Zbieg okoliczności? Nie sądzę….

Zbieg okoliczności? Nie sądzę….

Nie wiem jak Wy, ale ja już jestem po pływaniu w basenie, siedzeniu w saunie, masażu wodnym w jacuzzi i po dwóch śniadaniach, bo strasznie po takich akcjach chce mi się jeść.

Spadł śnieg. I akurat dzisiaj nawiew w samochodzie nie chciał mi się włączyć. Ogrzewanie padło, szyba zmrożona, dzieci drą się wniebogłosy, a zegar wskazuje na to, że dzisiaj znowu spóźnimy się na śniadanie w przedszkolu.

– Cisza, cisza, cisza!!!!!!! – wrzasnęłam.

– A dlaczego mamy być cicho? – Córka Pierwsza nie odpuszcza NIGDY!

– Bo nasłuchuję, czy nawiew na szybę zaczął działać. Bo kur…. czę, zepsuł się akurat w dzień, kiedy zima zaskoczyła drogowców! Nie działa, cholera jasna! Wiedziałam! Wiedziałam, że nie należy zmieniać Hondy na Renówkę!

Córki zamilkły. Co więcej, mam wrażenie, że Córka Druga nawet starała się nie oddychać. Gdy w połowie drogi ogrzewanie zaczęło działać, a szyba szybko stała się przezroczysta CD nadal się nie odzywała. Aż podjechałyśmy pod przedszkole i wysadzałam ją z auta, wtedy cichutko i zmartwiona spytała:

– To teraz musimy kupić nowe auto???


13 thoughts on “Zbieg okoliczności? Nie sądzę….”