Na zielonej trawce

Matka pokochała ogródek. Nie, nie żeby zaczęła uprawiać fasolkę i sałatę. W ogrodzie MS spożywa posiłki, buja się na huśtawce, wyleguje na leżaku, a przede wszystkim pracuje. OB jej zwiększył abonament w sieci komórkowej, by mogła mieć Internet. Jakiś czas temu zakupiony laptop ma baterię, która trzyma nawet dosyć długo (poprzedni nie miał baterii wcale), więc matula może pisać spod wierzby płaczącej.

Córki też pokochały ogród. Ale stałym elementem krajobrazu musi być Matka. Matka jak wyjdzie, to musi wrócić. Matka musi być ciągle. Najlepiej żeby Matka nawet w krzaki sikała, bo do wc jej wyjść nie wolno. A jak już przypadkiem Matce uda się przekonać dzieci, żeby się odrobinkę pobawiły same… że mają piasek z piaskownicy łyżką od zupy przenieść do drugiej części ogrodu. Że mogą sobie wody napuścić do wiader i żreć błoto. Że Matka z okna swe pociechy widzi.. to i tak po kwadransie Matka się zastanawia czy warto było.

Bo zaraz, natychmiast, już córki przyłażą. Na kupę, na siku, po jogurcika, po picie, po loda, po cukierka, bo tak. I już czasami lepiej odpuścić. Niech się kiszą w domu małpy jedne. Niech siedzą i się nudzą. Przynajmniej pod ręką są. Przynajmniej drzwiami nie trzaskają. I w oknie nie trzeba siedzieć.

Bo tak, to Matka lubi ogród. I córki. też.


7 thoughts on “Na zielonej trawce”

  1. Taki ogród to świetny wynalazek :). Moje ostatnio u dziadków na cały dzień zniknęły w takim ogrodzie i tylko na jeść i pić przychodziły, bo siku jeden pod drzewo robił, a córce się zapomniało i polało po nogach nieco 😉

  2. A tam.. Leżaczek i kazać kwiatki zbierać 😀 Wianki upleciesz Matka! A na to mnóstwo stokrotek trzeba.
    Tylko ja ostatnio się tak zaczytałam, że 16-miesięczna Demolka pół miednicy tych stokrotek nazbierała… I żonkili dziadkowych i jakieś drogie, sprowadzane tulipany też 😉

  3. Mam to samo!
    Nawet jak jest w ogrodzie z Tatusiem to i tak co chwilę przylatuje ,bo :
    a to siku się podstępnie zachciało w 2 minuty po wyjściu (a pytałam jak wychodziła)
    a to kwiatki mi co kilka minut musi przynieść
    a to spytać o coś bardzo ważnego.
    I tak w kółko i w kółko a z odpoczynku i pobycia samej ze sobą nici.
    I też się zastanawiam czy nie prościej by było po prostu z nimi wyjść…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz