Zaradna da książkę

Tak w ramach „towarzystwa wzajemnej adoracji” moja przyszła wspólniczka (już ona wie o co chodzi) Zaradna Mama da komuś moją książkę. Szacun! Żeby się takiej dobrej książki pozbywać, to trzeba mieć gołębie serce!

16 odpowiedzi na “Zaradna da książkę”

  1. oaza pisze:

    Z tą wspólniczką to intrygująco zabrzmiało. A o książce wiem z notki…Zaradnej:)

  2. Małgosia pisze:

    Witaj Matko,
    nie ukrywam, że się lekko rozczarowałam tym poślizgiem książki 🙁
    Odliczałam już sobie dni do poniedziałku, żeby raniutko wyklikać na Merlinie zamówienie …
    Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością 🙂

    Małgosia (również szczęśliwa posiadaczka córek sztuk dwóch).

  3. Zaradna Mama pisze:

    Hihi, ale wiesz, że ja tania nie jestem 😉 Buziaki :-*

  4. tina pisze:

    Hejo ja bym chciała kupic książkę bardzo bardzo a w piątek ide do szpitala i nie wiem czy Ci zdążą ew z wysyłką nie idzie inaczej??

  5. kropka pisze:

    a jak ja bym chciała bardzo, książkę taką. ale za granicą mieszkam to co ja biedna mam zrobić… :/

  6. Lena pisze:

    Merlin wysyla tez poza Polskę, zamów przez nich.

  7. ble pisze:

    jesli na książke składają się wybrane posty z bloga, to po co ją kupowac?

  8. ble pisze:

    czyli jak myślałam. odgrzewanie.

  9. Czerwiec_2012 pisze:

    Jak to po co książka?! Bo to nie to samo, co ekran kompa czy smartfona! Poczułam się jak dinozaur, bo tekst lubię mieć na papierze:D Poza tym mam inne zastosowania oprócz tych wymienionych przez Matkę:
    – żeby się szafka nie kiwała
    – żeby powiększyć biblioteczkę i żeby wszyscy goście myśleli, jacy to jesteśmy erudyci
    – żeby „macierzyństwo non fiction” nie było takie samotne w opiniach;)
    – gdyby okładka była czarno-biała, można by pokolorować…

  10. ble pisze:

    wszystko ok. żeby nie było: MS czytam od czasu do czasu w necie i całkiem fajnie mnie się to czyta. poza tym książkę papierową też bardzo cenię i czytam namiętnie.
    ale mnie o treść chodzi. nie o formę.
    gdyby Matka może fundnęła nam papierowo coś innego od siebie, coś nowego. ale..powielanie tego co już było to takie trochę „the best of…” , to trochę tez takie…… no jak się już ktoś zabiera za drukowanie i oprawianie dla większej liczby czytelników…i nagłaśnia….to mógłby tez od siebie czymś zaskoczyć. tyle tylko.
    ja nie kupię mimo, ze lubię książki, a argumenty, które przytaczacie są dla mnie kiepskie. kupić by mieć?
    ale pewnie ktoś kupi i też dobrze.

    • Matka Sanepid pisze:

      Wiesz, ale pewnie wiele osób tak zaczyna. A potem się skupia na pisaniu książek po prostu. I od siebie.. znaczy ode mnie też coś tam jest 😉 Np. o koniach tam pisałam. Albo o podatkach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *