Jest problem – dzieci żyją i mają się OK

Jest problem – dzieci żyją i mają się OK

Poniedziałek. Dzień odpoczynku i ogarniania się po weekendzie z dziećmi. Chociaż nie zawsze wszystko idzie jak po maśle. Na przykład w przedszkolu.

– Zapomniałam o kapciach dla córki.

– Nie szkodzi – odpowiedziała zgodnie z prawdą nauczycielka.

– Ale za to przyniosłam tę książkę, którą miałyśmy donieść przed dwoma miesiącami! – byłam z siebie bardzo dumna.

– Zdarza się – potwierdziła nauczycielka.

– Też mi się wydaje, że najważniejsze jest to, że wciąż przyprowadzam to dziecko. To samo. Nie, że jakieś cudze.

– Prawda.

– I nawet jest umyte!!!

No to już jest w ogóle sukces. Pięknie mi się zaczął ten tydzień. No prawie, bo potem zderzyłam się z urzędem.

Otóż rząd holenderski chce zaświadczenie, że moje dzieci żyją i mają się dobrze. Przysłał nawet jakiś papier do wypełnienia. Nie napisał tylko, dokąd z tym papierem pójść. Wybrałam ten urząd, w którym nie ma kolejek. Czyli USC. Sęk w tym, że w USC powiedzieli mi, że czegoś takiego nie wypełnią, bo dopóki nie mają aktu zgonu, to znaczy się osoba żyje. Koniec, kropka. Ewentualnie mam potwierdzić notarialnie. Jak znam notariuszy, to za świstek papieru skasują ode mnie po 500 zł.

Może ja kupię Wyborczą i dzieciom zdjęcie zrobię? O coś w ten deseń:

dowód życia


27 thoughts on “Jest problem – dzieci żyją i mają się OK”