Zaczęła się szkoła, zaczęło się chorowanie

Zaczęła się szkoła, zaczęło się chorowanie

To dopiero 4 dzień w szkole, a ja już  mam katar i boli mnie gardło. Na szczęście dzieci mają się OK i zadziwiająco dobrze sobie radzą. Córki Drugiej nic nie cieszy bardziej niż to, że może sobie samodzielnie otworzyć szafkę na buty i kurtkę, a Córka Pierwsza całkowicie poddała się szkolnej rutynie i rozporządzeniu ministerstwa edukacji:

– Muffinkę śliwkową na drugie śniadanie ci zapakowałam – powiedziałam dzisiaj rano.

– Przecież dzieciom w szkole nie wolno zjadać nic słodkiego na śniadanie.

Wcisnęłam jej kit, że babeczki są z ksylitolem i tak ma powiedzieć pani. Batona czekoladowego i koli przecież nigdy nie dostała.

Poza tym ja się trochę nie ogarniam z ich planem. I krążę po wsi moim Hultajem jakbym szczęścia szukała. Za to ogarnęłam sprzątanie łazienki. I gdy myłam kibel, to w połowie akcji „szorowanie zakamarków” nikt mi nie wlazł i nie powiedział, że chce kupę. Szkoła to jednak wszystkim wychodzi na dobre.

I basen. Córka Pierwsza od przyszłego tygodnia będzie chodzić na basen. Normalnie na naukę pływania, grupa bardzo, ale to bardzo niezaawansowana. Obstawiam, że do wody w ogóle nie wejdzie, ale OB kazał wozić, to się z nim nie będę kłócić.

Tylko teraz mi powiedzcie, czy lepszy czepek silikonowy, czy dzianinowy.


53 thoughts on “Zaczęła się szkoła, zaczęło się chorowanie”