Nagły zwrot akcji

Nagły zwrot akcji

Czyli Córka Druga jednak musi pokiblować w zerówce jeszcze rok. 3h dzisiaj spędziłyśmy w poradni psych-ped. Dżizas, matko z córkom, zamiast myć okna dla Jezusa, piec babki albo chociaż serial pooglądać, to kiblowałam na korytarzu, żeby się dowiedzieć, że Córka Druga owszem, zadatki ma, ale nie na pierwszoklasistkę, ale na dyslektyczkę. Pisałam, że to potomkini Alberta Einsteina * ? No to wykrakałam, psia jego mać.

Przez to wszystko nie zrobiłam spaghetti. Bo wiecie, kupiłam mielone i myślę sobie – zrobię spaghetti. Ale tak myślałam o tym, że Córka Druga jest tak niedoskonała w mowie i piśmie, że zaczynam bać się tej szkoły, że trzeba ją na dodatkowe zajęcia z logopedą zapisać i na zajęcia z pedagogiem, oraz na rzeźbę jakąś, żeby ćwiczyła łapki, że zapomniałam, że nie mam makaronu. Więc mówię do dzieci, że będą kotlety, ale jak zaczęłam się kręcić po kuchni, to sobie pomyślałam jeszcze, bo ja myślę całkiem sporo, że może babcia ma makaron. Poszłam do babci – miała. Niewiele, ale miała, dała z dobroci serca. No to nastawiłam wodę na makaron, wyjęłam mięso mielone, cebulkę i takie tam i jak już się woda na makaron gotowała, to się zorientowałam, że ja smażę kotlety! Wyobrażacie sobie? Musiałam wyłączyć wodę na makaron a nastawić gar z ziemniakami.

Taki zwrot akcji nagły.

* Ponoć miał dysleksję


62 thoughts on “Nagły zwrot akcji”