Kot w dzikim pędzie

Kot w dzikim pędzie

Nie spałam przez pół nocy, bo kot biegał.

Kociarze mogą na tym skończyć czytanie mojego wpisu, ponieważ dokładnie wiedzą, o co chodzi. Osobom, które nie mają doświadczenia, mogę wyjaśnić.

Otóż kot ma na mięciutkich łapeczkach takie poduszeczki, dzięki którym przemieszcza się bezszelestnie, gdy poluje na myszy, ptaszki, ewentualnie kulki z aluminium. Jednak, gdy ma ochotę pobiegać w nocy po domu, jego przygotowania są długie i nużące.

Kot domowy najpierw opracowuje trasę biegów. Zwykle przecina ona:
– najbardziej chybotliwą lampę stojącą,
– krzesło z oparciem,
– kanapę z nową narzutą, o którą kot radośnie haczy pazurami,
– zasłony i firany do półtora metra wysokości,
– doniczki ze storczykami, ale tylko tymi, które akuratnie pięknie kwitną,
– wystające spod kołdry gołe nogi służącej,
– wystającą głowę służącej,
– drugiego kota, który na bieganie nie ma najmniejszej ochoty.

Kiedy trasa jest opracowana i wybrana godzina biegów, czyli 2-4 w nocy, kot siada i na te swoje poduszeczki, ale tak, żeby nie ograniczać wolności pazurom, nakłada ciężkie, podkute buty z ostrogami i się krówa zaczyna maraton…..


One thought on “Kot w dzikim pędzie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz