Moja recenzja 50 twarzy tego tam

Moja recenzja 50 twarzy tego tam

Wielokrotnie recenzowałam książkę „50 twarzy Greya” pisząc o niej – „Jesoooo, jaki szajs”. Muszę się przyznać… Byłam wczoraj w kinie na „50 twarzy tego tam”. Więcej tam było jego tyłka niż twarzy. Film taki se.Wcale nie chciałam na niego iść, po prostu Multikino nie dało nam wyboru, bo puszcza tylko to albo Pingwiny z Madagaskaru. Jak widać głębokie filmy o tematyce psychologicznej są na fali.

To teraz moja autorska, jakże dogłębna recenzja:

ta laska to mi się kojarzyła z Alicją cośtam Córuś, facet był ciacho. Też bym chciała dostać czerwone autko od takiego… No w każdym razie kino pełne. Ludzie się zbulwersowali w jednej, jedynej scenie. Gdy się okazało, że Anastasia… nie jest TAM wydepilowana. No wow! Co tam smaganie pejczykiem, wiązanie, smyranie lancą. Laska się nie odważyła na wyrywanie włosów woskiem! Na coś, co sobie robią miliony kobiet na świecie i nie uznają tego za przejaw masochizmu i zniewolenia. Mocny film. Daje do myślenia.

Nie ziewałam często.


184 thoughts on “Moja recenzja 50 twarzy tego tam”