Na dzieci zawsze można liczyć

Na dzieci zawsze można liczyć

Zdarza się rzadko, że mam jakieś spotkanie służbowe poza domem. Czy szkolenie jakieś, rozmowę o pracę. Ale jak mam, to dzieci robią wszystko, by mi zadanie utrudnić. Ostatnio, gdy jechałam na szkolenie, to dzień wcześniej dostały gorączki. Wczoraj o godzinie 11, gdy akurat siedziałam przed komputerem i klepałam tekst dla klienta… w siedzibie klienta, zadzwonił telefon.

– Czy może pani odebrać Córkę Drugą? Mówi, że źle się czuje, brzuch ją boli.

Mocno starałam się nie przeklinać, przedzwoniłam do babci, babcia odebrała obie. O 12 wysłała SMS.

– Jedzą naleśniki. Żadna nie wygląda na chorą.

Podobno CD cierpiąca wyszła z klasy, stękając się ubrała, a jak tylko zobaczyła starszą siostrę, ból brzucha przeszedł, jak ręką odjął. Dodam, że to nie był jej pierwszy taki numer, ale coraz lepiej jej to wychodzi…

A potem było gorzej. Ponieważ jedna i druga zadały mi dwa pytania.

– Mamo, a co to jest amplituda?

– Mamo, a co to jest in vitro?

Ile ja się namęczyłam, żeby o tej amplitudzie im coś powiedzieć…

_______________________

PS. 1. Szkolenie dobiegło końca. A ja żałuję. To były dwa fajne dni, z wesołymi ludźmi. Zachciało mi się pracy na etacie nagle….

PS. 2. Wsiąkłam w Homeland. <3

PS. 3. Ostatnio wymyśliłam, że kupię sobie ciepłą, nieprzemakalną, czerwoną kurtkę z kapturem z futerkiem, sportową, ale zakrywającą nerki, za max. 200 zł. Kupiłam w kwadrans. Za 99 zł (przeceniona z 269). Jestem mistrzynią zakupów.

PS. 4. Wczoraj babcia wyłączyła odbiornik dzwonka przy furtce, bo potrzebowała gniazda na podłączenie mopa parowego. Gdy skończyła, nakryła listonosza, jak przerzucał moje 6 paczek z Aliexpress przez płot, bo się w skrzynce nie zmieściły…. Ale nie, nie jestem uzależniona.


7 thoughts on “Na dzieci zawsze można liczyć”