Szkoła? Na to nigdy nie będziecie gotowi…

Szkoła? Na to nigdy nie będziecie gotowi…

Czekałam na to, aż dzieci pójdą do szkoły, edukacja wreszcie będzie za darmo (przedszkole było prywatne), córki będą od rana do nocy siedziały na zajęciach, zepchnę wychowanie na woźną i wychowawczynię, a sama będę leżeć do góry brzuchem, pykać seriale i czytać książki.

Z ekscytacją wypatrywałam więc w kalendarzu pierwszego września w życiu córek i wydawało mi się, że 10 miesięcy szkolnych to będzie istna sielanka. Tymczasem okazało się, że pojawiło się w moim jestestwie matczynym kilka koszmarów… o których uprzedzam niedoświadczonych. Żeby nie było, że “nie wiedziałam”, “nikt mi nie powiedział”, “czuję się taka zawiedziona”.

Elegancka sukienka na apele KLIK

Wstawanie rano

Co za burak wymyślił, że lekcje zaczynają się o 7.45? No? Przyznać się! Jako copywriter freelancer mogę sobie zaczynać pracę o 10.00, tymczasem muszę wstawać o 6.30… no dobra, 6.40 i ogarniać zmęczone dzieci. Bo oczywiście w tygodniu, jak muszą wstać, to leżą jak kłody, nieprzytomne. Wstają natomiast o 6.00 w weekendy. Wstawanie o świcie to mój największy koszmar. Uważam, że powinny w naszym kraju funkcjonować szkoły dla rodziców o wolnych zawodach, wtedy praca twórcza byłaby jeszcze przyjemniejsza. I te plany lekcji z rozrzutem – kiedy CP ma zajęcia na 10, CD zawsze ma na rano. I odwrotnie. No czego byś nie zrobiła/zrobił, nie wyśpisz się.

Granatowe jegginsy z lampasami są TUTAJ a koszulka w paski z aplikacjami KLIK

Paznokcie

To problem na poziomie naglebrudnychuszu lub nieprzyzwoicieuświnionejszyi podczas wizyty u lekarza. Zawsze tak jest, że gdy dziecko wychodzi do szkoły i to na ostatnią chwilę, okazuje się, że paznokcie ma za długie, a pod nimi czarnoziem, plastelinę i jajka glist, które niechybnie zalegną się w dziecięcym przewodzie pokarmowym. I zawsze dokładnie tego dnia, gdy nie zdążysz dziecku tych paznokci wyczyścić, nauczycielka skupia uwagę nad tym, jak dziecko rysuje, pisze, klei i na bank widzi te pazury oraz ma pretekst, by wzywać MOPS.

Maile od nauczycieli

Elektroniczny dzienniczek jest zajebisty, bo można sobie w chwili nudy zajrzeć w oceny dziecka i dojść do wniosku, że przeoczyło ono jakiś dział z matmy albo nie wzięło stroju na WF. Szósty raz w tym miesiącu. Jednak, żeby plusy dodatnie nie przysłoniły plusów ujemnych, pamiętaj o tym, że nauczyciel zna Twojego maila i paroma kliknięciami, kilka razy dziennie, może powiadomić Cię, że dziecko nie wzięło: długopisów, ołówków, zeszytu, pracy domowej, która była na osobnej kartce, że powiedziało brzydkie słowo, gadało na lekcji i takie tam. Na początku oblewać Cię będzie rumieniec wstydu, nawet będziesz odpisywać, że akurat w domu panuje koklusz, biegunka, że byłaś na integracyjnym i dziećmi zajmowała się sąsiadka, że w sumie to chyba dziecko te kredki wzięło i na pewno ma w plecaku albo że to nie Twoje dziecko, tylko z Tobą mieszka. Po jakimś czasie skasujesz, zapomnisz. Bo ileż można… Nienawidzę maili od nauczycieli.

Bosko ciepła bluza polarowa KLIK.

Windykacja składek

Rodzicielskie, na świetlice, na kwiaty dla nauczyciela, na wycieczki, na kino, kieszonkowe na zieloną szkołę. A właśnie… przypomniało mi się, że wiszę pani skarbnik 42 zł.

Akademie szkolne

Ooooo w mordę!
Najpierw dzieci przez dwa miesiące ćwiczą. Przynoszą do domu wierszyki i kwestie na karteczkach i trzeba ich tych wierszyków i kwestii nauczyć, żeby potem milionowy raz ich wysłuchać podczas 20 minut siedzenia na twardym szkolnym krześle. Podczas prób dochodzi do częstych zmian planu, nad którymi totalnie nie nadążasz i masz jeszcze za zadanie znaleźć dla dziecka strój Heroda, mroźnej zimy czy kartofla po wykopkach. Jakbyś nie miała dość roboty. Potem idziesz na to przedstawienie, które trwa godzinę, widzisz, jak paniom szkolnym ręce się trzęsą, jak są przerażone każdym dzieckiem, które się zawstydziło, pomyliło, odmówiło współpracy, a i tak w cholerę nic nie rozumiesz, bo dzieci głównie seplenią albo lecą przez swoją kwestię w tempie mustanga wystraszonego przez susła na prerii (czyli szybko, gdyby ktoś nie rozumiał tego porównania)

Granatowa bluzka z naszytymi aplikacjami TUTAJ

„Się skończyło, tak samo się”

Klej, bibuła, zeszyt, blok, długopis. Wszystko się kończy zbyt szybko. Zanim rozpoczniesz rok szkolny, zrób skok na hurtownię materiałów papierniczych. Na podobnej zasadzie działa garderoba. Majtki kończą się rano o 7.00, koszulki wyszły w zeszłym tygodniu, w butach zrobiła się dziura, biała bluzka na apel jest poplamiona zupą buraczkową, spodnie są na długość “woda w piwnicy”, a ta ciepła bluza z polaru, ukochana i jedyna, którą zbuntowana 7-latka chce zakładać, kiedy wieje jej po nerach, gdzieś się zapodziała i nawet woźna nie potrafi jej znaleźć. Znaczy bluzy, nie 7-latki. Te zawsze skądś wylezą.

Obiady szkolne

Są na przykład o 10.30.
Wielka niesprawiedliwość tego świata i zagadka ludzkości: po cholerę są w szkole kucharki i o której kończą robotę, że obiad jest o 10.30?? O 10.30 to ja trawię dopiero poranną kawę… Nie liczcie więc, że będziecie mogli żywić się jedynie kanapkami. Kiedy dzieci wrócą do domu, zażądają kolejnego obiadu. A ponieważ w szkole zjadają prawie wszystko, w domu zaczną wybrzydzać…

T-shirt w paski KLIK i legginsy z lampasami KLIK.

Wszy

Zmroziło Was, co?

22.30

To magiczna godzina. Czas niezwykły. To chwila, kiedy w domu zapada cisza, dzieci są umyte, leżą w łóżkach, Ty na ostatnich nogach nalewasz sobie do kieliszka wino i ukradkiem podjadasz wafle, których dzieciom nie udało się zjeść podczas wycieczki, bo w połowie drugiego zakrętu między szkołą a lokalnym kinem dostały choroby lokomocyjnej, kiedy nagle jedno odzywa się:
– Mamo, a ja mam jeszcze zadanie z matematyki (polskiego, biologii, religii) do odrobienia.

Lub w wersji mega hard core:
– Mamo, a na jutro mam przynieść domek z 200 patyczków do lodów. Pani kazała dwa miesiące temu zrobić…

I wierz mi, że wcale nie masz ochoty zjeść 200 lodów Srambino, ale płakać niczym Twoje dziecko pozostawione przez Ciebie w szatni w pierwszy dzień szkoły….

Dlatego dla Was ten wpis: żebyście BYLI GOTOWI.

Bo spotkać może Was wszystko, a do końca wakacji zostały 2 tygodnie. Zaopatrzcie się więc w pakiety kleju (klej schodzi najszybciej), w kredki i ołówki, w energię i cierpliwość, w bluzy ciepłe na jesień, w sukienki na “galowo”, w spodnie nieco na zapas i OBY DO WAKACJI!

Tekst powstał przy współpracy z marką 5.10.15.


9 thoughts on “Szkoła? Na to nigdy nie będziecie gotowi…”

  1. Matko, i ja wiem, i Ty wiesz, że ile by się tego nie kupiło i tak o 7.30 rano potrzebne jest coś, czego w domu nie ma (np. żółte piórka lub czerwone koraliki, itp.) Dzieci myślą, ze my w tych szufladach mamy wszystko 😉
    *A maili nie wysyłam chyba tak często, serio 🙂 ale jeszcze postaram się ograniczyć 🙂
    Miłego września

  2. ja jako matka i rodzic także wymiękam.moje dziecko często zapomina. a emeli piszę mało do rodziców

  3. najbardziej przeraza mnie to wstawanie.Zarówno ja jak i potomek rano nie funkcjonujemy.
    za to reszta Twojego wpisu mnie nie przeraziła. Bo większosc tych „niespodzianek” przeslismy juz w przedszkolu i to panstwowym.Chocby kwestia wycieczek/wyjsc- nie było tygodnia zeby czegos nie organizowali- jak nie teatrzyk to muzeum to spotkanie z pisarzem. kina itd….oczywiscie za wszystko trzeba płacic. akademie/przedstawienia co miesiac i np tydzien wczesniej dowiadujesz sie ze dziecko nie bedzie żabą tylko motylem lataj kombinuj stroj od nowa. stroj kanarwałowy na dzien dziecka? tez powiedzieli tydzien wczesniej lataj szukaj co z tego ze nie sezon ….o patyczkach/pudełkach/ doniczkach/ kwiatkach tez sie dowiadujesz o dziecka dzien wczesniej wieczorem…..
    no i tzw kredkowe- nie kupowałam do przedszkolnej zerówki (jak i do młodszych grup) nic poza ksiazkami:-P kredki papiery kleje to lezało w gestii przedszkola. kredkowe w sumie 80 zł na rok. grupa 25 dzieci . wychodzi ze ta grupa zuzywała wszystkiego po 200zł na miesiac. Z tym ze nie robili jakichs wybitnych prac z niewiadomo czego -przewaznie standard -farby /kredki.I nie za wiele bo najwiecej i tak robili kredkami w ksiazkach.
    takze mimo ze teraz zapewne wydam wiecej na przybory to chociaz realnie zobacze jak sa zuzywane:-D

  4. Mnie przeraża ilość dni wolnych od szkoły. Przedszkole otwarte luksus we wszystkie dni poza świętem, a nawet w wakacje dyżur a tu wymyślaj jak dziadków nie ma pod ręką.

    1. To prawda. Ja mam łatwiej, bo pracuję w domu. Ale właśnie – pracuję i czasami by się przydało mieć ciszę. Latem – luz, dzieci pójdą na podwórko, ale jesienią albo wczesną wiosną wcale nie mają na to ochoty,

  5. Odrabianie lekcji z dzieckiem – o tym Matko nie napisałaś, ta codzienna mordęga, gorsza i cięższa z roku na rok – ja w tym roku zaczynam piąta klasę i już mam dreszcze;)

  6. Wrzesień- błłeeee…..
    Na samą myśl o tym 10 miesięcznym wariatkowie mam odruch wymiotny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz