Zakynthos – moje wielkie greckie rozczarowanie

Zakynthos – moje wielkie greckie rozczarowanie

Już kończę. Cieszycie się? Poprzednie wpisy są tutaj:

A teraz czas na wiedzę w pigułce. I oczywiście na zdjęcia jedzenia.

Jak jechać?

Można polować na loty czarterowe. Tuż przed moim wylotem podróż (na stronie Rainbow) kosztowała z Gdańska 200 zł tam i z powrotem, hotel i transfer we własnym zakresie i na własną odpowiedzialność. Chociaż znajduję w lastach oferty za 600-700 zł, zdarzyła się też za 400 zł z wyżywieniem. Ale to dla niewymagających (czyli dla mnie!), którym nie zależy na konkretnym miejscu (czyli mnie!). Ja kupiłam całą wycieczkę…. we wrześniu 2017… Kupiłam drożej o jakieś 30% niż w lastach, taniej o 25%, niż gdybym kupowała ją np. w maju br. Miałam jednak spokojną głowę: miałam rezydenta (do dupy) i transfery (zajebiste…. o 3 rano nawet).

Jechałam, żeby zobaczyć Zatokę Wraku. Zobaczyłam znacznie więcej!

Hotel

Trafiłam chyba do najbardziej plugawego skrzydła całkiem ładnego hoteliku ze studiami. “Plugawe” oznacza wyposażenie w stylu głębokiego PRL, bez darmowej klimatyzacji i z balkonem wychodzącym na bar, w którym muzyka gra do północy, a pijani Brytyjczycy drą japy do 3 nad ranem. Żaden kurs angielskiego nie zapewnił mi takiego obycia z językiem angielskim, jak próby zaśnięcia w moim hotelu. Czy mi to przeszkadzało? Karaluchów, mrówek i innego ustrojstwa nie było, pleśni nie było, zasłonka od prysznica była na tyle skuteczna, że woda nie zalewała pokoju (chociaż łazienkę owszem). Lodówka, czajnik, kuchenka działały (chociaż akurat czajnik po wymianie), a co 2 dni przychodziła pani i sprzątała moje włości, czym wywoływała u mnie uczucie zażenowania, że taki syf za każdym razem zastała. Ręczniki i pościel też mi wymieniła. Spałam ze stoperami, a klima (płatna) pozostała nieużywana, ponieważ mnie w sumie upał nie przeszkadzał. Za to zaraz obok były dwa, całkiem duże i niezwykle estetyczne darmowe baseny.

Zdjęcie z folderu zawsze wygląda lepiej…

To nie marudziłam. Bo ja nie marudzę, ja się cieszę, że mam wakacje i że mogę zwiedzać! Taka jestem!

A. Internet działał całkiem dobrze nawet w pokojach. To dobrze, bo nie wiem czemu, ale w komórce nie działał mi wcale. Dzięki Ci, Play…

Plaże

Na Zakynthos są plaże kamieniste, żwirowe i piaszczyste. Mnie zależało na tej ostatniej i trafiłam świetnie. Alykanas to taka nasza Karwia: same tawerny, sklepiki, jeden duży market i mnóstwo małych, a plaża jest duża i wejście do wody bardzo łagodne, dno płytkie, bez uskoków. Do plaży szłam przez miasteczko 10-15 minut, zależy od tempa. Ostatniego dnia się okazało, że jest skrót, o którym nie wiedziałam… No ale pierwszego dnia pani z pokoju obok mówiła, żeby skręcić w prawo koło drzewka figowego, a potem iść w lewo przez gaj oliwny, a wtedy to ja jeszcze na oczy drzewka figowego i gaju nie widziałam, to skąd miałam wiedzieć?

Kąpielisko w Alikanas
Kąpielisko w Alikanas

Nie chciałabym jednak wylądować w Laganas. To takie Las Vegas Grecji. Neony, plastik i dziki tłum. Chociaż do wysepki Cameo rzut beretem…. Im większa miejscowość, tym też więcej leży w niej śmieci.

Grecy

Uśmiechnięci, otwarci, przemili, kochają Polaków. Polski język jest tutaj równie mocno słyszalny jak angielski…. Dogadać się można z nimi gestykulacyjnie, po angielsku, ale znalazłam też takiego Greka, który świetnie mówił po polsku. Pracował w knajpie i twierdził, że od dwóch lat mają zalew Polaków. Od dwóch lat… Ciekawe, czy 500+ ma coś z tym wspólnego…

A, miałam po wyspie jeździć skuterem. Miałam. Bo jak zobaczyłam, jak Grecy jeżdżą autobusami i autami (większość aut to małe Hyundaie i Toyoty), to zrezygnowałam. Moje córki potrzebują matki. Doceniam Greków za ich otwartość, ale i wyważenie. Zapraszają do knajpy, ale nie ciągną za rękaw. Witają się w sklepie, ale nie namawiają na nic. Nie mają pretensji, gdy wychodzi się z niczym. Są jednak niezłymi syfiarzami. O domy raczej nie dbają. Ma się wrażenie bałaganu.

Jedzenie

Teraz najlepsze: podczas całego pobytu robiłam sobie tylko kawę, otwierałam piwo Mythos typu radler i zrobiłam sobie dwa razy kanapkę, przekładając paskudne, puszyste bułki sosem tzatziki. Resztę obrabiałam spinakopitą, pitą gyros, baklavą i chodzeniem po knajpach na: musakę, sałatkę grecką, królika, ośmiornicę.

Paskudna bułka z dobrym sosem i piwkiem
Nieprawilna, bo z dodatkami, ale smaczna mousaka
Śpiące wino
Ciasto filo na ciepło z serem feta. Jadałam na śniadania.
Lody z Maltesers. Nie mam nic do dodania.
Bardziej prawilna mousaka
Grecka sałatka i frappe
OŚMIORNICA z grilla. Najlepsza!
Kot. Koty tam chyba nic nie jedzą.

Ogólnie przeżarłam tyle, ile normalnie przeżeram w miesiąc, ale WARTO BYŁO. Pamiętam, że gdy byłam w Hiszpanii, kręciłam nosem na hiszpańskie jedzenie. Niewiele mi tam smakowało, a wtedy koleżanka, u której mieszkałam, powiedziała, że w takim razie powinnam jechać do Grecji. Tam mi powinno coś zasmakować. I prawda.

Chociaż teraz się zastanawiam, czy ona nie mówiła o Włoszech….

Ceny

Uwzględniłam absolutnie niezbędne produkty i dania.

piwko Mythos w sklepie 1 euro, w knajpie 2 euro
kieliszek wina w knajpie 2 euro
mojito 7 euro (no kurwa!)
butelka wina Retsina 2-3 euro
butelka wina Robola na lotnisku 5,5 euro
ouzo od 2 euro za „małpkę”
pita gyros, czyli pita z mięsem, sosem tzatzyki, pomidorem/ogórkiem i frytkami 2-2,5 euro
ośmiornica z ziemniaczkami i sałatą oraz ryżem 8-12 euro
królik w sosie pomidorowym 9,5 euro
frape (with sugar and milk) 2,5 euro
sałatka grecka 4,5-6 euro
musaka 6-9 euro
spinakopita albo filo z serem 2,5 euro
6 butelek 1,5l wody źródlanej (ta z kranu nie nadała się do picia) 1,6 euro
4 kawałeczki baklavy 1,4 euro
lodowy rożek lub inny lód znanej marki 2 euro

PS. Jebana niemarkowa ice tee 500 ml w barze kina w polskim mieście powiatowym – 1,8 euro…

Co ze sobą zabrać?

Wzięłam walizkę o pojemności 100 litrów, zapełniłam ją w ⅔.

Najcieplejsze ciuchy miałam na sobie. Przede wszystkim warto mieć krótkie spodenki, spodnie z lnu, lekkie sukienki, kostium kąpielowy, krem do opalania i to razy dwa, bo tutaj te kosmetyki kosztują skandalicznie dużo (np. zwykła Nivea SPF30 – od 10 euro).

Komary też paskudnie gryzą. Warto wziąć nawet Raida z wtyczką i podłączać wieczorem. Do tego kremy odstraszające i na ugryzienia.

Buty do wody koniecznie! I zabierajcie je też na wycieczki. Na Kefalonii najpiękniejsza plaża była kamienista i osoby, które nie miały butów, cierpiały. I mówiły, że buty mają, ale zostawili w hotelu.

A poza tym wszystko i tak się dostanie na miejscu….

W drugą stronę warto zabrać ze sobą wino Retsina (z żywicą sosnową), Robola (młode wino wytrawne), prawdziwy (nie z marketu) miód pomarańczowy, bimber różany/miodowy (różany podbił serce babci…), mydełko oliwkowe, magnesy i co tam sobie chcecie.

Ja przywiozłam też oliwę z oliwek i dwa pluszowe żółwie Karreta-Karreta. Sklepów z pamiątkami tam nie brakuje, a na lotnisku przymykają oko na nadbagaż. Miałam kupić sandały. Niestety w Alikanas były niespecjalne. Fajne widziałam… z okien autokaru, w miejscach, w których nie mogłam zrobić zakupów.

Maska

Ostatni dzień. #lastday #holidays #zakrótko

A post shared by Matka Sanepid (@matka_sanepid) on

Pytacie mnie o maskę do nurkowania, a dokładniej do snorkelingu. Mam taką, dzięki której oddycha się przez nos. Kupiłam ją w Decathlonie (obecnie są dwa rozmiary S/M i M/L, 99 zł bodajże). Kupiłam, ale nawet nie odcięłam metek, bo wiedziałam, że Grecja to nie Egipt i że życie podwodne nie jest tak ciekawe, nastawiłam się więc, że ją zwrócę. Jednak, gdy już odcięłam metkę i spróbowałam, pływanie w masce okazało się o wiele fajniejsze niż takie ot, po prostu. Można poobserwować różne rybki, kraby, rozgwiazdy, jakieś omułki. Za pierwszym razem zobaczyłam śliczną muszlę, chciałam ją zabrać do domu, ale nagle muszla wyciągnęła nóżki i przede mną uciekła. Innym razem widziałam całą rodzinę – 3-4 duże osobniki i z 5-6 malutkich. Krążyły zbite w zgrabną kupkę. Maskę warto mieć ze sobą także podczas rejsów na żółwie czy na Zatokę Wraku oraz na wysepkę Cameo. Są miejsca, kiedy przewodnicy pozwalają zejść z łódki i ponurkować w głębinach. Tam jest o wiele ciekawiej! Tylko najpierw nauczcie się maskę dobrze zakładać i dopasowywać, bo ja zeszłam w miejscu, gdzie głębokość sięga 6 metrów i mi górą woda leciała. Ona dołem przez zawór wypływa, ale podrażniła mi oczy i ostatecznie pływałam, miotając się i szukając drabinki na łódkę.

Najlepsze selfie z wakacji

Parasole

Parasole i leżaki na plażach są płatne. Ok. 5-7 euro za dzień, czasami ta cena obejmuje zestaw dwóch leżaków i parasol. Moja rada jest taka: jeśli potrzebujecie cienia, to kupcie parasol i jakiegoś dmuchańca (np. w postaci fotela) w sklepie na miejscu. Zapłacicie ok. 15-20 euro i będziecie je mieli na wyłączność. Dmuchańca zabierzecie, a parasol zostawicie w hotelu. Po tygodniu i tak będziecie “do przodu”. Ja się bez parasola obyłam, ale jak będę jechała z dziećmi, to tak zrobię. Sam parasol to ok. 10 euro.

No, to koniec wymądrzania się. W końcu ja byłam tam tylko tydzień, a przeciętny Polak był w Grecji z 5 razy. Dla mnie to jest początek greckiej przygody. I tutaj przejdę do sedna, czyli do mojego rozczarowania.

Wrak z Navagio
Wrak z Navagio
Łódki w porcie
Monastyr Dionizosa
Monastyr Dionizosa

Jeziorko Melissani na Kefalonii

Grecja – rozczarowanie

Myślałam, że polecę do Grecji, zobaczę tę plażę z wrakiem, wrócę i tyle. A Grecja mnie urzekła atutami, których zupełnie nie brałam pod uwagę: plażami. Naprawdę nie jestem osobą, która lubi wylegiwać się na piasku i opalać. A tymczasem tutaj przyniosło mi to wielką radość. Przenoszenie się z plaży na plażę, za każdym razem na inną: a to z piękną, lazurową wodą, z białymi otoczakami, a to śmierdzącą siarką i z wodą z kolagenem, a to na prywatną na wyspę Cameo pozwoliło mi odkryć, że na niewielkim obszarze jest tyle zaułków i barw, że nie sposób tego opisać. Wchodziłam zawsze do wody, pływałam, leżałam, podziwiałam te niezwykłe odcienie niebieskiego: od granatu przez turkus po błękitny, czułam się błogo i chciałam zatrzymać te chwile na zawsze. Zamiast postawić “ptaszka” na swojej i tak dosyć bogatej liście “must see”, zaczęłam dopisywać kolejne miejsca… Bo przecież jeszcze Korfu, Rodos, Santorini! Muszę to zobaczyć!


12 thoughts on “Zakynthos – moje wielkie greckie rozczarowanie”

  1. Ja tylko Ci podpowiem że maski easybreath nie służą do nurkowania (zawierają za dużo powietrza)… tylko do snurkowania. A co do internetu, a właściwie jego braku w telefonie Play… to pewnie nie przestawiłaś sobie opcji danych w roamingu (telefon często ma ustawioną tylko opcję dane w roamingu krajowym).
    Ale obie rzeczy są super, też mamy takie maski i telefony w Play 😉
    Ale na wakacje zabieram jeszcze klasyczną maskę z oddzielną rurką + płetwy – polecam właśnie do nurkowania.

      1. No to może była jakaś awaria lokalnej sieci z której korzystałaś na miejscu… lub skończył Ci się bezplatny pakiet danych w UE? Tak miałem jak byłem na małym eurotripie (Francja + Włochy) i korzystałem przez 2 tygodnie x google map. W Austri skończył mi się pakiet i… koniec nawigacji 🙁

        1. jak tylko wylądowałam w Grecji, dostałam wiadomość, że hura, możesz korzystać z darmowego roamingu. A po jakimś czasie info, że opcja jest zablokowana. Będę drążyć, jak znowu gdzieś wyjadę…Bo tak ostatecznie, to nawet dobrze mi było bez netu. Nie kusił. Oglądałam, wypoczywałam, dopiero w hotelu się łączyłam.

  2. LUDZIE OPAMIETAJCIE SIĘ, CZY BEZ INTERNETU NAPRAWDĘ NIE DA SIĘ ŻYĆ. Jadąc na urlop nie zabieram żadnej elektronik (przepraszam oprócz aparatu fot. Ale nie ten w telefonie)

  3. Dlaczego w tytule jest „rozczarowanie”?ja cały czas bije się z myslami czy warto jechać..i w sumie po przeczytaniu tego wszystkiego nie wiem.rozczarowała Panią Grecja czy oczarowała w końcu…?

    1. Grecja – rozczarowanie
      Myślałam, że polecę do Grecji, zobaczę tę plażę z wrakiem, wrócę i tyle. A Grecja mnie urzekła atutami, których zupełnie nie brałam pod uwagę: plażami. Naprawdę nie jestem osobą, która lubi wylegiwać się na piasku i opalać. A tymczasem tutaj przyniosło mi to wielką radość. Przenoszenie się z plaży na plażę, za każdym razem na inną: a to z piękną, lazurową wodą, z białymi otoczakami, a to śmierdzącą siarką i z wodą z kolagenem, a to na prywatną na wyspę Cameo pozwoliło mi odkryć, że na niewielkim obszarze jest tyle zaułków i barw, że nie sposób tego opisać. Wchodziłam zawsze do wody, pływałam, leżałam, podziwiałam te niezwykłe odcienie niebieskiego: od granatu przez turkus po błękitny, czułam się błogo i chciałam zatrzymać te chwile na zawsze. Zamiast postawić “ptaszka” na swojej i tak dosyć bogatej liście “must see”, zaczęłam dopisywać kolejne miejsca… Bo przecież jeszcze Korfu, Rodos, Santorini! Muszę to zobaczyć!

  4. Na ugryzienia komarów polecam bite away, dobra inwestycja, która chroni całą rodzinę przed skutkami ugryzień komarów. Przykładasz, naciskasz i po bólu, swędzeniu i pieczeniu. Całkowiecie bezpieczne urządzenie dla każdego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz