Poluję na mamusie

Na moim ulubionym forum rówieśniczym ktoś podrzucił bardzo zabawny artykuł o tym, jak zmienia się życie po narodzinach dziecka. Dawno ze wszystkimi aspektami macierzyństwa się pogodziłam i opis relaksu podczas wizyty u dentysty mnie nie dziwi (chociaż u mnie zamiast dentysty jest ginekolog).

Natomiast fragment:

„- Zaczniesz tęsknić za dorosłymi. Każdy osobnik posiadający w miarę pełne uzębienie, potrafiący samodzielnie korzystać z toalety i posiadający okno na świat w postaci pracy, staje się często ofiarą mamy, która po tygodniach powtarzania „la-la” i „a teraz powiedz am” czuje, że jej mózg ma już konsystencję deserku z bananów. Ma już w głębokim poważaniu, gdzie się podziały Teletubisie i rozpaczliwie poszukuje bratniej duszy, która potrafi tworzyć zdania wielokrotnie złożone i chętnie z tej umiejętności korzysta, a do tego ma podobne doświadczenia. Te kryteria czasami wykluczają innych domowników…”

jest mi baaaardzo bliski.

Po prostu przepuszczam ataki na inne mamy na osiedlu oraz ulicy. Czatuję na jednostki podobne do mnie: trzydziestoletnie, obwieszone usmarkanym potomstwem, których tatusiowie pojawiają się w domu na wieczorny posiłek, spanie i znikają o świcie.

Odkąd zaszłam w drugą ciążę poznałam połowę kobiet mieszkających na osiedlu. Druga połowa mnie unika. Łapię je w przejściu, na parkingu, klatce. Mniej doświadczonym sprzedaję dobre rady albo je szokuję swoim luzackim podejściem do macierzyństwa*. Na sms’a Ciotki M. z tekstem „Idziecie na rower?” budzę Córkę Drugą i Nie Ostatnią, Córce Pierwszej pakuję do łapy suchą bułkę, jeśli nie zjadła obiadu i biegnę najszybciej jak się da. Wszystko po to by chociaż przez chwilę nie musieć się cieszyć z kupy i oceniać jej wielkości („Mamusi, taką duuuuużąąąąą kupę zrobiłam!”) albo nie powtarzać co chwilę „Zejdź z siostry do cholery!” (to do Córki Drugiej i Nie Ostatniej).

Panie na poczcie już się nauczyły, że na sympatyczny zwrot „Ależ ta pani młodsza urosła” podam dokładną datę jej narodzin, wagę urodzeniową, obecną, obwód głowy i opowiem, o której rano wstała. Nie wiem czemu im o tym mówię, ale przynajmniej wiem, że nie odpowiedzą mi „Buuuu, nie obrażaj mnie”, jak Córka Pierwsza.

Jestem straszną gadułą. I mówię szybciej i więcej niż piszę. Wiem, że wydaje się to niemożliwe. Dlatego tak bardzo mi brakuje pracy: cztery koleżanki na zmianie („A wiesz jaki numer dzisiaj moja córka zrobiła?”), kręcący się klienci („O, pani córka jest w wieku mojej, też już raczkuje???”) i szefowa („Dobrze, już przestaję gadać, ale wie pani co…..”) Wreszcie będę wśród ludzi, którzy nie mówią na żółwia „uś”, a na żyrafę „łałasia”. Ba, którzy w ogóle nie mówią o żółwiach i żyrafach! Bo ileż dziennie można dorwać sąsiadek?

* Karmienie półroczniaka kiszonym ogórkiem, zakładanie czapki tylko podczas sztormu, noszenie jednego na plecach, puszczanie drugiego po ulicy na rowerze bez pedałów i inne takie..


3 thoughts on “Poluję na mamusie”

  1. co ty chcesz od ogórków kiszonych? Pyszna sprawa, mój Piotrek też żarł wczesnie i dużo. To jest produkt z tych, co to szkodza bardzo jeśli są podawane w małych ilościach.
    Luzik, luzik, wychowawczy też, to nie będziesz miala wrzodów 🙂

  2. ja jeszcze ten kawalek lubie :” – Uczysz się doceniać czas wolny. Każdy. Łącznie z wizytami w toalecie. Czas drzemek maleństwa to absolutna świętość, kto ją naruszy zasługuje na biczowanie….”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz