Rodzinny kemping na Kaszubach

Rodzinny kemping na Kaszubach

Chociaż prognozy pogody na noc mroziły krew w żyłach, zapakowałam dziewczyny i wywiozłam je do lasu. Bo ze mnie cebula. Skoro tydzień półkolonii dla jednego dziecka w pobliżu mojego domu kosztuje 250 zł, 470 zł dla dwóch, uznałam, że kemping będzie najtańszym sposobem zapewnienia im rozrywek. Poza tym kupiłam namiot! A właściwie rodzina się zrzuciła, dając mi na urodziny kartę do Decathlonu i dwie koperty.

Miałam w planie zakup namiotu z dwoma sypialniami i przedsionkiem (pisałam o tym TUTAJ), ostatecznie zdecydowałam się na jedną sypialnię 240×210 cm, ale z przedsionkiem o powierzchni 5,9 m/kw. I to był strzał w 10! Bo nie tylko miałyśmy szerokie łoże – dziewczyny jeden materac o szerokości 140 cm, a ja jeden dla siebie o szerokości 100 cm, ale w przedsionku jest podłoga! Trzeba było od czasu do czasu zamieść, ale  przynajmniej rzeczy nie walały się po piachu! Zmieściło się w nim mnóstwo gratów: lodówka samochodowa, dwa stoliki, 3 krzesła, dwie walizki, wielka torba z gratami i kosz z jedzeniem. No mówię – pałac!

Tylko bez ogrzewania… Pierwszej nocy dostałyśmy po dupie. Temperatura spadła do 9 stopni, a my miałyśmy śpiwory chińskiej produkcji, rocznik 2003. Podejrzewam, że temperatura komfortu w nich to z plus 20. Dlatego miałam farelkę! Bardzo się przydała, chociaż namiot ogrzewała na krótko, bo szybko się wychładzał. Ale działała i gdy działała było przyjemnie i nie zmieniłyśmy się w kostki lodu.

Jeśli chodzi o sam kemping, wybór padł na Półwysep Lipa. Nie powinnam go reklamować i chwalić, bo i tak w sezonie ciężko o miejsce na nim.

Nie dość, że pięknie położony, bo z trzech stron oblewa go Jezioro Wdzydzkie, to jeszcze ze świetną infrastrukturą i znakomitą organizacją: 8 nowych pryszniców sprzątanych dwa razy dziennie, kuchnia z pełnym, chociaż wiekowym wyposażeniem, toalety czyste, z ciągłą dostawą papieru toaletowego, na miejscu sklepik ze świeżym pieczywem codziennie, bufet, restauracja, lodziarnia, wiata grillowa, miejsce na ognisko, strzelnica, miejsce do paintballa, niewielki park linowy, świetlica dla dzieci pod dachem i na świeżym powietrzu.

View this post on Instagram

#wakacje #biwak #kaszuby #wdzydzetucholskie

A post shared by Matka Sanepid (@matka_sanepid) on

W cenie kempingu zajęcia dla dorosłych: od jogi, przez ćwiczenia na całe ciało, wycieczki rowerowe, nordic walking, zajęcia ze strzelania oraz zajęcia dla dzieci: ruchowe, plastyczne, czytanie bajek, bale i dyskoteki, oglądanie filmów na dużym ekranie. Nad jeziorem szeroka plaża, pomosty. Można pożyczyć kajak albo rower wodny, można leżeć i nic nie robić.

Ale coś jednak robiłyśmy. Bo latryny kopać nie trzeba było. Dziewczyny krążyły od plaży do placu zabaw, bawiły się z dziećmi, żarły lody, oganiały się od komarów, balowały, strzelały z łuku. Co ja robiłam? Odpoczywałam. Tak po prostu. 3 dni totalnego luzu, opalania, pływania w jeziorze.

Odniosłyśmy też spory sukces w samodzielnym zdobywaniu jedzenia…

Gdzie jeszcze byłyśmy? 16 km miałyśmy do skansenu we Wdzydzach, gdzie przez bite 3 godziny biegałyśmy od chaty do chaty w poszukiwaniu kolejnych atrakcji: od muzeum dla dzieci, w którym można uwalić się w pierzynach, po warsztaty garncarstwa, z których każde dziecko wyniosło własny gliniany kubeczek. Dziewczynom najbardziej podobała się szkoła, w której można było pisać piórem i dzwonić wielkim dzwonem na lekcje oraz dworek, w którym mogły przebrać się za Anię z Zielonego Wzgórza.

Złapałam totalnego bakcyla namiotowego. To daje wolność, luz, jest relatywnie tanie, pozwala na zwiedzanie i leżenie do góry brzuchem. Dzieci pod namiotem odnajdują się świetnie, a gdy do tego jest wygodny – wysoki i przestronny, rozkłada się w kilka minut i pozwala na przenoszenie się z miejsca na miejsce, to ja to kupuję bez dwóch zdań.

Żałuję tylko jednego – że nie zabrałam się za biwakowanie wcześniej.

A teraz poproszę o namiary na kempingi w Polsce i za bliską granicą – w Niemczech (Bawaria najchętniej) i Czechach. Kempingi dla rodzin z dziećmi, w których nie strach wejść pod prysznic i do toalety, gdzie auto można postawić obok namiotu i gdzie przewidziano atrakcje dla dzieci: zorganizowane albo np. basen.

Na razie mam od Was takie:

Twardy dół

Camping Tamowa

Camping Echo

Ośrodek Wypoczynkowy „Cypel”

PS. Na wielu kempingach dostępne są za dodatkową opłatą pralki. Na Lipie za 5 zł, ale widziałam i po 12 zł w cenniku. I teraz ciekawostka – mam na strychu PRALKĘ turystyczną. Działa trochę jak frania, bo kręci ciuchami w środku. Trzeba tylko wlać wodę ciepłą, wsypać proszek i naciskać na pedał… Czad!


36 thoughts on “Rodzinny kemping na Kaszubach”