El Escorial a San Lorenzo de El Escorial

El Escorial a San Lorenzo de El Escorial

Schodzę ja sobie w Dolinie Poległych na parking, na który miał podjechać autobus, a tam chodzi sobie koleś: garniturek, czapeczka z daszkiem, okularki, i zaczepia przechodzących dookoła ludzi.

– Wariat – myślę sobie – czyli swój.

Zagadał i do mnie, a że połączenie jego angielszczyzny z matkosanepidowską jakoś się nie sprawdziło, koleś podjął drugą próbę:

– French?

– No, I’m from Poland.

– Poland? Oooo, to jak ci się tutaj podoba? Jakie wrażenia?

Rozdziwiłam usta, bo jego polski był lepszy od mojego angielskiego.

– No, interesująca wycieczka – skwitowałam, bo co miałam powiedzieć? „Ten Franco to miał łeb, żeby zaprząc swoich politycznych przeciwników do roboty i nie zważając na straty w ludziach wykuć w skale takie cacko”?

Na szczęście wielojęzyczny Hiszpan odwrócił się na pięcie i krzyknął:

– Beatko, ta pani jest w Polski!

I w ten oto sposób poznałam Beatę z Warszawy, która akurat jutro tym samym samolotem co ja, wraca do Polski.

Koniec….

Ha! Zaskoczyłam Was, co? Ci którzy tęsknią za moimi córkami, niechaj wiedzą, że CP i CD mają się dobrze. Tata dba o ich rozwój psychofizyczny, na przykład chodzi z nimi do kina pełen żalu, że musi wybrać Rio 2 a nie może iść na coś w stylu XMana. Aby nie zostać skreśloną z listy Matek Zajebistych nawet dwukrotnie w ciągu pobytu z Madrycie i okolicach zadzwoniłam do domu.

Od piątku znowu będę nadawać z Kaszub, jeść twaróg i pić kawę. Sangrię jednak biorę ze sobą. 6 butelek. Po 330 ml.

A teraz trochę bulwersującej sztuki: obsceniczne karmienie piersią. A fuj!

I to tak w katedrze w Toledo!
I to tak w katedrze w Toledo!

 


4 thoughts on “El Escorial a San Lorenzo de El Escorial”