Hej, co tam u MS?

Hej, co tam u MS?

Oczywiście Was to nie obchodzi. Ale Wam powiem.

Pracuję. Nowość taka. Normalnie się zarzynam, żeby mieć na ciuchy. A jak już kupię ciuchy, to staram się, by jeszcze styknęło na żarcie i paliwo do auta. Oraz na koronkową bieliznę. Bo to nie ciuch. To bielizna.

Poza tym kończę oglądać Good Wife. Jak zapewne pamiętacie, wcześniej oglądałam Homeland. Teraz ogląda go moja koleżanka Aneta, która na bieżąco informuje mnie, przy którym jest odcinku albo wysyła wiadomości, typu:

– O mój boże! Co ten Brody zrobił!

Cóż, Good Wife przy Homeland, to jak pierwsze wiosenne rzodkiewki przy czystym spirytusie (chodzi o to, że mdłe są te pierwsze rzodkiewki… To jakby ktoś nie zrozumiał mojego twórczego porównania). Ale Good Wife ma trzy spore zalety:

gw 1

gw 2

gw 3

a Wasze nastoletnie córki mogą jeszcze odkryć czwartą…

gw 4

Osobiście dla mnie nr 2 wymiata.

No. Poza tym za mną długi weekend z córkami. Bardzo długi. Cholernie długi. Bo po 1) miałam w pisdu pracy, po 2) Córka Druga miała katar. To znaczy na początku miała katar, ale poszła do kolegi, polewali się wodą z węża ogrodowego, wróciła calusieńka mokra i następnego dnia do kataru dołączyła też gorączka. Niestety oprócz tego CD czuła się znakomicie i koniecznie chciała jeździć na rowerze oraz znowu polewać się wodą z węża ogrodowego. Ostatecznie uznałam, że 4 dnia z nimi dwiema w domu nie wytrzymam i wywiozłam je wgłąb kraju, by porzucić w kaszubskim lesie.

Córka Druga była zachwycona.

– Jak trafiłyśmy do tej cudnej krainy? – spytała podczas jazdy przez okolice Nowego Dworu Wejherowskiego.

Niestety nie chciała na nogach poznawać cudnej krainy i powiedziała, że z auta nie wysiądzie.

To dojechałyśmy do Szymbarku. Dokładniej to do Stężycy, ale nie czepiajmy się. Poszłyśmy pobiegać po centrum czegoś tam, w którym jest wszystko. Większość niestety dodatkowo płatna i zatłoczona. Obejrzałyśmy więc domek do góry nogami, krainę bajek, jakieś jelenie, kilka domków, obiekty związane z polską trudną historią, zbombardowano nas w schronie podziemnym… Córki dziarsko zwiedzały, chociaż ta młodsza co jakiś czas pytała:

– Skończymy wreszcie to chodzenie i oglądanie i porobimy coś bardziej rozrywkowego?

Najbardziej rozrywkowo się zrobiło, jak skończyła się nam kasa, bo wzięłam co prawda 100 zł, ale wszystko dodatkowo płatne i to gotówką. Pobawiły się więc na placu zabaw, wyjątkowo darmowym i pojechałyśmy do domu.

A dokładniej na pizzę w naszym mieście. Konkretnie do DaGrasso. Bo tak. U nas to DaGrasso z zewnątrz wygląda jak opustoszała speluna. Okazało się, że w środku jednak tłumy. No takie, że panie chyba nie mają czasu na sprzątanie, bo jak jeden z gości przesunął stolik, to na środku podłogi ukazała się gruba warstwa kurzu. Potem jak jadłam pizzę, to tylko się zastanawiałam czy podobny kurz lata też po kuchni, w której przyrządzano mój posiłek.

Oczywiście, żeby nie było lekko, CD się wcześniej poryczała. Bo CP powiedziała, ze chce pizzę z salami, bez pieczarek, to zamówiłam pół takiej i pół 4 sery, bo zawsze taką zamawiam. A CD chciała z pieczarkami. W ramach rekompensaty ona dzisiaj robiła obiad. Zapiekanki z pieczarkami z nutą hiszpańską. Bo dodała hiszpański ser i fuet.

pic_to_send

Taka zdolna córka

Tylko marudna.

Wracam do serialu.


62 thoughts on “Hej, co tam u MS?”