Belgia – 200 zdjęć. Kompletnie przypadkowych.

Belgia – 200 zdjęć. Kompletnie przypadkowych.

3 dni w Belgii. Było – minęło. Zakładam, że póki co, to ostatnia wyprawa tam, czas teraz na cieplejsze kraje. Chociaż nie narzekam, bo przez te 3 dni słońce świeciło, temperatura była do zwiedzania idealna, a w Brukseli dwa razy padało, ale nawet deszczu nie poczułam, bo raz byłam w sądzie*, żeby się wysikać, raz w Primarku**.

Ogólnie Belgia, jak to Belgia. Piwo, fryty, mule, czekoladki i urocze miasteczka. Mieszkałam w Geraardsbergen u niejakiej Gosi, której kompletnie nie znałam, a która nieopatrznie w sierpniu, pod moim zdjęciem z Gent napisała: „Zapraszamy, przyjeżdżaj”. Pewnie się nie spodziewała, że przyjadę. Ha!

Ktoś mnie też ostatnio zapraszał w Karkonosze… tylko nie mogę sobie przypomnieć kto….

Na zachętę:

capture-20161012-140703-crop

W miasteczku głównie było pod górę. Poza tym był Manneken pis i straszny Jezus. Były też tarty francuskie z twarogiem. Przepyszne i podobno jedyne prawdziwe w całej Belgii.

img_3869

img_3874

img_3876

img_3970 img_3963 img_3961

img_20161009_083541

Gośka ma to do siebie, że jest niezwykle gościnna, dlatego zostałam wywieziona do Dinant. Po drodze minęliśmy też prześliczną wioskę, z uroczym kościółkiem i zameczkiem. Uznaliśmy, że zatrzymamy się w drodze powrotnej, ale… z powrotem już GPS poprowadził nas innym szlakiem, a my nawet nie wiemy, jak się na wioska nazywała.

W Dinant zaś była cytadela wznosząca się nad miastem, do której wjechaliśmy wagonikiem, było też dużo saksofonów, bo w mieście żył wynalazca tego instrumentu. Były też dobre, ba! nawet bardzo dobre frytki… U Turka.

– Jaka jest ulubiona narodowa potrawa Belgów?
– Turecki kebab.

img_3893 img_3885 img_3884 img_3919 img_3911 img_3901

Nie mam zdjęcia Turka.

Następnego dnia zostałam wsadzona (bez użycia siły) do pociągu i pojechałam do Gent.

img_4069 img_4068 img_4067 img_4058 img_4028 img_3990 img_3982 img_3981 img_3980 img_3977 img_3973

Ponieważ w Gent poprzednie dwa razy lądowałam zawsze późnym popołudniem, to tym razem chciałam przejść się wreszcie po zamku  Gravensteen, po muzeum designu i pójść na frytki. Gośka namówiła mnie jeszcze na muzeum folkloru Huis van Alijn. I to ostatnie to był strzał w 10!

Były tam zarówno eksponaty, które możemy pamiętać…. 
img_4057 img_4056 img_4054 img_4051 img_4049 img_4046 img_4045 img_4044

jak i kompletne starocie, chociaż OB twierdzi, że Belgia to jeden wielki folklor. Ale on jest durny.

img_4031

img_4042 img_4038 img_4037 img_4036

Trumna cieszyła się olbrzymim powodzeniem wśród dzieci…

img_4034 img_4032

Zamek oczywiście przepiękny. Dużo czasu na nim spędziłam, chociaż sal w konkretnymi wystawami mało. Sala tortur mega. Szkoda, że nie byłam tam z dziećmi…

img_4018 img_3989

img_4010

Widok z zamku
Widok z zamku

img_3995

W Design Museum trafiłam na wystawę rowerów przyszłości. I właściwie tylko ta była ciekawa.

img_3984 img_3985 img_3986

Na obiad było „danie budowlańca”. 6 euro za mega porcję frytek z majonezem, belgijskie piwo gustownie podane i fykadelkę – skrzyżowanie mielonego, parówki i papieru pakowego.

20161009_134100

I ostatni rzut na Brukselę! W Brukseli przeżyłam chwilę grozy. Najpierw słyszałam dźwięk syren, a zaraz potem zobaczyłam mnóstwo wozów policyjnych i umundurowanych ludzików.

Nic dziwnego, skoro byłam pod posterunkiem policji…

Równie spore skupisko, tym razem głównie turystów z Azji, było pod siusiającym chłopcem.

img_4093 img_4094

Bruksela, jak to Bruksela. Koronki i wszystko na bogato.

img_4082 img_4089 img_4116 img_4124 img_4114

img_4134

Jeśli chodzi o moje lęki o bezpieczeństwo, to na miejscu w sumie minęły. Ba! Jak w hali lotniska Charleoi, jeszcze przed kontrolą bezpieczeństwa ukucnęłam i zaczęłam szukać czegoś w walizce, od razu pojawiło się obok trzech uzbrojonych po zęby żołnierzy. Tak się bezpiecznie czułam!

Jeździłam więc zarówno pociągami, jak i chodziłam swobodnie, jadłam mule za 10 e i przeżyłam. Można? Można!

Niestety OB nie mógł. No nie mógł się powstrzymać i wszystko spieprzył swoim skrajnie nieodpowiedzialnym zachowaniem. I w ten sposób 3 dni relaksu poszły się je***ć, bo od 2 dni nie śpię z złości.

Taki ma chłopak talent…

* Już z pociągu widziałam olbrzymi budynek okalany rusztowaniami, jednak myślałam, że to jakaś świątynia. Gośka, u której mieszkałam kompletnie nie wiedziała o co mi chodzi i co to takiego. Kazała mi iść do muzeum. Muzeum, z racji że poniedziałek, było zamknięte, ale WiFi działało, więc sobie usiadłam pod muzeum. Aż zauważyłam, że na końcu ulicy jest właśnie ta duża świątynia. Poszłam. Na drogowskazie było, że to Pałac Sprawiedliwości. OK, mnie tam wszystko jedno. Na schodach siedziały dzieci, z dziedzińca przed wejściem rozciągał się widok na Brukselę. Weszłam do środka, ale złapali mnie strażnicy i kazali poddać się kontroli. No OK. Mieli kałachy, ja nic po francusku, ni w ząb, to się dałam przetrzepać. Uznali, że mogę wejść, chociaż pewnie byli zdziwieni, że na teren wnoszę gacie i skarpetki. Dopiero po kilku minutach chodzenia po olbrzymich korytarzach i robienia zdjęć zorientowałam się, że w salach są prawnicy, sędziowie i ławnicy. A gdy znalazłam toaletę, w której zderzyłam się z panią w todze, uznałam, że faktycznie nie jestem w muzeum.

Wysikałam się i wyszłam niezauważona….

img_4125 img_4137 img_4139 img_4142 img_4145

** Primark – belgijskie skupisko mniejszości muzułmańskiej. Nic w nim nie kupiłam.

Cennik:

muzea, wjazd na cytadelę: 6-11 euro
frytki: 2,5 euro
frykadela: 1,5 euro
piwo: 2 euro
kawa latte na stacji benzynowej, w kafejce lub na dworcu: 2-2,5 euro
pociąg: 6-7.10 euro, pociąg z Brukseli na lotnisko: 15 euro
autobus: 3 euro
goferek suchy: 1 euro
dodatek do goferka: 1 euro
paczuszka belgijskich pralinek: 8 euro
promocyjny zestaw 5 opakowań czekoladek po 125 gramów: 12 euro
zestaw obiadowy – mule + frytki + szklaneczka piwa: 10 euro, ale trzeba poszukać, bo zwykle mule są o wiele droższe.


20 myśli nt. „Belgia – 200 zdjęć. Kompletnie przypadkowych.”

    1. „Co to za budynek” jest jednym z ulubionych pytan moich. Nigdy nie wiem. A tak chcialam zablysnac w komentarzu, chyba mnie Jarek i jego wizja chrzczenia wszystkich dzieci tak oslabil

    1. Super, nareszcie wiem jak wyglada Gent – jest na mojej liscie.
      P.S. Gent ma polska nazwe: Gandawa.

    1. Zdjęcia przecudne, budynki zachwycające, a w Gent podobnie jak w naszym mieście z tymi łodziami i spichlernymi kamieniczkami 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz