Czasami się poddaję

Czasami się poddaję

Jeszcze nie ma nocy, a moje dzieci już zawładnęły moją kanapą. Najpierw Córka Druga odmówiła zasypiania w swoim łóżku i rozłożyła się na mojej kanapie. To akurat żadna nowość, zawsze to robi, gdy w dzień się zdrzemnęła i nie czuje zmęczenia wieczorem. Ale dzisiaj zbuntowała się także Córka Pierwsza. Przylazła, od razu zaczęła popłakiwać i oznajmiła, że „sama w łóżku to ona nie wyleży”. Piękne zakończenie równie pięknego dnia, który zaczął się już o 6 nad ranem. Dzień awantur, buntu, tupania, pyskowania. A to chyba nie jest pełnia. Ale były też perełki.

– Dziewczyny, zbierajcie się, jedziemy do mojej księgowej!

– A jak wygląda twoja księgowa?

– Pojedziemy, to zobaczycie.

Wyrzuciłam je na ganek, a sama ogarniałam kwestie butów, kluczyków do auta, dokumentów do zabrania, a gdy otworzyłam drzwi usłyszałam głos Córki Pierwszej:

– A wiesz kto to jest ta księgowa?

– Nie – odpowiedziała Córka Druga.

– To taka osoba, która czyta książki…

Cóż, wytłumaczyłam, że to nie do końca tak, a pod samym domem księgowej zaproponowałam:

– Może zaczekacie w aucie, ja tylko zaniosę dokumenty, podpiszę coś i wrócę?

– Nie mamo, bo chcę zobaczyć jak wygląda twoja księgowa…

Poszły, pooglądały, wydawały się zadowolone. A potem w markecie zmasakrowały jakiegoś faceta. Pchały wózek taki mały, w który wstawia się dwa zwykłe koszyki i walnęły faceta w nogę. Koleś miał z dwa metry wzrostu i ze 130 kilo wagi i skamlał jak pies, bo dwie małe dziewczynki uderzyły go wózkiem. W sumie nie wiem, czy aż tak silne są moje dzieci, czy faceci to jednak są mięczaki…. Przeprosiłam, ale jak mi zaczął ględzić, że nie pilnuję dzieci, to miałam ochotę mu zagrozić, że przywalą mu tym samym wózkiem w krocze.

Potem musiałyśmy pójść po nasz samochód (od wczoraj jeździłam babcinym, bo Honda w naprawie…). Droga na skróty prowadziła przez las.

– Nie chcę iść przez las, boję się – zaprotestowała moja starsza latorośl. Na szczęście żarłoczna latorośl, bo gdy obiecałam, że w lesie poszukamy czegoś do jedzenia, poszła bez szemrania. I wieczorem opowiadała Ojcu Biologicznemu:

– A ja jadłam poziomki w lesie.

– Jak to w lesie? Tak prosto z lasu? Bez mycia? A co jak wiewiórki na te poziomki nasiusiały?

Tak. Żeby osikane poziomki były jedynym moim problemem dzisiaj. W tym dniu koszmarnym, wciąż trwającym. W którym znowu nie napiszę żadnego porządnego tekstu. Bo one wciąż nie śpią, pies leży obok i śmierdzi psem, a noga boli, bo użarło mnie coś znacznie gorszego od komara. Coś co sprawiło, że mam na nodze opuchliznę wielkości mandarynki w kolorze śliwki.

To co? Altacet na nogę, wermut ze Spritem na dobry sen?


9 thoughts on “Czasami się poddaję”

  1. Tylko nie pomyl:-))

    polecam hydrocortyzon w maści ( bez receopty). na wszelkie użarcia – zawsze mam w domu, bo mi chłopię nawet po komarze puchnie….

  2. Facetowi w markecie trzeba było powiedzieć że dziewczynki wrażliwe są i mogą mu drugą nogę umyślnie potraktować 😉 A by się zdziwił 😀

  3. Altacet złagodzi ból. 😉
    Dziewczynki dały się we znaki panu z supermarketu i bardzo dobrze, następnym razem zejdzie im z drogi. 😉
    Tekst jest w porządku, nie ma co płakać. 😉
    Pozdrawiam i przesyłam wenę. 🙂

    PS Zapraszam do mnie 🙂

  4. A ja tak z innej beczki powiem ze szalenie zazdroszczę ci tego wermutu dziś i tych piw kiedys… tez bym chciała i w sumie mogę ale mój organizm reaguje sennością na jakąkolwiek dawkę alkoholu wiec po którymś razie kiedy to rano wylewałam zwietrzały płyn ze szklanki stwierdziłam, że widocznie alko i ja nie bedziemy sie przyjaźnić (ale sypiać jak widać możemy:P )

  5. Czyli dzień jak co dzień 🙂
    U nas w porze zasypiania kanapa zajęta i tylko słyszę 100 razy ” mamooooo!!! titusia” ( czyli poduszka jej) i z 1000 razy ” chce sie tituluć” ( przytulić znaczy) ja wiem to urocze i słodkie, no ale nie dwie godziny po porze spania i z częstotliwością 50 razy na minutę…
    A sytuacja marketowa? Nie ma co przepraszać i tłumaczyć nie wiadomo jak… jeśli ktoś ma dzieci – zrozumie a jak bezdzietny to nie zrozumie i nie uwierzy, że to normalne u dzieci
    Trzymaj sie Matko 🙂

  6. e tam,bąblowce na owocach lasu,antybiotyki w mięsie,w powietrzu,wodzie i glebie też pełno trucizny…marchewka z kubusia przy autostradzie rośnie,a i jeszcze GMO!dziw,że ludzkość jeszcze nie wyginęła!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz