Na dzielni jestem menelem

Na dzielni jestem menelem

Otóż. Sąsiad przyjechał. Ten co przyjeżdża tylko od czasu do czasu i z którym córki nawiązały przyjaźń. Wisząc na płocie zwierzają się, że mama im kazała umyć auto, a one przecież są takie zarobione, albo że CP obcięła sobie palec. No i jeździ sąsiad kosiarką, a wzdłuż płotu, razem z nim córki, które zadają pytania. Sąsiad więc kosić w spokoju nie może, bo co chwilę wyłącza kosiarkę, zatrzymuje się i mówi:

– Tak, tak, ładny masz warkoczyk

i tym podobne. Coś czuję, że ziemia w najbliższej okolicy niedługo mocno potanieje. W takim sąsiedztwie….

Ale nie to jest moim największym zmartwieniem. Otóż. Od dwóch tygodni gadam dziewczynom, że nie wolno oddalać się z domu bez pytania, że nie wolno zostawiać rowerów byle gdzie, nie wolno pójść sobie do koleżanki i nie mówić mi o tym. I co??? Poszłam powiesić pranie w ogrodzie i złapałam Córkę Drugą, jak biegła po ulicy do sąsiadów, a rower Córki Pierwszej znalazłam po drodze pod płotem, gdy gnałam za Córką Drugą, żeby ją wychowawczo opierdzielić….

I dochodzę do wniosku, że skoro do tych moich pind* i tak nic nie trafia, to po domu powinnam w kiecce łazić. I w pełnym makijażu. Bo co latam po tej ulicy, to w dziurawych getrach, rozciągniętym swetrze i kapciach z Biedronki. A się nie będę przebierać za każdym razem, gdy szukam dzieci…

– Liczysz, że spotkasz gdzieś po drodze jakiegoś księcia z bajki? – spytała Marjanna, gdy powiedziałam jej o tym, jak bardzo martwi mnie mój wioskowy image.

– No pewnie! Albo że przynajmniej ludzie się nie będą mnie bali….

* Moja koleżanka zwraca się do nas per „wieśniary”. Więc mówcie, jak wolicie…


8 thoughts on “Na dzielni jestem menelem”