Ta chwila, gdy grozi Ci dożywocie

Ta chwila, gdy grozi Ci dożywocie

I tylko to, że nie jesteś psychopatką, powstrzymuje Cię przed wrzuceniem dziecka pod pędzący autobus…

30 stopni w cieniu. Nie, nie narzekam. Nie znoszę zimna, gorąco lubię, zwłaszcza gdy jest takie suche i nie oblepia. Spoko. Wyobraź sobie jednak, że jedziesz na rowerze z 25 kilogramowym ciężarem, bo z Córką Drugą w rowerowym foteliku.  Spada Ci łańcuch. Schodzisz więc, z całych sił trzymasz rower, drugą ręką manewrując przy upieprzonym smarem łańcuchu. Myślałaś, że pójdzie gładko, ale nie.. Okazuje się, że musisz odpiąć CD z fotelika i ją zdjąć, bo zaraz Ci się ten cały rower wypieprzy. Razem z koszem na zakupy, w którym masz flaszkę cydru na relaksujący wieczór. Ale masz ubrudzone ręce, więc szukasz w koszyku chusteczek nawilżonych, nadal biodrem przytrzymujesz rower, CD jęczy, że chce jechać dalej. Wyciągasz ją. Ciężką i wielką z fotelika, stawiasz na ulicy. Obok śmigają auta, bo ludzi gówno obchodzi, że to droga osiedlowa i że jest ograniczenie. Pilnujesz CD, trzymasz rower, nakładasz łańcuch tak, by się upieprzyć jak najmniej, zerkasz czy Ci cycki z koszulki nie wypadają, bo schylasz się mocno i nagle słyszysz za sobą piosenkę, którą nuci uradowana Córka Pierwsza. Piosenkę jej autorstwa. Ze słowami „Aleeee masz dużą dupkę….”

Tak, to jest ten moment, w którym tylko* wizja twardego więziennego łóżka i prysznica raz w tygodniu powstrzymuje Cię przed wrzuceniem własnego dziecka pod jadącą ciężarówkę.

.

.

.

* Niektórzy stwierdziliby, że też instynkt macierzyński, albo nie daj bosze miłość, ale ja bym w te bzdury nie wierzyła.


50 thoughts on “Ta chwila, gdy grozi Ci dożywocie”