność z jedzenia!!!???;) Przecież sto razy wolę zjeść dobrą pizzę niż surówkę. Przynajmniej jest radość z tego;)

        • Matka Sanepid pisze:

          ależ można jeść pizzę! I kebaba, i fryty, i żelki … tylko nie codziennie…

          • Kamila B. pisze:

            Ale dlaczego???;) Żelki są de best;)… a pizza… niebo w gębie:) Wiem wiem, pewna część ciała rośnie zamiast tych części, które powinny;)

          • Matka Sanepid pisze:

            No bo są słodkie i mają sztuczne barwniki, a pizza dużo tłustego sera. Co nie znaczy, że nie lubię..

        • Gosia Dublin pisze:

          Wiele zalezy od tego, co sami jemy, jesli nie lublimy warzy to trudno nam bedzie dac dobry przyklad dzieciom.
          Poza tym zdrowo nie musi znaczec niesmacznie :), wszytsko to kwestia odpwiednich przypraw – bez ktorych i mieso nie bedzie smakowac – no i checi nauczenia sie gotowania zdrowo, co nie jest takie trudne.
          Jesli pomyslisz, ze produkty typu parowka czy pizza z zamrazarki smakuja dzieki chemii, to czy nie lepiej np upiec swieza rybe z ziolami czy filety z indyka i do tego podac swieze chrupiace warzywa np brokuly ugotowane na parze i podane z lyzka swiezego maselka i mlodymi ziemniaczkami z koperkiem albo z pysznym ciemnym ryzem czy kuskusem? Takie wlasnie jedzenie zjada z checia moje dziecko (oprocz koperku ;))
          A po czym sie lepiej poczujesz – zwlaszcza w zoladku – po ciezkiej tlustej pizzy – czy po swiezo ugotowanym jedzeniu z dobrych produktow?
          Zreszta i pizze mozna zrobic samemu w wersji light, a zapewniam Cie, ze bedzie smakowala :). Zamiast polepszaczy dodaj np ziola, czosnek, oliwki, piorka cebuli czy na koniec liscie rukoli…
          Jedzenie naprawde moze byc i zdrowe i pyszne… i dupa od niego nie musi rosnac 😉
          Ja wole wydawac pieniadze na dobre swieze skadniki niz na dania gotowe, wole inwestowac w zycie i w zdrowie, nie w chemie i lekarstwa…

  15. mamahania pisze:

    Dobrze,ze nie widzialas menu z angielskich szkol;) To juz te kanapki lepsze,serio.

  16. Matka Agrafka pisze:

    Przedszkole córy funkcjonuje przy szkole, ale na jedzenie nie narzekam. Nie ma czekoladowych kremów i dziwacznych przetworzonych produktów, ewentualnie zdarzają się sporadycznie. Osoba odpowiedzialna za posiłki wybiera te zdrowsze alternatywy, kasze, dużo warzyw, owoce, jogurty, a ze słodkości to naleśniki albo bułki z dżemem, a kisiel Panie robią z mąki i soków z owoców a nie czegoś dziwnego, co obok owoców nawet nie leżało. Przedszkole Państwowe, wyżywienie 4 zł dziennie 🙂

    że nie wspomnę o IDEALNYCH przedszkolankach 🙂

    • Netula pisze:

      u nas gotuja na piecu weglowym.Czesc rzeczy jest naprawde fajna i czlowiek sie cieszy ze dziecko to ma do zjedzenia a czesc naprawde nie milo zaskakuje np slynne danonki czy monte. Ostatnio pani mnie niezle zaskoczyla jak z radoscia oswiadczyma ze moj syn w koncy wypil do sniadania herbate. No przecu=iez jak dziecko woli woide to po co go przekonywac do innego picia? I pije tej wody bardzo duzooo

  17. menu mojego przedszkola na jutro sniadanie: Pieczywo mieszane z masłem, szynką, pastą jajeczną ze szczypiorkiem, dżemem, warzywa/owoce, mleko obiad
    Kapuśniak ze świeżej kapusty z mięsem i włoszczyzną, deser
    podwieczorek: Gofry, herbata z cytryną – wszystko przygotowywane w kuchni gofry pachniec beda tak ze bede sie zastanawiac jak sie wbic na podwieczorek 😉

  18. mojego czyli mojej córki – przedskzole samorzadowe – duzo zalezy od rodziców, mysmy wymusili lekka zmiane jadlospisu, i mamy kotlet strazaka sama (pożarski), zupe szrekową (brokułową) itp

  19. metanira pisze:

    Mój syn właśnie kończy pierwszą klasę, ale w przedszkolu przez całe 3 lata stawka żywieniowa wynosiła 4,5 zł, a dyrekcja twierdziła, że jest to możliwe dlatego, że nie kupują półproduktów. Piekli ciasta, lepili pierogi, robili różne pasty, wszystko sami. A jak czytałam menu i wąchałam zapachy dochodzące z kuchni, to chciałam się tam stołować z całą rodziną na co dzień. Można? Można. Że też rodzice wybierają przedszkola z takim „żywieniem” o jakim piszesz i płacą za to dwa razy więcej niż np. ja…

  20. Eva Yello pisze:

    Jak moja latorośl chodziła do przedszkola posiłki były robione na miejscu, co się dzieje teraz nie wiem, ale wiem jedno że koszt posiłku dziecka w przedszkolu jest dużo niższy niż koszt posiłku każdego jednego więźnia w naszym „zajebistym” kraju . Gdzie logika ?

  21. Joanna Kuś pisze:

    https://www.facebook.com/zdrowezywieniemalychwroclawian?fref=ts

    W zdjęciach sporo jadłospisów z niektórych przedszkoli, za głowę się można złapać, co oni tym dzieciom dają. Najgorsze to chyba kupowanie mrożonych truskawek w czerwcu.

  22. justyna_mama_hani pisze:

    W przedszkolu mojej córki, menu od czasu do czasu typowo śląskie: żurek, sałatka jarzynowa z majonezem, kaszanka, zdarzały się śledzie i takie tam…

  23. Nisar pisze:

    Informuję, że do tych czekoladowych płatków w przedszkolach bywa jeszcze słodzone mleko. Dziwię się że nikt się nie porzygał…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *