A gdy się przebije balon…

A gdy się przebije balon…

Ostatnio niewiele jest sytuacji i osób, które potrafią wytrącić mnie z równowagi. Półtora roku terapii, wewnętrzna medytacja, zrzucenie 500 gramów i mruczący kot wprawiają mnie w dobry nastrój. No chyba, że muszę porozmawiać z ojcem moich dzieci, albo usłyszę Lisickiego w Trójce, wtedy faktycznie podchodzi mi ciśnienie pod górną granicę.

W każdym razie przez dobrych kilka tygodni olewałam wiele rzeczy, które olać powinnam już dawno. Nie uczyłam CD czytania, nie zwracałam uwagi na jej oceny, nie pytałam po milion razy czy odrobiły lekcje, nie dociekałam, dlaczego w pokoju panuje kompletny burdel…

Aż tutaj nagle… wieczorem, dokładnie przed 22.00, CD przyszła z czytanką, bo przecież zapomniała, że ma się nauczyć czytać. Wróciła po 7 rano dnia następnego, bo przecież wieczorem nie dała rady przeczytać całej. Potem okazało się, że w plecaku ma pomidory z września i rzodkiewki z listopada, za to nie ma w piórniku ani jednego naostrzonego ołówka i żadnej z licznych nakładek poprawiających sposób chwytania kredek. Nie ma też kleju i nożyczek, książki do tornistra wciśnięte są na siłę, a okładki pozrywane. W tym samym czasie Córka Pierwsza, jakby zupełnie wyzbyła się instynktu samozachowawczego, przyznała, że lekturę pożyczoną z biblioteki zgubiła. A na jej nowiuteńkiej książce Mizielińskich stały sobie wyklejone z plasteliny ludziki. W poszukiwaniu nożyczek i temperówki zajrzałam do ich szuflad w biurkach, a tam rzodkiewki z września, pomidory z października i kalarepa z listopada. Podejrzewam, że z listopada 2016. Poza tym papierki po wszystkich cukierkach, które zjadły w ciągu roku i album do Świeżaków.

I jak nie wypierdzieliłam tej plasteliny i tego piórnika do kosza na śmieci, jak nie wywaliłam tych wszystkim papierów, papierków i zgniłych warzyw na podłogę, jak nie powiedziałam, że w smrodzie jak z Szadółek niedługo będą mieszkać… tak córki obiecały, że posprzątają.

Nie wierzę im, ale jakoś spokojniejsza jestem. Jakby ze mnie wszystko uszło. Puf!


6 thoughts on “A gdy się przebije balon…”

  1. Kurczę Matko podziwiam bo mnie mega wkur…. łapie jak widzę marchew z zeszłego tygodnia rosnąca w plecaku.A kredek 3 kolory bo reszta się zgubiła i ona nie pomaluje w religii bo kolorów nie ma a w pokoju kredek dla co najmniej 5 dzieci.
    Więc szacun i ukłony

  2. Szkoda, że ja tak nie mogę zrobić 😐 Mam z córką wspólny pokój….więc co „rośnie” na jej podłodze to i na mojej. A ręce dawno mi już opadły i wiara w jakąkolwiek zmianę uleciala bezpowrotnie😏

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz