Dzisiaj Córka Pierwsza stawia bimber (albo kakałko)

Moje małe dziecko skończyło 3 lata! Córka Pierwsza urodziła się dokładnie w terminie, czyli 17 listopada, o godz. 0:15. Ważyła 3770 gramów i mierzyła 57 cm.

Masakra jakaś… jak ten czas leci.

Moja notka ze starego (wciąż istniejącego, ale zakamuflowanego) bloga z 22 listopada 2008….

„Była niedziela, a nam się jakoś nudziło. Nic się nie działo. Nawet do rodziców pojechaliśmy na obiad. Po godzinie 19.00 zaczęło mnie boleć podbrzusze, ale nic sobie z tego nie robiłam bo bolało mnie nie raz i na tym się kończyło. Godzinę później mąż zaproponował obejrzenie odcinka Ugly Betty. Stwierdziłam, że OK, ale jakieś skurcze mnie łapią i chyba zacznę je liczyć. Wyjęliśmy stopery i liczymy… A tu wychodzi 45 sekundowy skurcz co 3-4 minuty. Dziwne… Pewnie źle mierzymy… Chrzanić to..! Gdy zegar wskazał godzinę 21.00 poszłam pod prysznic. Bo podobno po prysznicu skurcze przepowiadające potrafią minąć. Nie minęły… Ale co tam… „To ja się położę na kanapie i policzymy jeszcze raz”. Gdy doszłam do kanapy zgięło mnie w pół, kucnęłam sobie i… powódź. Aha… Znaczy że jednak rodzę. Po 100 litrach wód i czterech kompletach ubrań machnęłam na wszystko ręką i uznałam że jadę na tę porodówkę mokra i mam w nosie że to głupio wygląda. A była już godzina 22.30, więc trochę na tym przebieraniu mi się zeszło…”

(wciąż to czytasz???)

„Kwadrans później w szpitalu przywitał mnie lekarz, który w czwartek odgrażał się, że jak spotkamy się na porodówce to mi wypomni, że mi się spieszyło. No trochę mi się spieszyło, bo miałam skurcze co 2 minuty i nie byłam w stanie się sama podpisać (a druków do wypełnienia przy takim porodzie jest od czapy).

Ostatecznie wysłał mnie do sali porodowej uprzedzając, że to może kilka godzin potrwać. No ja pitolę…Kilka godzin wicia się z bólu? Chrzanię to! O 23.40 mąż. chcąc mnie pocieszyć powiedział: „Jeszcze pół godzinki i będzie po wszystkim” Położna wypisująca kolejne papierki spojrzała na niego jak na idiotę, inna zapowiedziała, że zaraz mnie wrzucą na piłkę, pod prysznic etc. Odwołała wszystko po minucie bo młoda uznała że nie chce prysznica, nie chce piłki, ona wychodzi. Jakież było zdziwienie lekarza, który przyjmował mnie na porodówkę, gdy został wezwany pół godziny później do szycia… Ha! Już nie miał mi czego wypominać!”

(no nie żartuj że chcesz dotrwać do końca??!)

„Ja jednak muszę przyznać, że poród rodzinny ma wiele zalet. No ma też wady, bo bądź co bądź mój biedny mąż musiał widzieć coś czego nawet w Pile V nie pokazują. Ale dał radę. Podawał mi wodę do picia, smarował usta balsamem, trzymał za rękę. Był i to wystarczyło. I jestem mu za to bardzo wdzięczna. I za to, że gdy Córka Pierwsza była już przebrana usiadł koło mnie i mogłam sobie popatrzeć na dziecię…

Chyba nie mam ochoty dzisiaj na sentymentalne opisy typu: To było piękne przeżycie, doświadczenie duchowe, rozerwana szyjka to pikuś… Bolało niemożebnie, nie panowałam nad swoim ciałem, miałam dosyć, a moje dziecko było fioletowe i podobne do wczorajszej wątróbki…”

(jak aż tu doczytałaś, to masz chyba za dużo wolnego czasu 😉 )

Córka Pierwsza była zarąbistym noworodkiem, zupełnie niewkurzającym niemowlęciem, dopiero gdy zaczęła chodzić (czyli po ukończeniu 14 m. ż) zrobiła się hmmm no zaczęła walczyć o swoje bardziej niż na to byłam przygotowana.

Ale pewnie gdyby nie jej twardy charakter nie byłoby Matki Sanepid z jej bolączkami i pobudkami o 5 rano.

Dlatego też pijemy za zdrowie. Życzenia urodzinowe prosimy przesyłać na konto bankowe nr 54795707502582875927509285

Rodzice z góry dziękują, nowe wycieraczki do auta bardzo się nam przydadzą.


2 thoughts on “Dzisiaj Córka Pierwsza stawia bimber (albo kakałko)”

  1. doczytałam do końca bo zazdroszczę, u mnie dwa położenia miednicowe, dwa cięcia cesarskie, niedotlenienie okołoporodowe synka, resuscytacja oddechowa, nie przytuliłam dziecka po porodzie, nie położyłam na piersi, zabrali go na 24 godziny i od razu nauczyli picia z butelki… po drugim cięciu rozejście się rany, zakażenie połogowe, ból, cierpienie, brak sił, pierwsze dziecko problemowe, drugie jeszcze bardziej, ono cierpi a ja z nim, walcze o terminy u specjalistów, o chwilę względnej ciszy, zamieniłabym się z Tobą na zamknięte oczy.
    Masz szczęście i tyle, dobry poród, zdrowe dzieci, myślałam że się odstresuje czytając twój blog, chyba jednak nie.
    Przepraszam za ten komentarz ale kłuje mnie w oczy cudze szczęście. Mimo wszystko życzę powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz