Matka z prywatną wizytą

Honda się sypie. Sypie się wszędzie, zwłaszcza jak ją myję myjką ciśnieniową. Wtedy całe płaty lakieru odlatują w nieznane, a Honda z granatowej robi się coraz bardziej brązowo-ruda. Ale to i tak nieźle, bo auto ma grubo ponad 250 000 km na liczniku i jest już prawie pełnoletnie, a to Civic rocznik 97 produkowany w Wielkiej Brytanii jeszcze i w Top Gear 15 lat temu mówili, że to dobre auta. Kto twierdzi inaczej ten na bank ma starego Golfa i tylko kozaczy. Honda the best. No ale się sypie, zwłaszcza że brakuje jej męskiej ręki.

I podjechałam dzisiaj do mechanika. Od razu mnie poznał, bo mi kiedyś brak hamulców wymieniał na nowe. Tak, wiem, dziwnie to brzmi, ale jakbym napisała, że mi wymieniał hamulce, to bym skłamała, bo tamtych hamulców to już nie było.

I mówię do mechanika:

– Nie ma ręcznego, wahacz górny lewy do wymiany i akumulator coś nie styka i muszę od czasu do czasu przy klemach pogrzebać, żeby elektryka zaczęła działać. Ile to będzie kosztować?

Mechanik, jak to mechanik:

– No ja nie wiem, bo to trzeba rozebrać, zobaczyć, jak to tam wygląda…

– Panie! Mów Pan, czy przekroczy wartość auta, czy nie?!

– Nie przekroczy.

– No to się zdzwonimy w przyszłym tygodniu….

A potem pojechałam do lekarza z Córką Drugą, która znowu, 2 tygodnie od skończenia antybiotyku, narzeka na bolące ucho. Oczywiście poszłam prywatnie. Do najlepszego laryngologa w mieście, do tego miłego, z właściwym podejściem, który mi kiedyś wizerunek przed ślubem uratował*. Zabuliłam w okienku 100 zł, odczekałam 1,5 godziny, a Córka Druga w gabinecie się zbiesiła. Jak zawsze bez gadania pokazuje uszy, gardło, oddycha, nie oddycha, tak tym razem pokazała co potrafi od drugiej strony. Między innymi po tej jakże mi drogiej wizycie, ma mowę rozwiniętą o kolejne nowe słowa: „nie ruszaj!”, „boli!”, „nie chcę!”, „idę do domu!” i „puść mnie!!!!”. Płuca też ma niezłe i mięśnie jak ze stali. Lekarza za bardzo nie słyszałam, więc mi wszystko na kartce napisał…

 

 

* 5 dni przed ślubem spuchła mi prawa strona szyi. Byłam pewna, że to świnka. Poleciałam do mojej ciotki, która jest nefrologiem (wiem, debilizm, ale ona mi powiedziała, że to nie świnka), a ta skierowała mnie do najlepszego laryngologa w mieście. Laryngolog przyjął mnie następnego dnia, stwierdził, że to zapchana ślinianka i wielką strzykawą z igłą usunął obrzęk zastrzegając, że gdyby do soboty znowu się pojawił, to mam do niego zadzwonić, on w sobotę przed moim ślubem jeszcze mnie przyjmie i mi znowu usunie, tak że nikt nie zauważy, że coś jest nie tak. Od tego czasu kocham tego lekarza.


8 thoughts on “Matka z prywatną wizytą”

  1. Mam nadzieję, że Honda przeżyje i jeszcze Wam posłuży no a córcia może piosenkarką będzie skoro tak głośno potrafi zagłuszyć lekarza to i płuca silne będzie miała. 😉

  2. Moja lila 2,5 roku przy pobieraniu krwi darła się w niebogłosy ; „oddaj palec!!” o Pani która jej tą krew pobierała. A ja wyszłam jak po siłowni i cała mokra… wiec nie jest tak ze!!:P

  3. widzę że CD szybko uczy się mówić pod presją, albo może mówi już wszystko świetnie tylko nie ujawnia się ze wszystkimi swoimi talentami, bo wie, że za dużo od niej byś wymagała. Śmieję się do siebie cały czas jak tylko wyobrażę ją sobie w tym gabinecie, tzn. małego, ślicznego,kudłatego knedelka który pyskuje jak najęty. Cudna.

  4. moja Hondzia była o rok młodsza 🙂 mniej się sypała i nadal z Synem za Nią tęsknimy pomimo naszej Madzi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz