Matka jak powie, to w pięty idzie

Matka jak powie, to w pięty idzie

Starsza córka mojego eks męża, którą praktycznie za darmo mu wychowuję, przynosi w miarę regularnie uwagi.

Nie, nie wymusza kanapek z dżemem od kolegów, nie zjeżdża z okna klasy na 2 piętrze po ścierkach do tablicy, ani nie rozprowadza dragów pod gimnazjum.

Ona po prostu po swojej matce odziedziczyła skłonność do głośnego i ekspresyjnego wyrażania siebie.

Czyli dostaje uwagi za gadanie i ogólnie niski poziom posłuszeństwa.

Chociaż zgadzam się z moją koleżanką Joanną, która skłonna byłaby walczyć o wolność dla nóg i głowy sześciolatków, to jednak zdaję sobie sprawę, że jedno gadające dziecko może rozpieprzyć całą lekcję. Do tego twierdzę, że wychowanie dziecka jednak jest po stronie rodziców. W związku z czym, za pierwszym razem dziecko dostało opiernicz. Za drugim razem wytłumaczyłam, że jak nie będzie słuchać na lekcji, to skończy edukację na gastronomiku, zostanie szefem kuchni i będzie zarabiać więcej niż jej matka i ojciec razem wzięci, a nie przywykła do bogactwa. Za trzecim razem kazałam jej się wczuć w sytuację nauczycielki, która jest jednak jedna na 20 wariatów ze śmigłem w dupsku.

No i dzisiaj starsza córka mojego eks męża przyniosła dzienniczek (całe szczęście, że ma taki w formacie A5, a nie małe gówno takie). Zaglądam do środka. I widzę co? Uwagę. Zebrałam się w sobie, zagotowałam i jak na matkę z autorytetem przystało, powiedziałam tylko:

– No ej….


76 thoughts on “Matka jak powie, to w pięty idzie”