Dieta w pudełku. Kocham to!

Dieta w pudełku. Kocham to!

Pewnie część z Was pamięta, że jakiś czas temu strasznie się skarżyłam na niechęć do gotowania. Co prawda jakiś pan i władca domowego ogniska wytknął mi, że to niezgodne z korzeniami kulturowymi, że baba nie lubi gotować, ale kto by się przejmował czyimiś poglądami rodem z początku XIX wieku….

Ktoś mi wtedy napisał “Dieta pudełkowa”.  Wzdrygnęłam się nieco, gdyż według mojej ówczesnej wiedzy jest to usługa zarezerwowana dla celebrytów i milionerów, których kucharz poszedł na urlop na żądanie, a poza tym na moje zadupie to na pewno nikt takiego żarcia nie dowozi.

Ale po kilku dniach opierniczania tych samych bułek z serem i zup z Biedronki, zaczęłam drążyć temat. I co się okazało? A że dowożą. Dowiozą do mnie! Okazało się, że firm, które to zrobią, jest całkiem sporo, wybrałam… najtańszą z ładnymi zdjęciami na Instagramie.
I że ile to kosztuje? No trochę więcej, niż samodzielne gotowanie buraczkowej i pieczenie chleba, ale udźwignę.  Krówa udźwignę jeden tydzień, bez weekendu, byle tylko nie gotować.

Nie będę tutaj pisać, jaki catering wybrałam, bo nie ma to znaczenia, chciałam tylko napisać, że…

No ktoś, kto wymyślił tego typu usługi, to miał nosa! Przez 5 dni diety pudełkowej zjadłam tyle różnorodnych potraw, że normalnie miesiąc by mi nie wystarczył. Pomijając zbyt częste śniadania na słodko, był i chiński ryż z kurczakiem, i placki z cukinii, genialna zupa marchewkowa i wołowina w sosie, schab w śliwkach, i ziemniaki, ryż, i zajebista jaglanka z kakao i cynamonem. Czasami daniami częstowałam też dzieci (które jedzą obiady w szkołach). Chyba najbardziej smakowała Córce Drugiej zupa z buraków, a Córce Pierwszej wilgotny, pełen owoców, baton z musli. Tylko porcje takie małe…. ale to dlatego, że wzięłam dietę 1200 kcal.

Po 5 dniach odbierania papierowej torby od przemiłego pana, który podjeżdżał swoją chłodnią pod mój dom każdego dnia po 21.00, jestem przekonana, że będę zamawiać dalej. Tym razem w innej firmie, tym razem 1500 kcal (przypominam, że ja poza pudełkowym żarciem jadłam też jabłko, banana, piłam sok pomidorowy i 3-4 kawy dziennie), tym razem dieta wege + ryby.

Może nie przez cały miesiąc, dzień w dzień. Bułkę z serem od czasu do czasu lubię, ale na pewno warto docenić, że:
– nie spędzałam czasu w sklepach,  smędząc koło półek i myśląc „co tu krówa zrobić na obiad???”
– nie stałam przy garach
– za każdym razem, gdy otwierałam torbę z dostawą, miałam swoje małe Boże Narodzenie 
Odpoczęłam od gotowania, kombinowania, wkurwiania się, że znowu coś “muszę” i to było świetne.

Jedyny minus… Plastiki. No smutno patrzeć na ten żółty wór z pojemnikami po daniach. Niestety w mojej okolicy nie ma żadnego cateringu z pojemnikami eko. Ale jeśli jeszcze niedawno nie było absolutnie żadnego, to zapewne tylko kwestia czasu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz