Czy moje dzieci zwariują?

Czy moje dzieci zwariują?

Córka Pierwsza od dwóch tygodni liczy dni. Codziennie rano przybiega do mnie i mówi, że za 14, 13…..7, 6, 5 dni lecimy do Holandii. Mnie na razie niewiele rusza, bo wydaje mi się, że to jeszcze tyyyyyle dni, poza licznymi pytaniami od znajomych:

– To kiedy jedziesz?

– A denerwujesz się?

– A Córki się nie boją?

No i gdy razu pewnego składałam sobie spokojnie skarpetki, w „Trójce” Malajkat czytał powieść Jerzego Sosnowskiego. Trafił się akurat fragment, w którym autor barwnie opisał wypadek lotniczy. Przez 10 minut słuchałam o łamiącej się stali z samolotu i wyrywanych kończynach z pasażerów, a mój kolega podesłał mi obrazek:

Spokojnego lotu!

i dowcip-suchar, ale tam były brzydkie wyrazy…

A dlaczego się tyle osób o mnie martwi? Bo podobno dzieciom w samolotach odwala. Serio? Moje dzieci, które mają w publicznych miejscach funkcję demo, które w środkach transportu (poza autem moim) godzinami gapią się przez okno i siedzą bez ruchu mają oszaleć? Płakać? Skakać po oparciach foteli? Zaczną mówić głosem Wojciecha Manna? Albo ryczeć, jak jelenie na rykowisku? Jeśli tak, to ja nie lecę!


63 thoughts on “Czy moje dzieci zwariują?”