Matka grillowała

Matka grillowała

Wstyd straszny, bo połowa lipca, Matka Sanepid na wsi mieszka i dopiero pierwszy raz grilla wyciągnęła z piwnicy. A sytuacja ją przymusiła, bo skoro zaprosiła kumpelę na grilla, to wypadałoby go zrobić. Tylko że tak jakoś. Ponuro było. Rano padało. Pogoda wisielcza. Ale po 3 godzinach siedzenia z trójką dzieci w pokoju o wielkości większego kontenera na śmieci (połowa należąca do córek zresztą wygląda podobnie, jak zawartość kontenera…) żadna pogoda nie wydawała się zbyt zła, by wyjść na grilla. Matka rozłożyła parasol, wzięła pod pachę kupione w mleczarni* zajebiste kiełbasy grillowe bez konserwantów i odpaliła. Znaczy podpaliła. Się zakurzyło, zaśmierdziało, ale było gdzie obiad zrobić. I jak tylko wszystko rozłożyłyśmy, dzieci się rozpełzły po ogrodzie, to się zrobiło słoneczko, cieplutko i w ogóle sielanka.

Córka Pierwsza dzielnie zabawiała gościa młodszego od niej samej o jakieś 9 miesięcy, Córka Druga zgrywała małą dziewczynkę, której loczki i szare wielkie oczka idealnie komponują się z delikatnym, romantycznym charakterem, więc wyła o wszystko, wisiała na Matce i zdartym gardziołkiem wydobywała z siebie cichutkie pomruki („Mamooooo, siku chcę”).

Pies tymczasem darł paszczę, koty chciały uciec, komary gryzły, a krety porobiły takie dziury, że stołu nie było gdzie postawić, bo nogi wpadały.

I żeśmy się obżarły, pogadały, winko wypiły, a o 19.00 Córki stwierdziły, że już, natychmiast idą spać, bo są wykończone tą zabawą. Wstaną o szóstej. Z nowymi siłami. Matka się tak szybko nie zregeneruje. Zwłaszcza po tej kiełbasie z mleczarni, która w smaku była jeszcze lepsza niż bym się tego spodziewała po wyglądzie i po tej lampce wina, i po cieście, i lodach. Matka padnie. Gruba i odymiona.

 

 

* Wy nie kupujecie kiełbasy w mleczarni? Serio????


18 thoughts on “Matka grillowała”