Po co ja to robię?

Po co ja to robię?

Jest czerwiec. Tak słyszałam. Dzień Dziecka. Wzięłam córki na krótkie wakacje. Zamiast codziennie rano zawieźć je do szkoły i do 12.30 napawać się ciszą, obwożę je po nadmorskich miejscowościach, czyszczę z piasku, kupuję pizze i lody, funduję rejsy po Zatoce i pozwalam na wiele.

I tylko się zastanawiam: po jaką cholerę?

Jest 3 dzień, a ja jestem strzępkiem nerwów. Mam ochotę spuścić im taki łomot, by sobie zapamiętały, że na wakacjach: nie robi się awantur o byle gówno, nie wyje się wieczorami, zjada się wszystko, co na talerzu, nie drze japy, że chce się zjeść lody na środku ulicy oraz, że wszelkie zażalenia są nie na miejscu, bo to są kurwa wakacje i ja też chcę wypocząć.

Odpoczynek? Wolne? Urlopik? Wykończona jestem. Zmęczona. Wściekła.

Zaczynam więc podejrzewać, że chcą mnie doprowadzić do samobójstwa, które skróci moje urlopowe cierpienia, a je pozostawi na łasce sądu rodzinnego.

Pogodę mamy ładną. Dzieci mam tak jakby po****dolone.


144 thoughts on “Po co ja to robię?”