Karmnik naokienny, część 2

Karmnik naokienny, część 2

Pamiętacie, jak czekałam na ptaszki w karmniku? Otóż… okazało się, że wiejskie ptaki jakieś zakompleksione są, bo się bały do okien podlatywać. Karmnik wisiał, a ptaków niet. W końcu powiesiłam na nim kulę z orzechami, taką z Lidla. I się jedna sikorka zainteresowała. A jak już opędzlowała kulę, to zaczęła interesować się karmnikiem.

Sikorka
Sikorka

A dzisiaj to nawet z koleżankami przyleciała. W marcu…. przy 10 stopniach na plusie. Czyli karmnik działa, chociaż karmienie latających bestii ma też minusy. I nie, nie chodzi tylko o kupy na parapecie… i na aucie, które stoi pod oknem. Nie. Codziennie, przed 6:00 rano sikorki pukają w okno. Naprawdę pukają. Nawet bym powiedziała, że walą dziobem. A plusy? Przyszła dzisiaj o 6:30 Córka Druga do mojej sypialni:

– Co tak puka?

– Sikorka w kuchni.

Sprawdziła… Wróciła zachwycona.

 


9 thoughts on “Karmnik naokienny, część 2”