Historia krwawa, bo sport to zdrowie

Historia krwawa, bo sport to zdrowie

Córka Pierwsza potrafi jeździć na rowerze. To już wiecie. Przez dłuższy czas jednak, żeby się mogła podrapać po tyłku chociażby, musiałyśmy zatrzymywać się podczas jazdy, bo nie potrafiła kierować jedną ręką. Weszłam jej więc na ambicję i kazałam się nauczyć prowadzić na zmianę prawą i lewą, choćby po to, żeby mogła zasygnalizować, że skręca. Oczywiście, jak się tylko nauczy na tip top rozpoznawać kierunki… Gdy raz jej powiedziałam, że ma zjechać na pobocze po prawej stronie, to skręciła w lewo, na sam środek jezdni. Szczęście, że nie prosto pod pędzące auta. Jak ją wtedy dogoniłam, to o mało jej głowy z płucami nie wyrwałam, ale gdzie lewo, a gdzie prawo już w miarę kuma.

No i jedziemy sobie na rowerze przez las, a Córka Pierwsza ucieszona:

– Zobacz, umiem prowadzić tylko lewą ręką!

i podniosła prawą rękę.

– A teraz prowadzę tylko prawą ręką! – krzyknęła trzymając w górze lewą.

– To teraz jedź bez rąk! – zaproponowała Córka Druga.

I okazało się, że zdanie Córki Drugiej jest dla CP wyrocznią. Czy muszę tłumaczyć, jak ciężko zebrać z ziemi ryczącą i zasmarkaną rowerzystkę, gdy ma się w foteliku na rowerze rosłą trzylatkę mówiącą do siostry: „Musisz jeszcze poćwiczyć jednak….”?


18 thoughts on “Historia krwawa, bo sport to zdrowie”