Matka się musi znać na wszystkim

Córki polubiły podwórko. Na hasło „Idziemy na dwór*” wciągają buty i bieeeeeegną. Córka Pierwsza wciąż rozwija swoją pasję młodej rowerzystki. Dzisiaj nawet trudno było ją dogonić, sama zjechała z chodnika na ulicę, by ominąć zaparkowane auta, zawróciła na szerszym odcinku drogi i takie tam. Tylko jak wracałyśmy do domu, to Córka Druga wjechała Córce Pierwszej prosto pod koła roweru wózkiem dla lalek. CP się wywróciła, poszorowała nieco swoją różową ramę, siodełko odpadło, a łańcuch spadł i się zakleszczył. CP żądna krwi biegła więc za CD krzycząc przez łzy:

– Zeeeepsuuuuuuułaś mi rooooooweeeeeeer!

I tu Matka Sanepid naprężyła muskuły i nie zważając na swoje paznokcie i delikatną skórę dłoni nałożyła łańcuch, z całej siły nacisnęła na pedał, by się wszystko odkleszczyło i ułożyło, zeszła po klucze do piwnicy dziadka, siodełko zamocowała i wręczyła prawie idealny rower swojej starszej córeczce. Prawie, bo poharatanej ramy pomalować nie miała czym. Widziała to wszystko ciotka córek, która cały czas stała obok i zapłakanemu dziecku mówiła:

– Twoja mama nie takie rzeczy naprawiała!

Przy okazji, gdy MS naprawiała rower, ciotka zrobiła dzieciom przegląd uzębienia. Bo ciotka jest stomatologiem. Chociaż ja jej papierów nie widziałam, ale za to chodzi w kitlu i może przepisywać recepty, więc jej wszyscy w rodzinie wierzymy. Ciotka bowiem przyznała parę dni temu, że jeśli Córce Pierwszej już ruszają się zęby i jeżeli jest to dwójka, a tym bardziej trójka, to coś jest nie tak. No i wzięła CP pod słońce, zajrzała w paszczę, pomacała i powiedziała, że na ile przegląd stomatologiczny pod bramą garażu może być miarodajny, to nic się nie rusza, a my mamy jakieś urojenia. I żadna z córek nie ma też ubytków, z czego się cieszymy bardzo, bo zęby córki mają myte regularnie od zarania dziejów, mimo że stomatologa mamy za friko. Odwołujemy więc póki co Wróżkę Zębuszkę.

 

 

 

* inaczej „na pole”. Ale jak już kiedyś pisałam, pochodzę częściowo ze szlachty, to my chodzimy na dwór 😉


16 thoughts on “Matka się musi znać na wszystkim”

  1. Szlachta wychodziła na pole (ze dworu) :)Plebs wychodzil z pola i widział dwór-dlatego też szedl na pole 😛 Dwa pokolenia wyżej mielismy von przed nazwiskiem 😉
    Cała małopolska wychodzi na pole 😛

  2. ale Matko Droga, to szlachta na pole wychodzi a plebs na dwór… bo My w Krakowie – dwór tośmy pod domem mieli (Zamek znaczy się i okolice) a na pole to chodzili – na zewnątrz :)))

  3. Ponieważ ja chodziłam na dwór a mój mąż na pole, więc nasza Demolka chodzi ” w teren” coby nie doszło do rozpadu pożycia małżeńskiego z powodu różnic charakterów, bo zarliysmy sie o to ciagle.

  4. U babci to dzieci na podwórko wychodziły, pod blokiem – na plac zabaw albo na dwór… A wczoraj pojechaliśmy do babci, bo tam nowa droga asfaltowa, a że na końcu świata, to mało używana… i dziecię uczyło się jeździć na rowerze i rolkach 😉 Matka się przy tym nabiegała, ojciec też. Asekuranci znaczy się. Ale kiedy pożyczyliśmy rolki od dzieci… to się matka wykopyrtnęła 🙂 dużo przy tym śmiechu i zabawy było! Jeszcze dzisiaj bolą mnie palce u nóg, bo jednak pomimo rozciągnięcia o jeden rozmiar za małe były. Jednak to nie figurówki i jeździ się troszkę inaczej. Ale chcę rolki! Swoje własne! I już! Bakcyl złapany 🙂

  5. Wielkopolska wychodzi „na dwór”. A gdy byłam dzieckiem kilkuletnim przyjechał kuzyn (brat cioteczny – dla niektórych 😉 ) z Gdańska i cały czas zastanawiałam się dlaczego On wychodzi na pole, a siedzi pod domem na trawniku, a pole (takie uprawne) na końcu działki było i ani razu tam nie poszedł 🙂 hihi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz