Podróż sentymentalna – Bytów, Słupsk, Ustka

Podróż sentymentalna – Bytów, Słupsk, Ustka

Wczoraj skończyłam 40 lat. Wreszcie! Teraz to mi możecie wszyscy skoczyć. Jestem w takim wieku, że mogę pyskować, nie przejmować się tym, co o mnie myślą i mówią, a do tego mogę być egoistką i nikomu nic do tego. Wiem, mogłam tak już po dwudziestych czy trzydziestych urodzinach, ale 40 lat mi zajęło dojście do tej życiowej mądrości.

W związku z urodzinami postanowiłam wziąć dzieci na wycieczkę. Po sobotnich dyskusjach rodzinnych o miejscach, w których żyliśmy, byliśmy i które zostawiliśmy za sobą, uznałam, że chcę zobaczyć wioskę, w której mieszkałam od 1981 do 1988 roku. Byłam więc dzieckiem, naprawdę małym dzieckiem, a jednak mam z tego okresu wiele miłych wspomnień. A że wioska jest 100 km od mojego obecnego miejsca zamieszkania, dodałam jeszcze miejsca, które naprawdę warto odwiedzić.

I tak trafiłyśmy najpierw do Bytowa. W Bytowie jest zamek krzyżacki. Był zamknięty, bo poniedziałek, a poniedziałki są dyskryminowane przez jednostki muzealne. Jednak udało się go zobaczyć z zewnątrz, z dziedzińca i zjeść ciasto na ławeczce.

Po zjedzeniu ciasta (sorry, nie mam zdjęć, ale był to pleśniak) ruszyłyśmy do Piaszna, na Górę Lemana. Na górce, bo to wcale nie góra, zbudowano wieżę widokową, z której pięknie widać okoliczne pola i stawy, a także starą zagrodę i kręgi kamienne. Zagroda niestety mocno zniszczona, zaśmiecona, żal, że nikt tego nie pielęgnuje. Z drugiej strony jednak atrakcja jest udostępniona za darmo, a oprócz nas… nie było ani jednego turysty.

Kolejny przystanek to wspomniana już wioska. Nie ma w niej nic ciekawego dla Was. „Nasz” stary dom wciąż stoi. Stoją też dwa małe bloki pracownicze, do których chodziłam bawić się z dzieciakami. Jest stary budynek po PGR, bardzo zaniedbany park i mały kościółek. Czas się tutaj zatrzymał w miejscu. Gdybym została w tej wiosce, pewnie bym się w niej udusiła…

A potem kurs na Słupsk. W Słupsku studiowała moja mama i stołowała się w Barze Poranek. Pizze na grubym cieście wspomina z rozrzewnianiem do dzisiaj. I nadal można ją zjeść i to za 6 zł!

Niewielka, ale bardzo gruba, pokryta równie grubą warstwą cebuli, pieczarek i sera kusi zapachem już z daleka. Kupiłyśmy 5 sztuk, 3 zjedzone na miejscu, 2 zawiezione babci i dziadkowi. Niebo w gębie. A poza tym Słupsk wydaje się bardzo zielonym miastem…

Ustka natomiast, a to był kolejny i ostatni punkt wycieczki to całkiem uroczy kurort. Nic dziwnego, że cieszy się ogromnym powodzeniem. Do tego latarnia, szeroka plaża, płytka woda, statki wypływające w krótkie rejsy po morzu, typowe sklepiki z pamiątkami.

W ciągu 1 dnia zrobiłyśmy niecałe 300 km i wydałyśmy…. trzydzieście parę złotych. Tyle, co za pizze i jakieś picie po drodze. Takie wycieczki to ja lubię! A teraz pakujemy się na wyjazd do Grecji!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz