Wypluta jestem

Wzięła mnie Córka Pierwsza przemieliła w paszczy i wypluła.

7 dzień z nią w domu. Nie żebym jej nie lubiła, w końcu to moja córcia pierworodna, mój diamencik dyskusyjny, mój trener cierpliwości, moja pani i władczyni, co mnie przepędza ciągle z kanapy, bo jeść chce, pić chce, Barbie fryzjerkę chce, ciastolinę, bajkę i kupę, a sama kupy zrobić nie pójdzie, moja obecność jest obowiązkowa. Debatuje ze mną, uczy mnie, jak swoje racje artykułować klarownie, a przede wszystkim głośno, nie daje mi chwili wytchnienia, pobudza mój umysł do ciągłej pracy, zwłaszcza gdy już kimam albo głowa mnie boli, a tym bardziej, gdy piszę coś błyskotliwego i szukam fajnego zwrotu albo znowu się zastanawiam, jak napisać „rządzić” lub „żądać”. Takie z niej dziecko kochane.

– Mogłabyś przez chwilę nie mówić???! – rzucam co kwadrans z wyrzutami sumienia, że nie mam dla niej czasu, że czasami po prostu nie mam ochoty z nią rozmawiać, bawić się, że hamuję jej naturalną chęć do poznawania świata. Robiąc przelew na konto przedszkola, po którym z alimentów pozostają jedynie nędzne resztki, myślę o paniach wychowawczyniach, które takich dzieci mają dwa tuziny i dają radę. I nawet bym im więcej przelała, gdyby w weekendy zechciały popracować. Bo ja nie ogarniam ciągłych pytań, próśb, wrzasków, głupich pomysłów, tych zasad, o których w książkach czytam, które głoszą, by nie karać i nie chwalić, by się wczuć, by dziecko traktować poważnie i nie oganiać się od niego, jak od natrętnej muchy. Resztkami sił wymyślam jakieś zabawy, to w chowanego, to w łapki, rysowanie, malowanie, lepienie, rozwiązywanie zadań po angielsku, układanie puzzli. Po 2h Disney Junior zastanawiam się, czy córki mają już galaretę zamiast mózgu, czy jednak jeszcze nie…

Ale, Matka Sanepid nie byłaby sobą, gdyby nie widziała światełka w tym tunelu. 4 dni. Tylko 4 dni i wróci Córka Pierwsza do przedszkola. Kochana córeczka moja, cudeńko przemądrzałe, pełne energii niczym wiewiór ze „Skoku przez płot”. I będzie normalnie, z wrzaskami, pytaniami, piciem, jedzeniem dopiero od 16.00.

No się MS uzewnętrzniła, swoją wyrodność odkryła przed Wami i się zbiera do spania. Po 7 dniach z Córką Pierwszą 24 godziny na dobę, z wizją 4 dni jeszcze musi reset zrobić.


13 thoughts on “Wypluta jestem”

  1. O, to nie tylko ja nie lubię mojej Córki? (mimo, że kocham niezwykle)
    Jaka ulga! 🙂

  2. ile ja bym dała za taką paplaninę :/ ehhh mamy w domu małego autystyka i prawie nic nie mówi ehhh życie

  3. Matko Sanepid, toż Ty matka i dlatego swojego dziecia czasami wręcz … nie lubisz :o) to złudne, pocieszę Cię – ja już się wielokrotnie zastanawiałam o co chodzi z tą irytacją, gdy dziecko zaczyna nas nadmiernie dominować swoim głosem – ja np. po prostu potrzebuję swojego czasu, tylko dla siebie – nie na zakupy, sprzątanie, pracę, szukanie informacji w necie dlaczego nie słucha w wieku 2,3,4 itd. lat, tylko DLA SIEBIE (!) a z takim grzmotem trzeba wytrzymać własnie nierzadko kilka dni… :o) pamiętam, jak Nynek miał rozciągniętą infekcję na ok. 3 tyg. (brak antybiotyków i innej chemii) – chodziłam po ścianach, klęłam do otwartych szafek kuchennych, żeby nie słyszał i w tamtym czasie odnotowywałam zwiększone zapotrzebowanie na farbę do włosów – wiadomo w jakim celu :o))) jako „samodzielna m.” doskonale rozumiem o co chodzi :o))) pozdrówka! :o)))

  4. ojeju jak ja to znam… ja niestety nieraz powtarzam moim dzieciom -Kocham Was ogromnie ale momentami nie lubię…
    To trajkotanie nad głową kiedy akurat się skupiam nad czymś, a jak jeszcze 2 w domu to w ogóle koszmar bo się tłuką,popychają i oczywiście kłócą… no ale nic nie poradzimy co? jako nastolatkowie przestaną się odzywać wcale 😉

  5. Właśnie wczoraj, podczas naszego nielicznego „wspólnego” w kąpieli – pacyfikowałam moją dziecinę, która postanowiła ćwiczyć prychanie z rozbryzgiem i dość hałaśliwie – ja pełna wyrzutów sumienia, że ten nasz nieliczny wspólny czas tak odzieram z córcinego samozadowolenia… Wpis Twój o Matko wielce pomocny :-))

  6. o dzieki ci Kobieto Wspaniała!!!!!!!!!!!!!!!własnie dziś moja Terrorystka poszła do p-kola po tygodniu , co prawda tylko na 4,5 h (negocjacje były)ale dobre i to:) dziki ci za ten wpis, dzieki niemu wiem ze nie jestem jedyna w tych odczuciach …chlube to nie jest ale prawdziwe i za ta prawdziwość i szczerość Ci DZIĘKUJE!!!!
    ściskam
    dadacia

  7. Ja też tak z młodym miałam, że nie mogłam się doczekać, aż do przedszkola po chorobie wróci i to ja powinnam była potem odchorowywać każdą jego chorobę. Ale z młodą – jest inna sprawa. Ostatnio siedziałam z nią dwa tygodnie – i to po prostu była prawdziwa przyjemność. Wracać mi się do roboty nie chciało. Aż się tego po sobie nie spodziewałam 😉

  8. Matko, jak ja Cię rozumiem!!! I znam inne mamy, które podpisałyby się pod KAŻDYM Twoim słowem!!! 🙂 Kochamy te nasze skarby nad życie, ale potrafią nam dać w kość zwykłą codziennością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz