Jazda na rowerze to sztuka

Jazda na rowerze to sztuka

A Córka Pierwsza… cóż, wielu talentów to ona nie ma. Dwa sezony jeździła na biegówce, jeden na rowerze z bocznymi kółkami i wszelkie nauki poszły się paść. Dzisiaj jedno boczne koło odpadło, więc odpięłam też drugie i powiedziałam, że „sorry, się popsuło” i że musi córka jeździć na dwóch, jak stwórca rowerów przykazał.

Ona twierdzi, że świetnie jej idzie. Ja uważam, że idzie jej co najmniej kiepsko, bo wywalanie się po przejechaniu dwóch metrów to nie jest jazda na rowerze, ale wywalanie się na rowerze. Dziadek natomiast stwierdził, ze bez kija się nie obejdzie. Tylko nie bardzo wiadomo czy ten kij, to do prowadzenia roweru z CP, czy do walenia jej po grzbiecie. Tak, dziadek lubi czarny humor.

A poza tym dzieci kolejny dzień z rzędu spędziły na podwórku.

Sąsiad wyszedł do ogródka
Sąsiad wyszedł do ogródka

Oprócz męczenia sąsiada, bawiły się w Krainę Lodu. Córka Pierwsza była Anną, Córka Druga Olafem… CD biegała więc po podwórku i wrzeszczała:

– Uwaga! Pupa mi leci!

Dżizas.

Edit 27.04.2014.
CP nauczyła się jeździć na rowerze następnego dnia. Złapała takiego bakcyla, że jeździła cały boży dzień….


35 thoughts on “Jazda na rowerze to sztuka”