Podróże kształcą, bary tym bardziej

Podróże kształcą, bary tym bardziej

Pojechałam z córkami do Gdańska. Najpierw miałyśmy przeczołgać się koleją, ale uznałam, że sram na PKP i wolę jechać Hyundaiem, nawet jeśli pali 10 litrów na setkę (mam ciężką nogę). No i córki oczywiście zgłodniały ledwo zobaczyły gdańskie kamienice. To weszłam z nimi do mlecznego baru. Powiem Wam, że to była nie tylko smaczna, ale i pouczająca wizyta.

Otóż, gdy stałam w kolejce po dania, obok mnie z wysokiego krzesła zwalił się w sztok pijany jegomość. A była 12.15, godzina wczesna, koleś najwyraźniej bardzo zaangażowany. Co zrobiłam? Oczywiście podniosłam go jęcząc, że jak na osobę skromnej postury jest dosyć ciężki i posadziłam z powrotem na stołku. Facet mówić nie był w stanie, ale jak on na mnie spojrzał… no pełen wdzięczności był, chociaż trzymał się za głowę, bo nieźle wyrżnął. Przede mną, w tej kolejce stali jacyś starsi państwo mówiący po angielsku. Po akcji z gościem na podłodze wyszli, dzięki czemu kolejka się ruszyła, a ja szybciej mogłam zamówić.

I tak córki, podczas jednej wizyty w barze dowiedziały się, że:

  • Nie warto nadużywać alkoholu
  • Jak ktoś spadnie, to trzeba go podnieść

i najważniejsze:

  • Za 17 zł można się nafutrować leniwymi po kokardę.

Zabierajcie dzieci do barów mlecznych!


18 thoughts on “Podróże kształcą, bary tym bardziej”