Dzieci, idźcie umyć rączki! – nagrody czekają

Dzieci, idźcie umyć rączki! – nagrody czekają

I czyściochów, i umiarkowanych brudasków zapraszam dzisiaj do konkursu, w którym nagrody funduje producent mydła Dettol  – jedynego mydła w Polsce, które usuwa 99,9% bakterii, w tym bakterie E.Coli, Salmonelli i wirusy grypy

Bezdotykowy aplikator Bezdotykowy aplikator

Czy zdarzyło się Wam, że tuż przed wizytą u lekarza okazało się, że Wasze dziecko ma brudne uszy, a na weselu kuzynki maluch pokazał rączki z czarnymi pazurkami? Poczuliście wtedy dreszcz emocji? Pot na czole? Czy obróciliście to w żart?

Każdy rodzic ma na koncie jakieś mniejsze lub większe wpadki…. Opiszcie w komentarzu pod tym postem najzabawniejszą sytuację związaną z ubrudzeniem się Waszego dziecka.

Spośród wszystkich krótkich opowiadań (maksymalnie około 1000 znaków ze spacjami) wybiorę 10 najlepszych. Autorzy tych wpisów otrzymają zestaw produktów Dettol:  trzy mydła z pompką i jedno z  aplikatorem (ogórkowe albo aloesowe). Najciekawsze wpisy zacytuję w następnym artykule, który będzie dotyczył różnych wpadek rodzicielskich i zabawnych sytuacji związanych z posiadaniem nie zawsze czystej latorośli.

Mydło lawendowe Mydło rumiankowe Mydło aloesowe

 Konkurs trwa do 26 sierpnia, do godziny 23:59, a listę zwycięzców podam 27  sierpnia. br. Do dzieła!

Najzabawniejsze i najbardziej oryginalne wpisy opublikuję w artykule 30 sierpnia br..

 


68 thoughts on “Dzieci, idźcie umyć rączki! – nagrody czekają”

  1. Jako wyrodna matka oczywiście miałam taką sytuację 🙂 Czekamy na wizytę babci. Juniorki się nudzą a na dworze właśnie przestało padać.
    Mama, możemy iść na dwór w kaloszach?
    Możecie.
    No i poszli, wpada babcia i zgarnia dzieci do domu.
    Jak wy wyglądacie? Wszędzie błoto, nawet w nosie! Jak można się tak pobrudzić? Przecież to się nie spierze!
    Starszy Junior na to: Babcia, dziecko jest albo czyste albo szczęśliwe 🙂

    1. Kiedy bylismy mlodzi i piekni ok12 lat urzadzilismy ze znajomymi sobotki. Taki zwyczaj na wsi, pali sie opony. Rzecz dziala sie w wielki piatek. Kiedy te opony sie wypalily postanowilismy sie wymazac tymi sadzami. Ubaw mielismy po pachy, gorzej z moja mama ktora nie mogla domyc mlodszego brata do swiecenia. Kolezanka tydzien po tym zdarzeniu miala jeszcze sadze w uszach.

      1. Kiedy mialam lat ok 11 z kolezanka urzadzilysmy sobie salon kosmetyczny. Nieswiadome glupoty wymalowalysmy sobie usta flamastrami, by efekt byl bardziej widoczny wyjelysmy atrament ze srodka. Liszaje chyba przez miesiac leczylam.

        Majac lat ok 5 wysmarowalam sobie powieki lakierem do paznokci. Na szczescie zaczelo mnie szczypac wiec szybko zmylam. Az sie boje jakie rzeczy moim dzieciom przyjda do glowy.

  2. Sytuacja bodajże sprzed 2 tyg. Upalny dzień, jak co rano poszłyśmy z Młodą na rynek po jajeczka, warzywka etc. Wracając, zaszłyśmy oczywiście, do naszej ulubionej lodziarni. Kolejka była spora, ale obiecałam Córce, więc cóż miałam począć? Dzielnie stałyśmy i czekałyśmy… Z nudów Majka zaczęła mi grzebać w torebce, w której codziennie zamierzam zrobić porządek…Powyciągała mi mnóstwo, sama się zdziwiłam jak dużo, papierków :)) Już byłyśmy chyba 3 w kolejce, kiedy nagle Młoda krzyknęła: „:Sisiu i pupę”, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało siusiu i kupę 😀 Przerażona, bo wokół sam żwir, szukałam wzrokiem jakiejś trawki… W tym zamieszaniu torebkę, która była zawieszona na wózku, zostawiłam pod lodziarnią. Maja zrobiła siusiu.. I zniecierpliwiona, trzymając córkę, spoglądałam na torebkę i kolejkę.. Pytam się: „Już?” „Jesce nie”… i tak ze 3 razy. W końcu stwierdziła, że już. Biegiem ją ubrałam i dobiegłyśmy do kasy, wyciągam portfel, kupuję loda… i patrzę na Majkę, a ona ma jakąś brązową plamkę na śnieznobiałej koszulce… Zrobiło mi się gorąco.. Zajrzałam dyskretnie.. a moje dziecko miało, całą, ale to caaaałą pupę w kupie… [Trzymając ją do siusiania i ponaglając, patrzyłam na torebkę na wózku i kolejkę, a nie na to, co dziecko produkuje :D]A babka, którą zdążyłam poznać w kolejce widziała moje przerażenie i mówi: „Widzę, że mama nie wie, że dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe, to tylko czekolada, zejdzie”. Olśniło mnie, Młoda wyciągnęła z torebki papierek po Kinder Maxi.. Odpowiedziałam: „A bo znalazła Flądra mała batonika u mamy w torebce” 😀 I czym prędzej uciekłam z córą, bo kłamstwo już było czuć na kilometr 😀

  3. Moja historia będzie z innej perspektywy bo dziecka które narobiło mamie siary…
    Rok 1999, komunia kuzyna, cała rodzina w komplecie przy stole. Z racji tego, że obiad już zjedzony to dzieci mogły się pójść pobawić na zewnątrz. Ja 12 lat-najstarsza, teoretycznie najmądrzejsza, obarczona opieką, reszta dzieciarni w wieku 7-10 lat. Pada pomysł, żebyśmy poszli na pobliską budowę. Idziemy, jest koncepcja dobrej zabawy. Aby wejść na budowę, trzeba było przedrzeć się przez siatkę i ominąć wielgaśną kałużę błota i cementu. Puściłam młodszych przodem, kolejno przechodzą bez szwanku. Idę ja…i jak nie rypnę w to błoto z cementem! Wyłożyłam się na całej długości. Byłam cała umorusana. Z racji tego, że cement z błotem zmieszał mi się z włosami, wróciliśmy do domu kuzyna.
    I tak ja cała w błocie i cemencie stanęłam na środku pokoju przed całą rodziną. Wszyscy w ryk, a moja mama cała czerwona.
    Do tej pory mi to wypomina, chociaż teraz się już z tego śmiejemy.
    p.s. w sumie to dobrze, że rypłam bo na tę budowę nie poszliśmy w końcu, jeszcze opieprz dostałam, że pozwoliłam dzieciom na budowę się przedzierać 😉

  4. Pewnego dnia mój 4-letni syn był cicho. Stanowczo za cicho. A wiadomo co się święci jak dziecka nie słychać. I niestety trafiło i na nas. Syn był od stóp do głów (tak, tak, czoło też) ostemplowany moją firmową pieczątką. Szorowałam go chyba z godzinę. Niestety jakiś czas wcześniej wpadłam na pomysł kupna wodoodpornego tuszu. Duża część się domyła, ale synek jeszcze dwa dni robił za żywą reklamę mojej firmy 😉

  5. Było to pewnego pięknego i słonecznego lata. Dziecko moje pierworodne, ukochane, wychuchane poszło grać w wielbioną piłkę nożną na pobliskim boisku. Nie było go już ze dwie, trzy godziny. Musiałam wyjść załatwić coś na mieście i czas mnie mocno naglił. Ubrałam się i wybiegłam z klatki i moim oczom ukazał się taki oto widok: mój syn lat 9 wtedy, czarny jak ziemia egipska (dokładnie twarz calusieńka przykryta błotem i tylko oczy wskazywały mi, że nie jest to dziecko czarnoskóre, blond włosy zupełnie niewidoczne pod zlepkiem czarnego błota, ręce czarne do łokci) klęczy przy kałuży na ulicy i słomką (nie pytajcie mnie od czego i skąd ją miał) pije wodę z kałuży…
    Zajęło mi z dobra minutę zanim mój mózg oswoił obraz i postanowił zidentyfikować informację, że jest to MOJE DZIECKO OSOBISTE a nie jakieś rumuński żebraczek…
    Nie bardzo wiedziałam czy wrzucić do domestosu i szorować czy zabić i zrobić nowe 😉

  6. Tymon miał wtedy 8 miesięcy, lipiec, jesteśmy na działce z dziadkami, ciociami, wujkami, kuzynami, no rąk do opieki nie brakuje, więc matka pełen luz, opalanie, prasa, książki. Dziecko je herbatniki? Okej. Dziecko raczkuje po trawce, na czarne kolana i stopy? Umyje się mu wieczorem. Wiadomo, z dziećmi sielana nie trwa wiecznie, nie trwa zwykle więcej niż pół godziny. Tymon nagle słabnie, wymioty, zasypia. No panika kosmiczna w całej rodzinie, na prędkości jedziemy do szpitala, najbliższy 10km od działki. Ojciec bez koszulki, matka bez butów, a dziecko w drodze się śmieje, bawi swoją czapeczką, gada coś tam po swojemu. No jakby nigdy nic. Szpital, izba przyjęć, wszystko zaskakująco szybko, już nas przyjmują, ale wiadomo – matka opowiada że już tu syn mdlał, prawie prawie, a on się smieje i lekarkę na włosy łapie. Lekarz przeprowadza to badanie wstepne, żeby ocenić stan, ja oczywiście już 2 minuty tłumaczę, że my na działce, wakacje, taki brudny bo na trawie ze starszymi siostrami, a tu trach, otwiera pieluchę, a tam więcej trawy niż po skoszeniu hektara łąki. Ojciec zachował pokerface, ale ja wybuchnęłam śmiechem pomieszanym ze łzami.
    Rączki też miał brudne, ale poziom ufajdania tyłka przerósł moje najśmielsze wyobrażenia. Szczególnie w tej sytuacji.

  7. My mieliśmy „brudną” sytuację ale w nieco innym wydaniu. Pojechaliśmy z mężem na początku lipca do mojej szwagierki na chrzciny, Wszystko pięknie, ładnie, do momentu jak już na sali gdzie odbywało się przyjęcie dziecię moje zniknęło bawić się na dworze z dziećmi i tatusiem, Nagle rozległ się pisk babć i cioć siedzących w ogródku na dworze, no więc lecę-trochę mi zajęło w zaawansowanej ciąży poderwać się od stołu. Patrzę a moje dziecko trzyma w rączkach zdechłego gołębia i z uśmiechem na ustach woła : KOKO i dumnie pokazuje wszystkim zgromadzonym zdobycz. Oczywiście mąż mój był tak zagadany z kuzynami, że jak się połapał w sytuacji to zamiast wspierać moje tłumaczenia itd uciekł na sale pod pretekstem pujścia do wc. Do tej pory słyszę komentarze rodziny jak to nie dopilnowane jest moje dziecko.

  8. mnie ZABAWNE zdarzenie miało moresce podczas wizyty położnej. Zaraz przed jej przyjściem przebrałam małego, zauważyłam ze ma zaczerwieniona pupkę. Powiedziałam położnej że mały ma chyba odparzenie i czy może na to zerknąć, rozebrałam go a ona nachyliła się dość blisko jego pupci rozchylając ja lekko aby dokładnie zobaczyć co się tam dzieje, jakie było jej zdziwienie gdy mały w tym momencie pościł bączka z zawartością kupki, a ze bul na moim cycusiu łatwo można się domyślić efektów. mina położnej bezcenna a mały chciał chyba zaznaczyć ze tylko mamusia może zaglądać mu w tyłek 😉

  9. Kiedy urodzil sie moj syn, wszystkim chcialam udowodnic ze jestem idealna. Opowiadalam, jak to dbam o jego higiene. Kiedy pojechal pierwszy raz do mojej mamy, mial taki brud za uszami, ze mama mi to przez miesiac wypominala. Niedopatrzenie… uszy przeciez mu mylam. Na wyczyszczenie ich poszlo 5 chusteczek pampersa. Do dzis wszyscy sie ze mnie smieja jak tylko wspomne, ze cos dobrze zrobilam 🙂

  10. Jak już o kupkach mówimy,to..Chłopcy jak byli malirazem kąpali się w wannie.Pewnego dnia jak to zwykle zostawiłam ich w wannie poszłam przygotowywać kolacje.Za parę minut wracam po nich i czuję „COŚ:. Rozglądam się i nic.Patrzę na nich, na wannę i szok!Jeden z nich zrobił w wannie kupkę i żeby im nie przeszkadzała pływajac w wodzie „odłożyli” ja na połeczkę od wanny!Kupa śmiechu ! 🙂

  11. Moje Córka jest na etapie turlania, tak przemieszcza się po całym domu, ostatnio odkryła zawiasy, które mój mąż posmarował smarem (denerwowało go skrzypienie), Córa spenetrował je tak dokładnie, że na 2 paluszkach pozostała maź, nieszczęśliwe wiatry przywiały do nas, w tym czasie, pielęgniarkę środowiskową, z rutynową wizytą, pani najpierw stwierdziła, że chyba dziecka nie myjemy, zamarliśmy razem z mężem, następnie dodała, że Mała ma brudne oczy (chodziło jej o to, że są czarne jak węgielki) i niewiele myśląc porwała Małą na ręce. Córka sprawdziła kim nowa osoba jest, zostawiając na jej twarzy w okolicach nosa czarne smugi, szybko zabraliśmy Córę wytarliśmy Jej rączki, a pani pielęgniarka wyszła od nas w błogiej niewiedzy o nowym oryginalnym makijażu.

  12. Córka moja bawila sie z psem na podwórku przed domem.Bylo po deszczu wiec z natury biały pies i corka wrocili ubłoceni calkowicie.Córka brudna i ociekajaca blotem wziela z polmiska jablko i patrzac na mnie pyta:
    Myte to?????

  13. Moja Córka pojechała w towarzystwie rodziców odwiedzić Dziadka. Matka jako, że z dorosłymi odkąd na etatcie z dziecmi siedzi, ma mało do czynienia nawet na tę okazje lakier bordo na pazury rzuciła. Dziadek gościł w tym dniu jeszcze swoją familję w tym wścibską cioteczkę lat 135. Młoda szalała po ogrodzie jak dzika. Wyglądała po tym jakby była dzika faktycznie – kolana podrapane, bruda a za paznokciami tzw żałoba. I Ciotka pyta ją czemu ma takie brudne paznokcie. Hanka popatrzyła zdziwiona i odrzekła, że to nie brud tylko Ona pofarbowała paznokcie jak mama. Wyszło, że kolektywnie w domu mydła nie używamy tylko paznokcie farbujemy:-)

  14. Moje dziecko miało 1,5 roku gdy wróciłam do pracy. Czekała nas 2 tygodniowa rozłąka bo wiadomo trzeba nadrobić zaległości. Mała została z tatą, który wziął urlop, napisałam na kartce najważniejsze rzeczy jakie ma robić na bieżąco i poszłam w Polskę jak te 600 chłopa z „Killera”:) w dzień mojego powrotu mieliśmy przebijac małej uszy i miałam się spotkać z moim ślubnym i naszym szkodnikiem w salonie kosmetycznym. Wszystko pięknie, ładnie do czasu…gdy kosmetyczka nie odsunęła małej wlosów z uszu a tam…tyle miodu, że Kubuś Puchatek to by chyba miał zapas na 5 lat!małej aż z uszu wypływało!!!Kosmetyczka krzywo na mnie spojrzała bo skąd kobieta mogła wiedzieć, że matka marnotrawna z trasy dopiero wróciła? Wiadomo…”czułe” spojrzenie na męża mówiące „zabiję Cię w domu Ty dziadu”…wizja czułego powitania zamieniła się w mojego „FOCHA forever na 5 minut”. Tłumaczenie męża „Bo na kartce nie napisałaś” 🙂 NO MASAKRA

  15. Widzę że większość kłopotliwych sytuacji jest związana z kupą, chyba coś w tym jest.

    Mój synuś cycowy więc wiadomo czego można się po nim spodziewać, ale pewnego razu przeszło to nasze wyobrażenie. Siedzimy sobie całą rodzinką w pokoju, Ja z maleństwem na rękach, mąż teściu i teściowa, i rodzeństwo męża. Dziecko ryczy bo chce cyca to wywaliłam pierś i karmię. Sami swoi więc nie ma się czym krępować. W pewnej chwili słyszymy baka, jednego drugiego i kolejnego. Rodziny w pokoju zaczęło ubywać bo nikt nie miał siły żeby w tym smrodzie siedzieć. Zostawili mnie samą i wyszli do drugiego pokoju. Wszyscy. Zostałam tylko ja i maleństwo i masakryczny smród, najchętniej sama bym wyszła :] Niestety musiałam skończyć karmienie. Zmiana pieluchy miała miejsce w łazience w wannie, bo nie było innej opcji przewinięcia go bez dokonania szkód na meblach, szczególnie tych tapicerowanych.

    1. Moja ćórcia uwielbia zabawe jedzeniem,nie ma jak to rączki w jedzeniu,a później rączkami we włosy mamy,jak je wszystko i wszyscy są brudni,kiedyś byłyśmy w szpitalu i Nadusia wzieła sobie czekoladę,zajadając się tak,upaćkała mnie ,siebie łóżko,kiedy próbowałam nas umyć przed wizytą do sali weszła cała ekipa lekarzy z prof na czele,widok lekarzy śmiejących się z nas i komentarz Pana prof,ze ktoś tu nie wie jak mydło wygląda -bezcenne,od tamtej pory zero czekolady i jedzenia przed wizytą lekarską 🙂

  16. Olcia (3l) uwielbia mieć pomalowane paznokcie. Umowa jest taka, że malujemy tylko w weekendy. W ostatni weekend odwlekałam malowanie, bo cały czas miałam coś pilniejszego do roboty.. więc Ola bawiąc się po cichu (ku uciesze mamy) w swoim pokoju pomalowała sobie wszystkie paluszki do połowy (!!!) flamastrami:P… zmyć się przez dwa dni nie chciało;)

  17. Skoro mycie i wszelkie higieniczne sprawy to kwestie codzienne, to i niemal codziennie coś się na tym tle dzieje. Najzabawniejsze historie z udziałem moich Dzieci osobistych… Pierwsza wiązała się z odkryciem, jakiego wraz ze współautorem dokonaliśmy na naszej Córeczce w pierwszych dniach jej życia. Dumnie przywieźliśmy Ją do domu ze szpitala, obnieśliśmy po Jej miejscu zamieszkania i uznaliśmy, że trzeba Ją umyć, bo „taka poszpitalna” i „mało świeża”. Tę pierwszą kąpiel, jak i kilka kolejnych celebrowaliśmy jakby to były ablucje Kleopatry… emolienty, wyparzona wanienka… Szaleństwo w każdym calu. I wydawało się nam też, że i każdy cal Córeczki był dokładnie umyty… Wydawało nam się 🙂 Bo okazało się, że mały człowiek brudny jest w początkach życia zwłaszcza… pod pachami. Ale dostępu do nich broni jak niepodległości. I kiedy wreszcie Gabusia zechciała podnieść nieco rączki i udostępnić nam to miejsce… Zgroza nas ogarnęła. Tam było… Strasznie. Do dziś zaczynam mycie od pach 🙂 A kolejna historia, która rozbawia mnie za każdym razem, gdy ją wspominam dotyczy zębów. Wiadomo, „myjesz zęby, bo wiesz dobrze o tym, kto ich nie myje ten ma kłopoty”… Tia. W piękny lipcowy dzień spotkałam po… ho-ho latach koleżankę ze szkolnej ławy. Zobaczyłyśmy się na placyku zabaw. Ona była z synkiem, a ja z moją Parką 🙂 Jej trzylatek wyglądał jak z obrazka, co też szczerze przyznałam. Na co stwierdziła, że jest świadoma jego urody, ale traci on, gdy się uśmiechnie. I nie da się ukryć. Stan uzębienia… masakryczny. W drodze do domku zakupiłam jagodzianki. I moja Córuś wtrąbiła ich kilka. Wytarłam jej paszczydło jagodowe. I przed drzwiami do klatki schodowej spotkałam sąsiadkę. A że o widoku zębów synia koleżanki zapomnieć nie mogłam, podzieliłam się z nią tym brzemieniem. I z oburzeniem skomentowałam, że nie wolno do czegoś takiego dopuścić i „ja, to myję z Gabusią zęby kilka razy dziennie”… I na to Dziecię moje uśmiechnęło się swoim jagodowym uśmiechem… A mnie ręce opadły 🙂

  18. Pojechaliśmy w zeszłym roku w wakacje w góry. Przy schronisku zrobiliśmy sobie przerwę i każdy się rozsiadł i opalał. Kacper wówczas 2,5-letni już bezpampersowy wiercił się i chodził w kółko. Zapytałam czy nie chce siku, a On mi na to, że „pupa”. Okazało się, że toaleta w schronisku nieczynna. My nie wzięliśmy ani chusteczek nawilżanych ani żadnych ciuchów na przebranie. Dziadkowie mieli na szczęście chusteczki higieniczne i butelkę wody. Majtek już niestety nie dało się uratować, ja ledwo się doczyściłam, ale daliśmy radę.

  19. Mega obciach , ale cóż. Napiszę. Miałam niespełna rok… Moja mama śpi sobie smacznie… Ja budzę się… Nudno jakoś się zrobiło (widocznie).Zawartość pieluchy wylądowała na mojej głowie łozeczku no i…….. w mojej paszczy :(( fuuuuuj…. Wtedy weszła moja Babcia. Mina Mamy bezcenna.
    Jakiś czas temu śpię sobie smacznie. Nagle budzi mnie mąż. Kotku! Kotku! Mateusz zrobił kupę! ja zaspana no i co z tego? Ale Kotku on bawi się nią! Ma ją wszędzie! Nawet w buzi! Tak jak TY kiedyś!
    Uwierzcie mi to było mega traumatyczne przeżycia dla męża.

  20. Moja 11 miesięczna pociecha i radość z upodobaniem raczkuje po całym domu. Ku utrapieniu naszych kotów musi być zawsze przy nich i o ile mamusi (czyt. mnie) nie chce naśladować w żadnych super ważnych czynnościach (np. wkładanie klocków do pudełka) to jeśli koty coś zrobią to ona też musi. Jakiś tydzień temu przyłapałam ją na piciu wody z ich dozownika więc skarciłam, że „be”, że „nie wolno” i straciła zainteresowanie. Jakież było moje zdziwienie kiedy 3 minuty później nakryłam ją przy misce z jedzeniem kiedy to z wyrazem lubości na twarzy wsmarowywała sobie kocią, mokrą karmę w nogi i body. Twarz i włosy załatwiła pod moją nieobecność. Wzięłam elokwentkę pod pachy, zaniosłam do wanny, spłukałam prysznicem i wyjąwszy dziecia z wanny posadziłam na ręczniku na podłodze, żeby zalać wodą to ufajdane body. Sekundę później zarejestrowałam brak obecności człowieka na ręczniku. Córka stała na czworaka w kuwecie. Mokra, w zbrylającym żwirku. Ręce do łokci i prawie całe nogi były pokryte skorupą. W ręku trzymała wielką, kocią kupę.

    Bardzo lubię mydła dettol, ale jeśli jest jakaś możliwość wymiany mydła np. na klatkę dla dziecka to byłabym wdzięczna. Szpachelka do ściągania żwirku ze skóry też może być.

  21. W zeszłym sezonie jesienno- zimowym moje chłopaki dosc czesto chorowały więc wizyty u pediatry byly niemal codziennoscia. Ale podczas takiej jednej wizyty myslalam że schowam pod ziemię. Podczas gdy szykowalam do wyjscia mlodszego syna, starszy F bawil sie i cos tam rysował. Oczywiscie juz bylismy spóźnieni a do tego trzeba bylo załozyc to cale zimowe oprzyrzadowanie więc nie zwróciłam uwagi ze mlody ma podkoszulek wyciagniety. No i u lekarza go rozbieram i moim i lekarki oczom ukazały sie tatuaże, które młody wyrysował sobie pisakami na całym brzuszku, rączkach. Na pytanie lekarki dlaczego sie pomalował opowiedział z powaga „chcę być tatuażystą”. Takie są skutki ogladania z mamusia Miami Ink. Oczywiscie nie musze wspominać jak trudno było te dzieła z niego zmyć. 😀

  22. Nie ma dnia żeby moje dzieci nie były upaprane – zawsze to ręce, to gęba, to nogi – normalka… generalnie mam obojętny stosunek do tego, czy wg innych krążących wokół nas ludzi ktoś sobie pomyśli, że wyrodna ze mnie matka, bo dzieci takie niedopieszczone mokrymi chusteczkami 😉
    Raz jeden miałam zgrzyta 😉 jakieś 3 tyg temu – syn lat prawie 5 pojechał ze mną na spacer z psem (a raczej suką). Syn z racji złamania żuchwy na rowerze gębę miał w gipsie… Pies po operacji kolana rehabilituje się pływankiem 😉 Szukaliśmy więc miejsca idealnego do pływania – interesował nas brak ludzi i łagodne wejście do wody. Znaleźliśmy 😉 tyle, że całe zejście było z gliny, na której nogi ślizgały się jak snowboard po stoku… w połączeniu z wodą, którą pies roznosił wyjmując aport zrobiło się lodowisko… zadek dziecia bilionkrotnie lądował na poziomie 0… pierworodny upaprany był od najmniejszego palca po czoło – jego gips na brodzie miał koloru mocnej kawy z mlekiem 😉 najgorszy jednak był moment schnięcia owej błotnej warstwy – to nastąpiło w samochodzie…;/ do dziś nie umiem tego wyczyścić… dziecku jednak zupełnie nie przeszkadzał ten fakt 😉 jakby nigdy nic po przyjeździe pod dom poszedł w odwiedziny do dziadków 😉 a co – niech wiedzą, że mają wnuka 😛

  23. Lato rok 1991, mieszkamy w bloku, mama urządza imprezę ja i rodzeństwo odpicowani, jako że jestem 10 lat starsza od nich zostałam w domu by pomóc- brat z siostrą mogli wyjść na podwórko ale bron Boże nie pobrudzić się bo zaraz goście. I przyprowadził brat gości zgarnęli go z podwórka – do tej pory się zastanawiamy po czym poznali ze to on – CAŁY był wysmarowany smołą (mama zapomniała, ze dach smołują) a że majstry nie bardzo się przejmowały sprzątaniem po sobie dzieciaki miały co robić. Smoła trudna do zmycia więc mama po butelkę rozpuszczalnika sięgnęła i próbuje zmyć z mistrza nacieki. A ten wyje i krzyczy jak zarzynane zwierze :ratunku mama butelką chce mnie zabić!!. mina gości … bezcenna

  24. Ha!
    A ja jak byłam mała, obcięłam sobie włosy na czubku głowy przy samej skórze i jak tylko zauważyłam, że jednak w tej fryzurze nie jest mi do twarzy, wzięłam klej biurowy i… przymocowałam je z powrotem. Wieczorem mama mnie kąpie i nagle czuje ze mam skorupkę na czubku 😀 uśmiała się i popukała w czoło 😉

  25. Pani Doktor a jak się myje dziecku uszy bo żona nie wie??? Zapytał mój mąż lekarza w poradni rehabilitacyjnej, gdy córka skończyła 10 miesięcy!!!!

  26. Może nie będzie o takim brudnym brudzie z zarazkami, raczej o takim brudzie-bałaganie ale jego też trzeba zmyć.
    Pierwszy Dzień Świąt Bożego Narodzenia. Czekaliśmy na gości, wystrojeni, czyści i pachnący. Ja i mąż dogorywaliśmy na kanapie trawiąc jeszcze wczorajszą kolację a nasza dwuletnia wówczas córka poszła się bawić. Długo było cicho. Za cicho i za długo. Dzieci+cisza=katastrofa. Niby to wiem a jednak. W końcu zwlekłam się z kanapy poszukać małej. Znalazłam. W kuchni. Siedziała sobie grzecznie na podłodze bawiąc się grzecznie mieszanką mąki i wody z niekapka(niekapki kapią, wiadoma rzecz). Całe włosy, oczy, nos, uszy, buzia i ubranko w mącznej mazi. Wysyczałam pytanie:
    – Co robisz mysiu?
    – Bałwanka!
    Przyszedł mąż i jakoś tak, skoro i tak już brudno, przyłączyliśmy się. Nagle do domu wpadają wszyscy goście. Wmurowało ich. Stoją i się gapią(tylko siostra przytomnie zaczęła trzaskać foty). Zastali taki oto widok: Mąż w koszuli i krawacie, ja w sukience i szpilkach, mała w fioletowej falbaniastej sukience siedzimy na podłodze i malujemy na sobie świąteczne motywy mąką. Pierwszy oprzytomniał teściu:
    – Wstydzilibyście się. Pijani od rana?! W Święta?!!!

    1. To absolutnie zasługuje na nagrode! Nie moge przestać sie smiać i wyobrażam sobie ten widok. 😀 Szczególnie z bałwankiem, haha ;D

      1. Dzięki, dzięki. Nie pogniewam się jak wygram to mydło:) Dostałam takie po porodzie rok temu i bardzo sobie chwalę. Nie wiem jak na dziecko ale na mnie podziałało super. Wszystkie „syfki” z twarzy mi wymyło:)

  27. Mamusia i Tatuś wzięli ślub kilka dni po moich szóstych urodzinach. Po ceremonii w urzędzie Rodzice pozowali do zdjęć, a mi zachciało się siku i nie tylko. Wysłali mnie do kibelka z nieporadnym wujkiem Marcinem. Na czas nie zdążyłem, majty obrobiłem i kupię miałem roztartą nawet na czole. Sam się dziwię jak to malowidło zrobiłem, ale Mama i Tato zawsze mówili, że jestem zdolny. Zasłużyłem na to konkursowe mydło! :))))

  28. Rzecz miała miejsce kilka miesięcy temu, w mglisty poranek. Miejsce – dwupokojowe mieszkanie w stanie ciągłego remontu (dzięki Ci, o boski mężu). Mój pierworodny, jedyny syn ma w zwyczaju budzić się o pogańskich porach i być niepodzielnym władcą domu. Wtedy akurat miał nieco ponad pół roku i nabył skuteczną umiejętność gwarantującą przeżycie – nauczył się schodzić z łóżka matki zadem w dół, a nie na łeb. Uspokojona tym faktem spałam sobie w najlepsze, ale obudziło mnie pianie – odgłos autentycznego zachwytu. Zrywam się, wypełzam na przedpokój i myślę sobie, że znowu ożarłam się na noc i niestrawność projektuje mi idiotyczny sen, który wygląda tak… Mój dzieć siedzi nad miską psa, wyciąga do mnie łapy umazane zwierzęcą „mięsną z nazwy” karmą marki marketowe świństwo z wyrazem zachęty na prawie niewidocznej spod resztek twarzy, a pies podsuwa miskę synowi – taka kurna symbioza. Obudziłam się w sekundę, poleciałam czytać etykietę, a tam – nie do spożycia przez ludzi. Oblał mnie zimny pot, już chciałam lecieć na pogotowie, ale mąż przytomnie popukał się w czoło. Syn zdrowy, zadowolony, tylko nie dało się go przez dwa dni pocałować, bo mu się odbijało tą ucztą. Ubranko się nie doprało nawet po namoczeniu – widać karma była zbyt pełnowartościowa 

  29. I rzecz sprzed wieków. Wychowałam się przy ulicy, ktorej nawierzchnia składała się z wysypanych popiołów z pieców – tak mieszkańcy zapewniali sobie przejazd zimą. Wiadomo, jak przez całe lato nie pada, to taka ulica zmienia się w pył. I w tym pyle dzieci postanowiły nauczyć się… pływać. Żabką. Ojciec dostał za zadanie przyprowadzenie brata na obiad. Złapał więc chłopca za rękę i przyszedł z nim do domu. Tyle, że już przy stole okazało się, że to najlepszy przyjaciel brata, który poszedł z ojcem, bo go znał, a kilkuletni panowie byli mniej więcej tego samego wzrostu i postury. Nie, dzieci nie podmieniono – obaj dostali jeść, a potem zostali wsadzeni do beczki w ogrodzie, żeby się chociaż opłukać. To był błąd – po paru minutach byli oblepieni popiołem na nowo… A brat do tej ojcu wypomina, że go nie poznał.

  30. A ja z innej beczki:) MS jestem Twoją nową fanką, naczytałam się, że Twoja popularność zaczęła się od aukcji wózka na allegro. Czy możesz wrzucić treść oferty, bo nigdzie nie mogę tego znaleźć

      1. dobre:) jak rozumiem ten kto wygrał nie miał zamiaru kupować wózka. Debil! aukcja to aukcja – transakcja wiązana

  31. U mnie takich historyjek byłoby parę, ponieważ mam czwórkę dzieci i z każdym z nich mam jakąś historię. Zdarzyło się to parę lat temu kiedy mój teraz 14-letni syn miał może z 3-4 latka. Poszliśmy do supermarketu na zakupy. Ja stałam w kolejce za wędliną, mąż poszedł w swoją stronę a synuś kręcił się obok. Po jakimś czasie przybiega do mnie, patrzę a on ma buzię i ręce całe w …..czekoladzie. Pytam się co ty zrobiłeś?? On na to; tam leżą lody to sobie wziąłem 🙂 Okazało się,że mój malutki synek poczęstował się lodem i zjadł całego. Nie muszę dodawać,że wszyscy którzy stali obok mieli ubaw a ja o mało nie spaliłam się ze wstydu 😉

  32. Ja nigdy nie zapomnę jak w latach 80-tych latałam po łące w śnieżnobiałych skarpetach. I ta przerażona mina mamy jak te skarpety zobaczyła!

    Ale nie o tym miało być!

    Me dzieci – córki dwie, lat cztery i dwa dostały na urodziny super ekstra kredki bambino. Używały ich zgodnie z przeznaczeniem, aż super tata nie pokazał innego sposobu użycia i pewnej soboty pokazał córkom jak się maluje tatuaże na klatce piersiowej i brzuchu. Córka starsza temat olała całkowicie. A młodsza… U nas od wczoraj malowanie i meblowanie kuchni. Wróciłam z pracy i zaczęło się mycie podłóg we wszystkich pomieszczeniach, potem obiadokolacja którą trzeba było zrobić i wstawić do piekarnika. W pewnej chwili wchodzi do kuchni to małe dziecię z brązowym malowidłem na brzuchu i mówi „mam ułaż” no miała całyyyy brzuch w brązowe maziaje. Temat zlałam, bo przecież za godzinę i tak będzie kąpana a ma przecież koszulkę. W między czasie nasza kochana ciocia Aga zadzwoniła że idzie, i przyszła. Wzięła dziecię młodsze na ręce i zbladła. Postawiła na ziemi i ogląda brzuch (ja szaleję w kuchni)… Przychodzi z przerażeniem w oczach i mówi: – matka co się dzieje z młodą? Znów na coś choruje, ale to chyba nic poważnego? Ja się patrze na ciotkę jak na idiotkę, a ona pokazuje mi brzuch i mówi – no o te wybroczyny mi chodzi – omal nie pękłam ze śmiechu mówiąc, że to tatuaż zrobiony kredkami od niej! Matka ma nauczkę – myć dzieci, bo doprowadzą rodzinę i przyjaciół do zawału.

  33. Młody miał coś ponad rok i od 4 dni chorował.Wiadomo, jak dziecko chore i marudne,człowiek da mu co zechce,byle choć na chwilę przestało płakać.Akurat zechciał bawić się moją kosmetyczką.Przed wizytą u lekarza,poszłam do kuchni szykować jakieś picie na drogę (służba zdrowia jest u nas tak zapracowana,że dopiero lekarz oddalony od nas o 20 kilka km zechciał nas przyjąć),a Mężowi nakazałam przewinąć Wojtka i umyć mu rączki i buzię.Lekarz zbadał dziecko,osłuchał..
    – No to jeszcze zobaczymy jak się siusiak miewa..
    Odpięłam pieluszkę i osłupiałam,lekarz i pielęgniarka wydali okrzyk grozy…Wnętrze pieluchy,siusiak i jojca,wszystko krwiście czerwone…
    – Co to ma znaczyć??-wydusił z siebie lekarz,choć widać było,że chce raczej posądzić nas o jawne molestowanie dziecka…
    – To moja pomadka,musiał się pobrudzić…-wydukałam sama cała czerwona bombardując M morderczym spojrzeniem
    – Mówiłaś,że mam umyć tylko ręce i buzię…
    Lekarz upewniwszy się,że to faktycznie szminka,nie odezwał się już ani słowem,ale patrzył wciąż podejrzliwie (a przecież powinien w swoim zawodzie widzieć już ciekawsze przypadki chyba?),Syn następnego dnia przestał gorączkować,a ja już nigdy więcej nie prosiłam M o przygotowanie Małego do wyjścia…

  34. Demolka zawsze wie kiedy należy Matczyne ego do parteru sprowadzić… Cóż, taka przypadłość rodzinna.
    Od rana wielkie przygotowania, bo kuzynka miała nas odwiedzić. Taka co to rywalizowała ze mną od czasu, gdy tylko uświadomiłyśmy sobie nasze istnienie.
    Sukienki odprasowane i powieszone na wieszaku? No to trzeba było je mazakiem poprawić, bo jednokolorowe to nuda. Tak, nie zeszło. Z żadnej.
    Jak nigdy pokreśliła się cała pisakami. Mnie gratis jak próbowałam je odebrać. Cóż, w lipcu wyjęłam z szafy długie spodnie i koszulkę z długim rękawem.
    Mówi się trudno. Dalej mam piękną, grzeczną i elokwentną na swój wiek córkę.
    Ale tego, że gdy wyszłyśmy na zewnątrz i na moment się od niej odwróciłam, bo chciałam jakoś ukryć roztrzaskaną donicę z tarasu (taaa… Demolka znikąd się nie wzięła), a córka moja jedyna usiadła w największej błotnej kałuży to przeżyć nie mogłam. Zwłaszcza, że w tym momencie podjechali goście…
    Dziecko opływające błotem, ja próbująca złapać wrzeszczącą (próbował ktoś oderwać dzieciaka od „super” zabawy?) córkę i jednocześnie podająca brudną od błota dłoń…
    1:0 dla wystrojonej kuzynki w niebotycznych szpilkach.

  35. Mam jedną Córkę, więc wszystko było extra nowe, extra nieznane, i extra trudne od samego początku. Dbałam o nią jak o największy skarb, smarowałam olejkami(nie za często, bo przecież oliwka skórę wysusza), kąpałam w emolientach (kurza twarz, majątek an to wydałam! wystarczył by jej krochmal!). Jadłam karmiąc cyckiem same rarytasy, zważywszy na jej delikatny brzuszek (kurczak, marchew i ryż gotowane bez soli- pychotka 😉 normalnie niebo w gębie dla 90-latka bez zębów! Wszystko miałam wychuchane.. SERIO.. Wiecie, czułam się perfekcyjną panią domu! Aż do odwiedzin mojej matki.. A ja mam pecha, bo moja matka z kolei wszystko wie lepiej, a nawet najlepiej! Ale poprosiłam ją o radę.. Przemogłam w sobie ten strach, że mnie znowu za coś opieprzy, że znowu coś źle robię i jej mówię- mamo mam duży problem z Córką, myje ją.. ale i tak ona TAK NIEMIŁOSIERNIE ŚMIERDZI, ŻE SZOK! Własne dziecko bym oddaliła od siebie jak najdalej, byle by tego smrodu nie czuć. Moja Matka zdziwiona, jak niemowlak może śmierdzieć, przecież one zawsze ładnie pachną.. wącha ją, i wącha.. a ja mówię- na główce! wtem matka wącha.. zagląda za uszy! a tam.. Dziewczyny- ja zapomniałam że jak ona je mleko z cyca na leżąco, to jej mleko za uszy ścieka i kiśnie! taki „syr” jej się zrobił! wstyd, nie?
    ale mydło chce się wygrać, to się brudy rodzinne wyciąga..
    Poza tym moja Córka ma ewidentny problem z uszami.. Miodu jej się tyle zbiera że szok! A ja mam teraz nauczkę. Matce jak ją odwożę wielce uradowana, to zawsze uszy sprawdzam.. i ZA uszami też 😛

  36. ierworodna miała wówczas coś niecoś więcej jak rok. W tym czasie moje „Szczęście Małżeńskie” łączył był raczej gościem w domu, ze względu na pracę i studia. Ale jako dumny tata z ochotą podejmował się zabiegów ablucyjnych na córce. Stosował przy tym cała gamę kosmetyków. Pewnego wieczoru, kiedy odzyskałam wypielęgnowaną Pierworodną na wieczorne tulenie, zdziwił mnie i zaskoczył zapach, który był mi znajomy, ale „w którym kościele dzwoni” przypomnieć sobie nie mogłam. Zawołałam małżonka i zapytałam, czym umył córkę. Dumny tatuś stwierdził, że dziecięcych kosmetyków zabrakło, ale poradził sobie używając mydła w płynie, którego on sam używa do mycia twarzy i że na pewno Pierworodnej nic nie będzie bo mydło jest hiperalergiczne. Zdziwiłam się niepomiernie, bo jakoś nie pamiętałam, żebyśmy mydło takowe posiadali i poprosiłam o zaprezentowanie opakowania. Małżonek przyniósł stosowne opakowanie. Zdziwienie moje było wielkie. Okazało się bowiem, że wykąpał córę przy użyciu płynu do higieny intymnej. Stwierdzenie tego faktu nie tylko rozbawiło mnie do łez, ale zrozumiałam także, dlaczego tak jakoś szybko mi go ubywało i czemu małżonkowi zmiękł zarost na twarzy 🙂

  37. Jestem zodiakalną panną – pedantyczną i czepiającą się drobiazgów, choć nie w każdej płaszczyźnie…Może to jednak nie cecha zodiaku przejawia się przesadnym dbaniem o czystość, a nerwica natręctw, kto wie?
    W mojej miejscowości, niewielkiej, choć z lekka snobistycznej, bo jednak noszącej dumne miano „Podwarszawskiego Trójmiasta Ogrodów” opieka lekarska w pewnych czasach bazowała na dwóch czy trzech lekarzach.
    Jednym z lekarzy, był człowiek o chłodnej powierzchowności, dosyć łatwo oceniający, na podstawie przelotnych wrażeń, z krótkiego badania lekarskiego. Jak wiadomo większość ludzi obawiała się bezpośredniego spotkania, bo a nuż dotknie do żywego, kompleks zduszony już?
    Moje dzieci przecieram, dopieram, przebieram do znudzenia, choć przy całej dbałości o szczegóły młodsze chodzi wiecznie rozczochrane, bo próba okiełznania blond fal kończy się karczemną awanturą z rękoczynami z obu stron(dziecię tłucze mnie, ja tłukę ścianę… z bezsilności), tak więc czesanie odbywa się raz dziennie.
    Małe często chorują…dodzwonienie się do przychodni graniczy z cudem…dodzwonić można się dopiero wtedy, kiedy nie ma już miejsc(o ironio). Temperatura wzrastała, nie było na co czekać…
    Weszłam do gabinetu(jasnego, dobrze oświetlonego) i zamarłam…Starsze miało na sobie leginsy, spódnicę, sukienkę i jakieś ozdoby z lekka wypłowiałe i podniszczone, włosy uklejone czymś(nie chcę nawet wiedzieć, czym), pod nosem zaschniętego gila(jak na złość zabrałam torebkę do wyjść „bezdzieciowych”, czyli nie było chustek mokrych, suchych, octeniseptu, plastrów i innych – było w niej – nic…)drugie z zaschniętym żółtkiem jajka od górnej wargi po brew w zimowych butach, mocno ubłoconych,spodniach ciepłych z dziwnymi pasmami(chyba z pasty) i różowej spódniczce stanowiącej koszmarne wykończenie całości…
    -Dzień dobry – powiedziałam z lekkim uśmiechem, który zawsze się pojawia, kiedy los ironicznie robi mi „ a kuku” – moje dzieci…
    – Tak, tak widzę…są jakieś niedomyte…
    Do tej pory mam przed oczami minę lekarza i do tej pory głowię się, jak im udało się osiągnąć tak „jekyll’owski efekt” w zaledwie 10 minut…

  38. Byłam z 2 letnią córką w szpitalu (po raz 5, dziecko ma niedobory odporności), ostatni dzień, już kontrolne badania: w płucach ok, oskrzela czyste, gardło też. Zbadamy brzuszek. A na brzuszku żyłka. Skąd tam żyłka? Dziecko z długą i ciężką historią chorób, więc dr prowadząca biegnie po konsultacje. Przychodzi druga, bada bada wszystko ok, tylko ta żyłka… pobiegła po kolegę. Ten stwierdza, że to nie żarty i idzie po ordynatora, który zabiera ze sobą studentów medycyny. Tłoczą się wszyscy przy łóżku Małej, ja już odchodzę od zmysłów ( co znowu!) a córcia macza paluszek w buzi i obślinionym palcem zmazuje „żyłkę”…

  39. Była słoneczna, jesienna niedziela. W sam raz na wypad do sympatycznej knajpki leśniczówką zwanej.

    Jedzenie dobre, okolica piękna, knajpka oblegana. Słabym punktem knajpy była toaleta. Jak to w leśniczówce. Jedna, ciasna klitka.
    Udałam się tam z trzyletnim wtedy synkiem. Wszedł do kabiny i… długo nie wychodził, więc pod kibelkiem ustawiła się już całkiem spora kolejka…
    Po jakimś czasie słyszę (kolejka też) głosik synka z kabiny. Mamusiuuuu, czy możesz tu przyjść, bo ja sikałem i…. coś mi wyszło z pupy…
    Nie miałam odwagi spojrzeć na kolejkę.
    Weszłam do kabiny zastanawiąjąc się, czy można się z niej wydostać przez jakieś okienko. Niestety. Musieliśmy wyjść mijając kolejkę 😀

    P.S. Zaniepokojonym donoszę, że to, co wyszło było najzwyklejszym kawałkiem g… 😉

  40. Mam dwie córki, każda inna jakby od innej matki (czy ojca) jak kto woli. Młodsza to tak szczęściara nigdy nie zdarzyło się jej wdepnąć w kupę psa, zawsze czyściutka, ostrożna, a starszą coś jakby do nich ciągnęło, czasami nawet nie myję butów tylko wyrzucam bo smród jest tak ogromny że mnie cofa. Pewnego sobotniego dnia wybraliśmy się na wesele do mojego szwagra więc uroczystość bardzo rodzinna, dużo gości pięknie ubranych, a moja córka biegała sobie wraz z innymi dzieciakami dookoła budynku w którym się bawiliśmy, w pewnym momencie wpada przytula się do mnie cała brudna i śmierdząca, pytam co się stało, jak, gdzie- okazało się że wpadła do szamba za budynkiem, kurna biegało z nią kilkanaścioro dzieci i żadne nie wpadło w to g…o tylko ona, wierzcie mi smród był jeszcze większy niż psia kupa.

  41. Kuzynka (teraz już duża pannica) swego czasu, jak wszystkie dzieci, chodziła do przedszkola. Od jakiegoś czasu panie przedszkolanki miały „śmierdzący problem”, gdyż codziennie jedno z dzieci zamiast pójść do toalety, robiło kupkę gdzieś w sali (żeby utrudnić zdemaskowanie winowajcy, codziennie było to oczywiście inne miejsce). I pewnego pięknego dnia dziecię przyszło z przedszkola z historią tygodnia na ustach. Wszystkie dzieci bawiły się w sali, biegały, ale oczywiście tylko ona musiała wdepnąć w ową brązową niespodziankę. Całą relację zakończyła słowami: „i panie sprawdzały potem wszystkim dzieciom majteczki, ale mnie nie, bo przecież w swoje bym nie wdepnęła”:)))

  42. Gdy doszło do zdarzenia nie byłam jeszcze tak doświadczoną mamą jak teraz, dokładnie o połowę. Wtedy tylko Panna A. oraz Panna I. przysparzały mi rodzicielskich trosk. Dzisiaj gdyby Panna G. albo Kawaler A. wywinęli taki numer pewnie bym tylko wzruszyła ramionami. A to było tak:
    Panna A. była już tak urośnięta ze przesypiała spokojnie do świtu, tylko Panna I. jeszcze nocami męczyła moje wyrostki mlekodajne. Wiec często czułam się bardziej jak zombi niż rodzic. Jednak jak na zombi przystało miałam bardzo wyczulony sen na szelesty i inne odgłosy dziecięce. Pewnego razu śniło mi się że ktoś włamał się do naszego mieszkania i swobodnie szabruje gdy my śpimy. W pewnym momencie zorientowałam się że to wcale nie sen, słyszę jak ktoś chodzi po kuchni i sapie. Wyglądam przez okno, ciemno wszędzie.Próby obudzenia mężowego spełzły na niczym, więc ostrożnie z duszą na ramieniu ruszyłam. Wchodzę … i widzę jak ,,ktoś” chowa się za otwartymi dżwiami lodówki i sapie… sapie… Zaglądam, a tam… roczna Panna I. siedzi nad pojemnikiem margaryny, mieszając tłustymi łapkami w środku. Na głowie, twarzy piżamie zalega gruba, tłusta warstwa. Krótkie kłaczki włosów ułożone w fantazyjny irokez. Wokół małej postaci na podłodze prawie idealny okrąg tłustej warstwy, a kartoflany nosek zaklejony z rosnącymi i malejącymi balonami margaryno-fąflastej mazi. Zaskoczona wolno pytam: Córka…co Ty…robisz? – Łodna byłam! … – Yyyyyy??
    Po dokładnej lustracji okazało się że tłuszcz dostał się również do uszu, miedzy palce u stóp oraz miejsca przeznaczone do wydalania ( do tej pory zastanawiam się jakim cudem) już do świtu nie zasnęłam, a cały dzień byłam jak podwójny zombi.

  43. Szczepienie: wcześniej urwałam się z pracy, pobiegłam do przedszkola, wzięłam córkę, wrzuciłam do auta, wysiadam, biorę na ręce, na recepcji daje książeczkę zdrowia, Pani mówi, żeby wchodzić, bo nikogo nie ma, wchodzę. Sadzam małą na kozetce i nagle patrzę: na jej twarzy wielki motyl… Były urodzinki kolegi i taka Pani ich malowała. Lekarka się śmiała, pielęgniarka jeszcze bardziej…:)a ja się dziwiłam jak mogłam nie zauważyć wcześniej.

  44. Kuzynka lat ponad 30, bezdzietna, często słyszała że to już czas na nią, że mąż jest a dzieć gdzie? Ona zawsze tłumaczyła brak potomstwa wstrętem do dzieci cyt.: „one się tak okropnie ślinią”. Nic to, ciotki swoje wymarudzić musiały a ona wymówkę uznawała za odpowiednią.
    Wigilia A. D. 2008, liczna, wielopokoleniowa rodzina przy stole. Najmłodsze dziecko było oczywiście rozchwytywane przez ciotki, przekazywane sobie z rąk do rąk i karmione czym się da. Barszczyk, czekoladka, pieróg, czekoladka, rybka, czekoladka… W końcu potomka wetknięto siedzącej jeszcze nad talerzem kuzynce bezdzietnej. Kuzynka oczy przerażone miała, usadowiła malucha przodem do stołu, akrobacje między ciotkami sprawiły że dzieć oczy zrobił większe niż u przerażonej kuzynki i jak się nie shaftuje do talerza…
    W tej sytuacji ślinotok byłby dla kuzynki małym piwem.
    Kuzynka dzieci nie ma do dziś, my za to mieliśmy noc wigilijną z głowy…

  45. Co prawda sytuacja zdarzyła się kilka lat temu, ale do teraz mam wyrzuty sumienia. Nie wyrabiałam się z papierkami w pracy i część zabrałam do domu. Wiedziałam, że na drugi dzień będzie to samo, więc przybory, m.in. korektor w pędzelku zostawiłam w domu. Wcześniej uczuliłam córkę żeby ich nie ruszała. Wróciłam z pracy, korektora nie było. Córce dałam wykład, jeszcze zła na nią byłam, że udaje, że nie wie gdzie jest. Jednak ona nie była winna, tylko wówczas 3 letni syn, a ona go kryła. Zorientowałam się dopiero, gdy zobaczyłam syna całego umazanego w korektorze, a za nim kroczył nasz czarny kot, któremu syn tylko „domalował” białą grzywkę. Cóż przeróbka kota na białego nie udała się bo zniecierpliwiony zabiegiem kot uciekł.
    Dodam jeszcze, że syn chyba malarzem zostanie bo ostatnio wrócił z półkolonii szczęśliwy, że pan woźny dał mu pędzel i mógł razem z nim ściany malować. Szkoda tylko, że woźny zapomniał pomocnikowi rękawiczki założyć…

  46. Kilka tygodni temu było wesele w mojej rodzinie. Związek postanowiła zawrzeć siostra mojego M., czyli szwagierka. Oczywiście wszystko miały być na cacy, tak zażyczyła sobie teściowa. Ba, kupiła nawet swojemu wnuczkowi, a mojemu synowi,(obecnie 15miesieczny szkrab) BIAŁY GAARNITUR !!! Dla mnie to już oznaczało katastrofę…. I się nie myliłam.Syn usiadł dumne na swoim krzesełku, Panna Młoda wycackana, czekamy na Pana Młodego, ąż tu nagle czuć mały smrodek. Myślimy, jest upał, zaduch, to pewnie dlatego. Właczamy wentylatory. Smród nadal. Pojawia się Pan Młody z rodziną. Wszyscy kręcą nosami. Wykupiny, błogosławieństwo. czas ruszyć do kościoła. Biorę w końcu Młodego na ręcę, i wszystkim ukazuje się… brązowe plamsko na bialutkim garniturku… Mi wstyd, wszyscy w śmiech. Myślę, co ze mnie za wyrodna matka. Ale Matka naszykowana. Hop siup! Przewinięty, wymyty, i postawiła na swoim, że poszedł w zwykłych krótkich gatkach.

  47. Nie wiem czy nasza historia zaliczy się do tematu no ale nawet jeśli nie to może komuś poprawi humor. Pewnego razu nocawał u nas mój siostrzeniec lat 7,wieczorem gdy i on i nasza córa już spali ja z małzem siedzieliśmy jeszcze w kuchni dyskutując nad sprawami organizacyjnymi dnia nastepnego. Nagle do kuchni wchodzi zaspany Adaś,bez słowa otwiera szafkę pod zlewem i zaczyna sikać do kosza na smieci 🙂 I ja i małż siedzielismy jak zaczarowani 🙂 Młody za to skonczył sikać i jak by nigdy nic wrócił do łużka i poszedł dalej spać. Pierwszy z szoku otrzasną się mąż komentując krótko „dobrze że nie talerze” Biedak zaspana chyba zapomniał że nie jest u siebie w mieszkaniu i kuchnia pomyliła mu się z łazienka.

  48. no dobra to rzutem na taśmę i ja..historia z dziś: młoda lat 2 i ciut woła „mamuś kupee” no to ja mówię spokojnie (bo dziecko „nauczone już czystości”) -„trzymaj kupkę,trzymaj” wiecie mówi się tak do dzieci czasem… i idę z nocnikiem do niej a dziecię wzięło sobie dosłownie co mówiłam… ja patrze a tu kupsko rozgniecione dziecięcymi rączkami w majtach…myślałam, że wsadzę ją razem z tymi majtami do pralki niech się wypierze…od razu kąpiel, ja załamana siedzę na brzegu wanny a ona patrzy maślanym wzrokiem i pyta”mamuś mutno ci” i się przytula..no jak tu się złościć?! 🙂

  49. Środek lat 80-tych, z kuzynami dostaliśmy przykaz od rodziców i babci ” bawcie się grzecznie” …cóż tego dnia zainspirowani Winetu, tak, tak Pokahontas wtedy nie było, postanowiliśmy pobawić się w Indian. Kreatywność dzieci w tamtych czasach była nieograniczona, nie mieliśmy farbek do twarzy, oj nie…swe twarze i ciała wysmarowaliśmy sadzą z komina, swoją drogą już wtedy myśleliśmy ekologicznie. Tak więc czarni już byliśmy, pozbawiliśmy jeszcze tylko kilka kur, znowu ekologia, piórek i ruszyliśmy szukać ” bladej twarzy” do oskalpowania, tę rolę odegrał syn sąsiadów, do tej pory nas nienawidzi, szczęśliwie dla niego ktoś usłyszał jego błAgania o litość….potem o litość wołaliśmy już tylko my kiedy nas do wieczora szorowali i nacierali, nauczyłam się wtedy wielu oryginalnych przekleństw, tak więc łacinę wyniosłam z rodzinnego domu 🙂

  50. Ty Diable wcielony! – wtedy zakrzyknąłem…
    I wierzcie, nie było mi wcale do śmiechu. Dziś, po kilku latach, perspektywa spojrzenia jakże inna! 🙂

    Wówczas Córcia miała się urodzić. Większe mieszkanie = konieczność odremontowania mieszkania po Babci. Rozebrania wymagały również typowe dla starego budownictwa piece kaflowe. Wie Ktoś, jak wyglądają takie ustrojstwa? 🙂
    Fakt faktem, do towarzystwa wziąłem sobie sześcioletniego wtedy Sebastiana. Poszliśmy znieść rzeczone kafelki na dół, Młodemu nakazując grzeczne czekanie u zdaje się 60-letniej Sąsiadki.
    No to poczekał… 🙂 „Olaboga, szatan!” – wydzierała się wspomniana Pani, gdy wracaliśmy po schodach 🙂
    Okazało się, że Synio po samochodzik wrócił, a że spodobało mu się to, co zostało z pieca, momentalnie zrobił się czarny o wszechobecnej sadzy! Nasza nieobecność trwała raptem 5 minut może…
    A że ślepia mu się święciły, jęzor czerwony było widać, Kobiecinie trzeba było sole trzeźwiące podawać! Grunt, że przeżyła, a Synek odtąd został nazwany diabełkiem 🙂
    Jaki stąd wniosek? Nie spuszczaj Pociechy z oka nawet na minutę, bo możesz Aniołka zostawić, a zastać Diabełka! Ot, dzieci 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz