Jak zmarnować pół soboty?

Jak zmarnować pół soboty?

Umyłam okna w salonie. Może salon to zbyt ostro powiedziane, bo pokój ma 15 metrów, ale okna są dwa. Biorąc pod uwagę, że pojutrze jest święto Trzech Króli, można powiedzieć, że okna umyłam przed świętami. A przynajmniej tak myślałam, bo jak słońce zaświeciło, to się okazało, że zmyłam tylko wierzchnią warstwę tłuszczu po łapach córek i kurzu ulicznego z zewnątrz, a brud właściwy pozostał. Jednak nigdy nie byłam perfekcjonistką, to się nie przejmuję.

Przejęłam się jednak dzisiaj moim zębem, który naprawiany od maja, krojony i łatany kosztował mnie ostatecznie 550 zł i to po zniżkach. Dorzuciłabym trochę, to by mi Szczot cycki zrobił, czułabym się lepiej niż z tym jednym zębem, w dodatku szóstką. Ale nic to. Bardziej boli mnie to, że moje dzieci mają wadę słuchu. Serio, serio. Nie słyszą niektórych zdań, głównie tych zakończonych wykrzyknikiem. Dla przykładu:

– Cicho bądźcie wreszcie!

– Wyłączcie w końcu bajki!

– Posprzątajcie swój pokój!

– Nie rzucajcie się jedzeniem!

– Przestańcie gadać o kupach!

Głuche jak pień są! Miejmy nadzieję, że we wtorek w przedszkolu uszy im przeczyszczą.

A jak je odwiozę do przedszkola, to zrobię obchód księgarni, bo potrzebuję kalendarza książkowego. Nie mam tabletu ani elektronicznego notatnika, więc wszystko zapisuję w kalendarzu wielkości A5. I szukam takiego na rok 2014. Ale nie zwykłego. On musi mieć „to coś”. Jakieś ciekawostki na stronach, może zdjęcia albo rysunki, może przepisy na obiad lub wróżbę na każdy dzień. Będę ten kalendarz widzieć codziennie przez kolejny rok. Będę go otwierać wielokrotnie w ciągu tych 365 dni. Musi być wyjątkowy. Sama nie wiem. Szukam i nie mogę znaleźć….

 

 

PS. 1 Przez święta przytyłam. Dokładnie 0,5 kg. I nie… nie poszło w cycki.

 


35 thoughts on “Jak zmarnować pół soboty?”