Coś mi tu śmierdzi….

Coś mi tu śmierdzi….

Jak zapewne wiecie, dzieci lubią kupy. Pisałam o tym wielokrotnie. Babcia, która posiada wiedzę psychologiczną, a obudzona w środku nocy bez zająknięcia podaje najważniejsze fakty z życia Freuda, w jakiś mądry sposób to tłumaczy. Ja jedynie czekam, aż wreszcie się ten etap skończy… Chociaż w sumie nie wiem, czy nie lepsza bierna fascynacja kupą u przedszkolaka, niż czynna seksem u nastolatka.

Wzięłam córki na wycieczkę rowerową. Ot, 8 km po okolicy. Czyli po wsi. Córka Druga za mną w foteliku, czyli blisko na tyle, że swobodnie możemy rozmawiać.

– Mamo, a czyja kupa tak śmierdzi?

Zaciągnęłam się głęboko powietrzem, rozejrzałam po okolicznych polach i mówię:

– Pewnie krowy.

Po chwili znowu pada pytanie:

– Mamo, a tutaj czyja kupa tak śmierdzi?

– Pewnie świnki, bo tutaj chlew jest….

Nie minął kwadrans, a do nozdrzy córki dotarły kolejne aromaty. Tym razem końskie.

– Mamo, a czyja kupa tak śmierdzi?

Myślę, bo już pewności nie miam.

– No mamo… Czyja kupa tak śmierdzi?

Rozglądam się, bo naprawdę nie wiem czy mijamy chlew, oborę, stajnię czy po prostu mieszkanie kandydata do programu Perfekcyjna Pani Domu.

– No coooooo tak śmierdzi????

– Wieś!!! To wieś tak śmierdzi!

– Aaaaaaaaa…..

Więcej nie spytała. Dżizas…..


24 thoughts on “Coś mi tu śmierdzi….”