Mój niezdrowy optymizm

Mój niezdrowy optymizm

ON ostatnio spytał (zionąc sarkazmem):

  • Nie jesteś raczej optymistką, co?
  • No raczej… – odpowiedziałam bystro.

No raczej zawsze zakładam, że coś się spierdoli. Że mi nie wyjdzie. Albo że będzie krach. Lub kraksa. Choroba. Śmierć. Że już nie będzie wyborów. I takie tam.

Ale czasami jednak wychodzą ze mnie olbrzymie porcje optymizmu. Głównie, gdy oglądam amerykańskie programy o kupowaniu domów. Uwielbiam je, bo dają mi tyle szczęścia i radości.

Dlaczego? Na przykład jest rodzina: ojciec, matka i 3 dzieci. Żalą się:

  • Mamy tylko dwie łazienki i musimy się nimi dzielić z dziećmi. Co rano przeżywamy koszmar! – mówią bohaterowie programu. Serio???  To może niech dzieci zaczną korzystać z tego basenu, który jest w ogrodzie?
  • Po 10 latach małżeństwa mamy jedynie skromne oszczędności – przyznaje bohaterka, która ogląda dom o powierzchni 240 metrów kwadratowych. – Tylko jakieś 200 000 dolarów.
    No masz… ja po 9 latach małżeństwa mam też tylko 200 000 … zł długu w kredycie we frankach.  A już kompletnie wzrusza mnie obraz kuchni z wyspą i jadalnianym stołem. Całość większa od mojego mieszkania i komentarz w tle: „Kuchnia jest niewielka, ale praktyczna”.

Jak dobrze, że ja nie mam takich zmartwień! Jestem taka szczęśliwa!


33 thoughts on “Mój niezdrowy optymizm”