Multicooker – kuchnia bez garnków i patelni

Multicooker – kuchnia bez garnków i patelni

Kiedy w kwietniu, podczas wizyty w Krakowie i okolicach znajoma uraczyła mnie wieprzowiną z wolnowara, zbierałam się w sobie, by nabyć drogą kupna elektryczny garnek, co robi całe danie sam, bez ingerencji ze strony domowników. Ale jakoś nie miałam sumienia, by wydawać kasę na coś, co mi będzie robiło pieczeń. Bo pieczeni nie jadam często. Jednak wolnowar w opcji z 15 innymi urządzeniami w jednym wydał mi się rozsądniejszym rozwiązaniem. Wybrałam sobie kolor i kurier już następnego dnia przywiózł urządzenie na pierwszy rzut oka przypominające odkurzacz. Bez rur i ssawek, za to z ceramicznym garem, koszykiem do smażenia frytek, pojemnikiem do gotowania na parze, łyżkami z plastiku, z licznymi książeczkami z instrukcją obsługi oraz przepisami. Tak cudnej urody to urządzenie, że na tle mojej kuchennej, 15-letniej żółtej tapety wstyd mu zdjęcia robić. To jakby Anję Rubik ustawić na tle hałdy śmieci na Szadółkach. Dlatego też zamierzam zrobić remont… Ale wcześniej wypróbowałam urządzenie.

Od razu przyznam, że instrukcję przeczytałam, po czym zaczęłam myśleć o wypieczeniu ciasta. Jedna z moich czytelniczek na privie uprzedzała mnie, że murzynek tak, ale z przepisu do multicookera… Ale kto by słuchał dobrych rad… Wrzuciłam swoje własne ciasto do misy i upiekłam najlepszego murzynka ever. Pozytywnie nastawiona postanowiłam, że przez kolejne 2 tygodnie będę przyrządzać obiady tylko w multicookerze. Okazało się, że nie jemy tak dużo, więc gotowałam co 2-3 dni. Ale faktycznie, ani razu nie wyjęłam garnka czy patelni. Dowód? Wszystko co poniżej powstało właśnie w multicookerze Redmond.

Na pierwszy rzut poszedł łosoś z warzywami na parze

pic20151111171414_resizedŁatwizna. Wlewa się wodę do misy, nakłada nakładkę do gotowania na parze, włącza się opcję steam, zamyka pokrywę. Gdy maszynka zacznie piszczeć wkłada się składniki. I tyle. Jak będzie gotowe, urządzenie donośnie da znać.

Zrobiłam też gołąbki tradycyjne, w sosie pomidorowym (pierwsza warstwa), tak zwane „gołąbki bez zawijania” oraz ziemniaczki. Jak widać, fanką kartofli nie jestem….

pic20151111170500_resizedPonieważ wychodziłam o 12:00 na godzinę z domu, całość przygotowałam wcześniej i nastawiłam program „pilaw” z lekkim opóźnieniem startu już po 11:00. Gdy wróciłam, danie było gotowe.

Łatwo też zrobić makaron z pesto.

pic20151111170631_resizedWodę wlewamy do misy, ustawiamy program gotowania makaronu, czekamy aż zapiszczy, wrzucamy makaron i czekamy na kolejny sygnał od maszyny, że możemy wyjmować kluski…. Klawe jest to, że makaron nie wymaga mieszania, woda nie kipi z gara. Ha!

Któregoś dnia zachciało nam się pizzy. Składniki dobierała Córka Druga.

pic20151111170914_resizedTutaj było lekkie rozczarowanie, bo ciasto nie dopiekło się z góry, a całość wyszła dosyć tłusta (CD lubi ser… duuuużo sera). Ale, co ciekawe, była całkiem smaczna. I, to ważne!, tak jak w przypadku gołąbków ustawiłam program z opóźnieniem, więc pizza upiekła się na wybraną przeze mnie godzinę, mimo że nie było mnie w tym czasie w domu.

A teraz creme de la creme, czyli…. pulled pork.

pic20151111170959_resizedDam Wam przepis na tę niesamowitą wieprzowinę, która najpierw minimum 8h moczy się w solance, a potem piecze się przez kolejne 8 h w niskiej temperaturze. Serio, serio! Całą noc! To jest właśnie opcja wolnowara, czyli slow cook.

Efekt pieczenia „na wolnym ogniu” jest taki, że rano otrzymujemy bardzo delikatne, dzielące się na włókna, aromatyczne mięso, idealne na kanapki czy jako wypełnienie tortilli z warzywami. Córki dostawały takie nawet do szkoły jako drugie śniadanie. Zdecydowanie do powtórzenia!

Pulpeciki jak z Ikei? Nie ma problemu!

pic20151111171046_resizedNajpierw gotowane na parze, potem smażone w głębokim tłuszczu i podane z żurawiną oraz surówkami. Dzięki podwójne obróbce są niezwykle delikatne w środku, a chrupiące na zewnątrz. Uwielbiamy!

I… grochówka!

pic20151111171227_resizedPonieważ w misie można też smażyć, najpierw podsmażyłam na maśle cebulkę, kiełbaskę, ziemniaki, dodałam marchewkę, groch, przyprawy i wędzone żeberka. Całość zalałam wodą, nastawiłam program „soup”. Włala!

Na koniec nasze ulubione danie śniadaniowe: kasza jaglana.

20151112_070213_resized

Wieczorem wystarczy przepłukać 1 szklankę kaszy w ciepłej wodzie, odsączyć, wrzucić kaszę do miski, dodać 3 szklanki mleka, łyżkę masła, 1/2 łyżeczki soli i ustawić program „porridge” z opóźnieniem startu. Rano wstajemy, otwieramy multicookera z gorącą kaszą, dodajemy miód, owoce, mieszamy…. Gotowe. Nie zrobiłam jeszcze jogurtu. Nie jadam dużo jogurtów w sezonie jesienno-ziomowym, za to kaszę nastawiłam kilka razy. Gorąca jaglanka zimą najlepsza na śniadanie.

To teraz krótkie podsumowanie. No jakieś 5000-6000 znaków ze spacjami.

Zapewne chcecie spytać: „Matko, to skoro to smaży, piecze, podgrzewa, gotuje szybko, gotuje wolno to czy ma jakieś wady?”

I pewnie myślicie, że MS napisze, że nie, bo przecież nie wypada.

A napiszę, że według mnie ma. Uczciwie napiszę.

Funkcja wypiekania chleba dla mnie jest kompletnie nieprzydatna. Jeśli mam maszynę, która wymiesza ciasto, „wyrośnie je” i upiecze, to samodzielne mieszanie, przekładanie do misy, ściąganie zaworu pokrywy (tak stoi w instrukcji) i przekładanie chleba w połowie pieczenia na drugą stronę jest dla mnie kompletnie bezsensowna. Nie pozbyłam się także z kuchni mikrofalówki. Owszem, na początku ją wyniosłam do korytarza i założyłam, że OB wyniesie ją na strych. Ale okazało się, że bez mikrofalówkowej funkcji rozmrażania potraw i podgrzewania połowy kubka mleka w 30 sekund moje życie nie ma sensu. Gdy stojąca w korytarzu, podłączona do kontaktu przy szafie na buty mikrofalówka rozmrażała mi szpinak na ciasto doszłam do wniosku, że taki układ jest bez sensu i znowu wtargałam ją do kuchni. Mam więc kolejny sprzęt na blacie… Dobrze, że blatów sporo.

Menu jest po angielsku. Szkoda, ja to patriotka jestem, wolę po polsku. Ale prawda jest taka, że po jednym dniu i po przeczytaniu instrukcji obsługi (niedługiej… przy kryminałach Bondy to pestka) ogarnia się wszystkie funkcje intuicyjnie. A! Ponieważ nie znalazłam nigdzie przepisu na kasztany pieczone w multicookerze, to… zadzwoniłam na infolinię. A wiecie, jak kocham infolinie…. Ale nie było żadnego problemu z połączeniem, a pani mi bardzo sympatycznie wyjaśniła, że co prawda nigdy nie piekła w multicookerze kasztanów, właściwie to nigdy nie piekła kasztanów, to do misy wkładała rybę owiniętą w folię i nic się nie stało, można więc założyć, że wrzucenie kasztanów i wybranie programu pieczenia nie sprawi, że wylecimy w powietrze. I miała rację. Chociaż pieczone kasztany same w sobie nie są smaczne.

Fakt, że przez 2 tygodnie ani razu nie wyjęłam garnka czy patelni, świadczy o tym, że da się w takim multicookerze zrobić wszystko. Sęk w tym, że ja mam kuchenkę gazową, więc zakładam, że bardziej oszczędną opcją jest gotowanie na gazówce.

Czy warto kupić multicooker Redmond RMC M150E?

– Jeśli pracujecie i lubicie wracać do domu pachnącego obiadem – TAK.

– Jeśli każdy u Was zjada obiad o innej porze – TAK (bo multicooker utrzymuje temperaturę dania nawet przez 24 h).

– Jeśli lubicie na śniadanie zjadać kasze, ryż z jabłkami, owsiankę na gorąco – TAK.

– Jeśli Wasze dziecko wyjeżdża na studia, wynajmuje pierwsze mieszkanie, potrzebuje nowych garnków i patelni – TAK. Kupcie mu multicooker.

– Pamiętacie, jak w czerwcu byłam w Chmielnie? Tam w domkach nie było nic, na czym można zrobić obiad… w multicookerze można usmażyć jajecznicę i naleśniki, podgrzać gołąbki ze słoika, ugotować zupę, a nawet zagotować wodę na herbatę. Jeśli więc jeździcie pod namiot, na biwaki, macie przyczepę kempingową lub korzystacie z kampera – jak najbardziej TAK.

Jeśli zdecydujecie się na zakup, to szarpnijcie się na dodatkową misę. Kupując ją razem z multicookerem dostaniecie zniżkę, a bardzo szybko się przekonacie, że się przydaje. Załóżmy, że zrobicie gar zupy na dwa dni. Miskę z zupą można włożyć do lodówki, następnego dnia do multicookera i włączyć podgrzewanie dania. Kiedy jednak tego samego dnia rano chcielibyście zjeść jaglankę na śniadanie – nie macie misy. Zupę trzeba przelać do zwykłego gara, umyć, misę trzeba wykorzystać do zrobienia kaszy. Dodatkowa zdecydowanie ułatwi rozplanowanie posiłków.

Teraz już naprawdę kończę.

Gotowanie w multicookerze jest łatwe. Najgorsze, co się może stać, gdy uczycie się w nim przyrządzać obiady, to coś się może nie dogotować. Ale można zawsze włączyć maszynkę na kolejne minuty gotowania czy smażenia. Tutaj się nic nie przypala, nic nie kipi.

Nie wiem, czy ujęłam wszystko. W razie czego pytajcie w komentarzach.

A! I jeszcze!!

Żartuję.

Koniec.

Wpis powstał przy współpracy z firmą Redmond


51 thoughts on “Multicooker – kuchnia bez garnków i patelni”